Skąd robaki w pieczonej gęsi?

To miał być rodzinny, przyjemny obiad. Tomasz Chrószcz z Rybnika (woj. śląskie) odwiedził z żoną jej rodzinne strony. Kobieta pochodzi z małej miejscowości w gminie Białopole. W niedzielę, 5 sierpnia, wybrali się do Chełma.


– Zaprosiłem żonę i teściów do restauracji Gęsie Sprawki. Słyszałem pozytywne opinie o tym lokalu. Zresztą poleca go sama Magda Gessler, znana restauratorka, która przeprowadziła tam „kuchenne rewolucje”. Byłem przekonany, że miło spędzimy czas i zjemy coś dobrego. Zamówiliśmy popisową potrawę: całą gęś z kopytkami i sałatką z buraków. Gdy danie trafiło na stół, zobaczyliśmy w nim… żywe, białe robaki! Podejrzewam, że mucha zniosła jajeczka, z których wylęgły się larwy. Pytanie: jak długo to mięso i farsz mogły leżeć, by dojść do takiego stanu? – zastanawia się pan Tomasz. – Zaproponowano nam inny obiad z menu, ale podziękowaliśmy. Nie wiadomo, co tym razem byśmy dostali. Po prostu wyszliśmy z lokalu.

Właściciel restauracji Paweł Piętak przyznaje, że takie zdarzenie miało miejsce.

– Faktycznie na kuchnię wróciło danie, na którym widoczne były dwa, może trzy małe robaczki. Ale to dla mnie podejrzane. Nie wiem, jakim cudem mogły się tam znaleźć. Tego dnia klientom podawaliśmy świeżo pieczoną gęś. Przez blisko 4 godziny piekła się w temperaturze ponad 180 stopni. Nie ma takiej możliwości, aby robak coś takiego przeżył. Prowadzimy restaurację od jedenastu lat. Wydaliśmy naszym gościom tysiące gęsi i innych potraw. I nigdy nic podobnego się nie zdarzyło, nie było żadnych skarg – zapewnia P. Piętak.

O zajściu został poinformowany sanepid.

– Wnikliwie przeprowadziliśmy kontrolę. Nie było żadnych poważnych uchybień, poza jedną kwestią. W lokalu stwierdzono obecność much – mówi Elżbieta Kuryk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie.

Sprawa zakończyła się na przekazaniu właścicielowi zaleceń. Został zobowiązany do odpowiedniego zabezpieczenia lokalu przed owadami, co – jak twierdzi – natychmiast uczynił.

– Mowa o trzech muchach, które latały w pomieszczeniu obróbki warzyw. Założyliśmy w nim dodatkowe lampy owadobójcze i zleciliśmy zewnętrznej firmie dezynfekcję – słyszymy od restauratora. Ale to nie jedyne kroki, jakie po całym zajściu zamierza podjąć P. Piętak. Niewykluczone, że sprawa znajdzie swój finał w sądzie. Rozgłaszana przez niezadowolonego klienta historia budzi u właściciela wiele podejrzeń. A przyznać trzeba, że pada cieniem na restaurację.

Warto dodać, że mamy w regionie jadłodajnie, które „za uszami” mają więcej… Tylko w ciągu pierwszego półrocza 2018 roku sanepid nałożył na prowadzących lokale gastronomiczne 8 mandatów. Wydawałoby się, że na przeprowadzone 73 kontrole, to niewiele. Ale waga „grzeszków” właścicieli restauracji (m.in. brud i brak odpowiedniej dezynfekcji) może skutecznie odebrać apetyt… (mg)