Skala robi wrażenie

Nie dziesiątki czy setki, ale tysiące aut zarejestrowanych na współwłasność z obywatelami Ukrainy jeździ po chełmskich drogach. Na problem, jaki może to ze sobą nieść, zwracali już uwagę radni z powiatu.

O rejestrowaniu samochodów na współwłasność z obywatelami Ukrainy pisaliśmy już na naszych łamach kilkakrotnie. Na początku wszyscy traktowali to jako ciekawostkę. Później jako sprytny pomysł na obejście przepisów, dzięki którym Ukraińcy nie muszą płacić ogromnych ceł na auta sprowadzane z obszaru Unii Europejskiej. A także na to, jak chełmianie potrafią „odnaleźć się” w takiej sytuacji i przy okazji porządnie zarabiać na procederze. Od jednego auta, które Ukrainiec rejestruje na współwłasność z Polakiem, ten drugi ma dostawać podobno od 500 do 1000 zł. A są już tacy kierowcy którzy mają ponad… tysiąc samochodów we współwłasności z Ukraińcami.

Sprawa nabrała innego wymiaru, gdy okazało się, że za serią brutalnych napadów na chełmian stoi szajka Ukraińców. Bandyci poruszali się właśnie autami na polskich tablicach rejestracyjnych, co było dla nich doskonałym kamuflażem. Mało kto zwraca uwagę na samochód na lokalnych numerach rejestracyjnych, który kręci się po okolicy. Ale gdy pojawi się obca rejestracja, to od razu rzuca się w oczy. I to właśnie poruszył na jednej z sesji rady powiatu chełmskiego, Marcin Łopacki. Interpelował, aby starostwo wystąpiło z formalnym wnioskiem do właściwego ministra, by ten proceder ukrócić. Co prawda w ministerstwie infrastruktury odpowiedziano nam, że żadne prace w tym kierunku nie są prowadzone a obecne przepisy dają możliwość rejestracji aut i nie można wyznaczyć limitu samochodów, które można mieć we współwłasności, ale być może urzędnicy nie znają skali tego zjawiska.

– W samym powiecie chełmskim na koniec sierpnia było ponad 4200 aut we współwłasności z Ukraińcami – mówi radny Łopacki.

Co najmniej tyle samo jest w mieście. A ile w ościennych powiatach i miastach? (bf)