Skandal, ale dziś to niemal norma

Mieszkanka Krasnegostawu jest zbulwersowana tym, jak potraktowano jej schorowaną matkę w tamtejszej Przychodni. – Kazali jej czekać na dworze, na zimnie i deszczu. Personel był niemiły – opowiada kobieta.


Sytuacja miała mieć miejsce 16 października. Na swoim profilu na facebooku opisała ją pani Katarzyna. – Wiecie, jak się leczy w krasnostawskiej przychodni? O tak: stoi się na zimnie, w deszczu i czeka średnio 20-30 minut, aż ktoś łaskawie otworzy ZABLOKOWANE drzwi i zapyta, po co tutaj stoicie. Możecie dzwonić dzwonkiem 100 razy na minutę, ale PANI i tak nie otworzy tylko będzie udawać, że Was nie słyszy siedząc przy komputerze 4 metry od drzwi – czytamy.

Dalej kobieta opisuje to, co miało wydarzyć się w krasnostawskiej Przychodni właśnie 16 października. – Moja mama przez silny ból pleców nie mogła stać, nie mogła siedzieć. W pomieszczeniu, w którym pracuje, nawet lekki chłód powodował, że musiała zaprzestać pracy, dlatego musiała dbać o to, aby się nie wychładzać.

Dzisiaj odczuwalna temperatura to 5 stopni i deszcz. Mama próbowała się dodzwonić od południa do kogokolwiek z przychodni, ale nikt nie odbierał. W końcu po godz. 16 ktoś odebrał, ale poinformował, że i tak mama pomocy tu już dziś nie otrzyma, bo nie ma miejsc, że musi czekać do godz. 18 i wtedy przyjść w kolejkę na nocną opiekę – relacjonuje kobieta. Gdy pani Katarzyna pojawiła się pod Przychodnią „drzwi były o dziwo otwarte”. – Mama weszła do środka. Po chwili pojawiła się jakaś pani i spytała, o co chodzi. A więc przedstawiamy sytuację, że okropny ból pleców i że mama miała się zgłosić na zastrzyki.

Na co PANI odpowiada że OK, i dodaje by mama czekała na dworze – czytamy. Mama mieszkanki Krasnegostawu już cofnęła się do wyjścia, ale wówczas do akcji wkroczyła pani Katarzyna: – Nie pozwoliłam mamie zrobić kroku na dwór, stanęłam w przejściu – relacjonuje. Pracownica Przychodni miała wówczas powiedzieć: „Niech się Pani nie awanturuje! I niech pani zamyka te drzwi, bo nam jest zimno!”. – Wtedy moja mina musiała być niezła. Dobrze Panno, w takim razie moja mama z okropnym bólem ma stać na dworze i może być jej zimno.

Ale jak tobie w siwe włosy trochę powieje to skandal i jesteś już w hipotermii tak? Nie takie numery ze mną. Mama finalnie została w środku, a nagle PANI w hipotermii wezwała bodygarda, aby uniemożliwić mi WTARGNIECIE do środka. Bodygard zamknął drzwi na klucz i odszedł krokiem cwaniaka, który wykonał co najmniej najbardziej chwalebną robotę świata. Po co było to zamykanie, skoro ja stałam na zewnątrz i nie chciałam wchodzić do środka? Nie wiem. Taki popis i pokazanie władzy nad nami, nad plebsem – czytamy.

Po 25 minutach mama mieszkanki Krasnegostawu przez drzwi podała jej receptę z nazwą leku i powiedziała by córka je wykupiła. – Rozumiecie? My płacimy podatki ale jak już się dopchasz do lekarza to musisz sama iść po lek z NOCNEJ OPIEKI ZDROWOTNEJ. Mama miała w tej chwili mnie. A co jeśli przyszłaby sama? Musiałaby z bólem pleców uniemożliwiającym poruszanie się iść do apteki w innej części miasta po to aby kupić lek który oni sami powinni mieć i jej podać w nagłym przypadku! – przekonuje pani Katarzyna.

Krasnostawianka wykupiła lek i wróciła pod Przychodnię. – Dzwoniłam jakieś 40 razy i stałam tak kolejne 25 minut zanim Pani w hipotermii łaskawie zabierze ode mnie leki i wykona mamie zastrzyk – czytamy.

Po zastrzyku seniorka dostała kolejną receptę. Pani Katarzyna nie chciała jej ciągać po mieście, więc jej mama miała na nią poczekać w Przychodni. – Znów kazali mamie wyjść na dwór i tam czekać. Mama się nie zgodziła. Pani w hipotermii zaczęła mówić, że takie są zasady i trzeba się stosować. Na co mama powiedziała, że to są reguły dla zwierząt, ale na pewno nie dla ludzi. Że przecież korytarz w przychodni ma 50 m, jest pusty. Komu będzie przeszkadzać, że ona sobie tu siądzie i poczeka na mój powrót? Dla kogo jest ten ogrzewany pusty korytarz skoro ludzie mają stać na dworze?

Post mieszkanki Krasnegostawu udostępniło na swoich profilach aż 456 osób. Pojawiło się też wiele komentarzy. Ada napisała: – Chore to, co się teraz wyprawia. Z wielką łaską otrzyma się jakąkolwiek pomoc, o ile w ogóle się ją otrzyma. Najlepiej żeby każdy czekał na dworze bo po co wpuścić do środka, jak psy ludzie niech czekają na dworze… Parodia.. Jakiś my czasów doczekaliśmy?! Joanna: Nie daj Boże potrzebować opieki medycznej w ten czas … wszystko powinni zrobić prywatnie i tak wszędzie wielka łaska.. po co to płacić te podatki, pójdziesz prywatnie to chociaż ktoś za pinionżka sztucznie się uśmiechnie i uda że wysłucha z czym przyszedłeś, to jest przykre.

Inna kobieta dodaje: – Brakuje słów na to co się teraz dzieje, ja ostatnio stałam ponad pół godziny i dzwoniłam aż się ktoś tam obudzi i wyniesie mi skierowanie… O całej reszcie, której teraz doświadczam, jeśli chodzi o lekarzy to już wolę nie mówić bo brakuje słów. A najlepsze jest to, że w przychodni przy rejestracji ostatnio było bardzo dużo ludzi, żadnych odstępów, jeden na drugim. Nawet się przez chwilę ucieszyłam, że już wszystko otwarte, ale lekarze rodzinni pod kluczem. I po mojej radości… – komentuje.

Zofia podsumowała: – Wstyd za taką służbę zdrowia! Wstyd mi za moje młodsze koleżanki ze służby zdrowia. Jestem emerytowaną pielęgniarką. Gdy uczyłam się w Medycznym Studium Zawodowym w Lublinie, to poza wiedzą i umiejętnościami zawodowymi wpajano nam zasady etyczne zawodu, a więc wrażliwość i empatię. A przysięga „primum non nocere” (po pierwsze nie szkodzić) miała poważną wartość. (i)