Sąsiad wspomoże urzędnika

Urzędnicy z magistratu dzwonią do mieszkańców i proszą o przekazanie informacji ich sąsiadom – pisze w liście do redakcji zirytowany chełmianin i pyta czy to jakaś nowa praktyka urzędu. – Trudno mi uwierzyć, że coś takiego miało miejsce – twierdzi Roland Kurcewicz z magistratu.

 

Przed tygodniem dostaliśmy list od mieszkańca miasta. Podpisał się pod nim imieniem i nazwiskiem, ale prosił o zachowanie anonimowości. Pisze, że spotkało go coś bardzo dziwnego ze strony miejskich urzędników. – Odbierałem telefony z różnych wydziałów z prośbami, żeby przypominać o niezałatwionych sprawach mojej sąsiadce – pisze i dodaje ironicznie, że to niezwykle ciekawa forma kontaktu z petentem – telefon do sąsiada. – Zostawiając numer telefonu w urzędzie, spodziewałem się, że będzie on potrzebny do kontaktu ze mną w sprawach dotyczących mojej osoby.

Chełmianin zastanawia się czy to nowa praktyka urzędu, nadgorliwość pracowników czy zwykłe lenistwo? – Przecież poczta jeszcze działa i wysłanie pisma przypominającego nie jest wyczynem a i pofatygować się samemu też można – uważa.
Inna sprawa to czy sąsiad chciałby, aby ktoś obcy wiedział o jakiejś niezałatwionej sprawie z urzędem. Czy nie działają tu przepisy o ochronie danych osobowych?
– Trudno mi wierzyć, że do czegoś podobnego doszło – mówi Roland Kurcewicz z chełmskiego magistratu. – Urząd nie dysponuje bazą danych telefonów. Jeżeli doszło do opisywanej sytuacji, to wynika raczej z czyjejś nadgorliwości.
Kurcewicz tłumaczy, że każda sprawa prowadzona w urzędzie dotyczy konkretnej osoby i tylko ona może otrzymać informację o jej przebiegu. (bf)