Sesja mało komfortowa

Najwyższy czas skończyć z prowizorką! To wstyd, w jakich warunkach pracujemy – tak radny Stanisław Mościcki, przewodniczący klubu Rozwój i Demokracja, skomentował czwartkowe obrady komisji stałych i rady miasta, które odbyły się w sali konferencyjnej chełmskiego magistratu. Chodziło o liczbę mikrofonów. Radni i urzędnicy mieli do swojej dyspozycji zaledwie trzy sztuki. Swoje uwagi do organizacji posiedzenia miał też Marek Sikora, szef klubu radnych Koalicji Obywatelskiej.

Po nieudanych z przyczyn technicznych zdalnych obradach rady miasta, które miały miejsce w kwietniu br., jej przewodniczący Longin Bożeński postanowił, że kolejna, majowa sesja, odbędzie się już w sali konferencyjnej chełmskiego urzędu, a radni będą obradować w maseczkach, z zachowaniem minimum 2-metrowej odległości od siebie. Nie zapraszano gości z zewnątrz, ani dziennikarzy, a oprócz radnych wzięli w niej udział jeszcze urzędnicy. Mimo to nie obyło się bez uwag ze strony radnych.

Od kiedy posiedzenia są nagrywane, radni i urzędnicy, gdy zabierają głos, mają obowiązek mówić do mikrofonu. Wtedy łatwiej sporządzić protokoły z obrad, bo słychać co kto powiedział. Obrady nie przebiegają jednak płynnie, bo radni czekają, aż dostaną do ręki mikrofon. Sprzęt jest już stary, mocno wyeksploatowany, więc nic dziwnego, że dość często rozładowuje się w nim bateria. Na czwartkowym posiedzeniu jednej z komisji z tego właśnie powodu nerwy puściły radnemu Stanisławowi Mościckiemu, szefowi klubu Rozwój i Demokracja.

– Czas skończyć z tą prowizorką! Wstyd, w jakich warunkach pracujemy! Na wszystkich radnych są dwa lub trzy mikrofony. Albo stać nas na porządny system nagłośnienia, albo dajmy sobie spokój z zabawą w radę i radnych. Ośmieszamy się! – Mościcki nie szczędził ostrych słów.

Radnemu odpowiedział Mirosław Czech, który w obecnej kadencji przewodniczy komisji budżetu i rozwoju gospodarczego. – Od czterech kadencji o tym mówimy, miał pan szanse zrobić to – w swojej wypowiedzi Czech przypomniał, że Stanisław Mościcki przez blisko 10 lat był wiceprezydentem Chełma. – Skoro wszyscy nawalili, to teraz mamy tylko kawałek mikrofonu.

Mościcki swój apel powtórzył na sesji rady miasta. – Dwudziestu trzech radnych, urzędnicy, goście zaproszeni i tylko cztery mikrofony na całą salę. Przy kolejnych zmianach w budżecie proszę o znalezienie oszczędności i kupienie kilkunastu mikrofonów – mówił.

Sprawdziliśmy. ich ceny są różne. Można je dostać i za około 100 zł, ale profesjonalne kosztują kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych. Trudno jednak radnemu Mościckiemu nie przyznać racji. Inne samorządy, wielkości porównywalnej do Chełma, już dawno zadbały o porządny system nagłośnienia w salach, gdzie odbywają się plenarne posiedzenia rady.

Kilka uwag co do organizacji komisji i sesji miał też Marek Sikora, przewodniczący klubu radnych Koalicji Obywatelskiej. Chodziło mu o to, że nie wszyscy radni mieli jednakowe, komfortowe warunki do pracy.

– Chciałem podziękować za stworzenie mi dobrego miejsca do pracy – mówił Sikora, który usiadł przy stole. – Ale nie wszyscy je mają, brakuje innym radnym przestrzeni, by mieć możliwość rozłożenia tabletów i materiałów. Radni powinni mieć równe warunki.

Marek Sikora pytał też, czemu nie ma sesji zdalnej, czy to problemy techniczne stanęły na przeszkodzie? – Czy nie można sobie z nimi poradzić, bo być może niektórzy z nas woleliby pracować, dla bezpieczeństwa innych, ale też swojego, w sposób zdalny – stwierdził.

Przewodniczący Longin Bożeński wyjaśniał, że nie planował obrad zdalnych, ponieważ nastąpiło poluzowanie obostrzeń. – Skoro możemy spotykać się już w restauracjach z zachowaniem reżimu sanitarnego, to dlaczego mamy nie obradować na sali plenarnej? Faktem jest, że są problemy z urzędowym łączem, gdy loguje się kilkanaście osób, zaczynają się kłopoty. Nie jesteśmy należycie przygotowani na sesję zdalną, żeby zachować płynność obrad i zapewnić wysoki poziom techniczny – przyznał L. Bożeński.

Z kolei radny Tomasz Kazimierczak, na co dzień dyrektor Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie, próbował przekonywać, że dla bezpieczeństwa uczestników sesji, posiedzenia mimo wszystko powinny odbywać się zdalnie. – Wiecie państwo gdzie pracuję. Moi ratownicy medyczni codziennie mają kontakt z osobami, którym wykonują testy na koronawirusa, ja nie wiem, czy przypadkiem nie jestem nosicielem tej choroby – stwierdził Kazimierczak. (s)