Śladami dziejopisarza

W naszym cyklu o 700-leciu Lublina wielokrotnie cytowaliśmy fragmenty „Roczników, czyli kronik sławnego Królestwa Polskiego”, Jana Długosza. Dziś o tym, że ten sławny kronikarz również mieszkał w naszym mieście i być może właśnie u nas tworzył również swoje dzieło.

Niewykluczone, że swoje „Roczniki” Jan Długosz pisał właśnie w Lublinie

Miało to związek ze zleconą mu w 1467 r. przez Kazimierza Jagiellończyka funkcją wychowawcy jego starszych synów: Władysława, Kazimierza, Jana Olbrachta i Aleksandra, którą dzielił ze Stanisławem Szydłowieckim. „Wychowanie synów królewskich było surowe, nacisk położony na rozwijanie uczuć patriotycznych, zahartowanie na trudy, wyrabianie odporności. Unikano wszystkiego, co mogłoby trącić frywolnością i niestatkiem (…). Cudzoziemcy widujący ich przy okazji wizyt oficjalnych chwalili ich biegłość w wygłaszaniu mów łacińskich, z uznaniem wyrażali się o znakomitych manierach, ujmującym sposobie bycia i szacunku, z jakim odnosili się do swego preceptora” – pisze Antonina Jelicz.
Jako pierwszy informację o pobycie Długosza w Lublinie podawał XIX-wieczny historyk Stanisław Krzemiński, ale prawdopodobne ślady pobytu kronikarza znalazł w lubelskich archiwach na początku XX w. dopiero ks. Ambroży Wadowski. To dokumenty świadczące o pobycie dziejopisa w Lublinie, dotyczące spraw sądowych z 4, 8 i 13 grudnia 1473 roku, w których brali udział Jan Długosz i Stanisław Szydłowiecki. Podobno w jednej z nich uczestniczyli też ich podopieczni – byłby to rodzaj praktycznego zapoznania ze sprawami państwowymi.
Następny dowód to list pisany z Lublina przez Długosza do Mikołaja Lorinesa zimą 1474 roku i relacja posła weneckiego Ambrożego Contariniego z wizyty, którą złożył bawiącym wówczas na zamku lubelskim wiosną tego samego roku królewiczom: Kazimierzowi, Olbrachtowi, Aleksandrowi i Zygmuntowi. Prawdopodobnie najstarszy z nich, Kazimierz, wygłosił przemówienie, które zachwyciło weneckiego posła. Podkreślał on też szacunek, z jakim królewicz odnosił się do Długosza i Szydłowieckiego.

Kroniki pisane w Lublinie?

Ponieważ pisanie „Roczników, czyli kronik sławnego Królestwa Polskiego” Długosz rozpoczął około 1455 r., niedługo po śmierci swojego protektora Zbigniewa Oleśnickiego, biskupa krakowskiego, później kardynała, bardzo możliwe jest to, że jakaś część jego dzieła mogła powstać w Lublinie.
Powierzenie przez Kazimierza Jagiellończyka funkcji wychowawcy królewskich synów właśnie Długoszowi było dowodem uznania jego kwalifikacji. Był energiczny, pracowity i sumienny, lojalny, dyskretny, bez reszty oddany swojemu opiekunowi i całkowicie pozostający pod jego wpływem. Biskup Oleśnicki z kolei bardzo go cenił i ufał mu. Hojnie go nagradzał godnościami i beneficjami, ale fakt, że należał do stronnictwa opozycyjnego wobec króla, przeszkadzał Długoszowi w karierze.
Długosz rozpoczął pisanie „Roczników” około 1455 r., niedługo po śmierci Oleśnickiego. Pisał je 25 lat, niemal do samej śmierci i udało mu się dokończyć dzieło. Poza kronikami i rocznikami polskimi oraz niezliczoną ilością dokumentów dostępnych w kraju, sięgnął także po źródła obce – krzyżackie, węgierskie, czeskie, latopisy ruskie, źródła litewskie. Przyznawał się do wielokrotnego poprawiania omyłek czy przepisywania poprawionych fragmentów, poszukiwania źródeł pewniejszych od tych, które wydawały mu się podejrzane. „A jednak fałsze zdarzają się w księdze” – komentuje Antonina Jelicz. – „Wiadomo niekiedy, że Długosz prawdę znał, ale ją przekręcał zgodnie z tendencją, (…), która w dużej mierze wynika z faktu, że dla jej autora (…) historia była zbiorem budujących przykładów. I jeśli rzeczywistość nie dość odpowiadała założeniom, kronikarz świadomie przemilczał pewne momenty lub nawet przeinaczał fakty. (…) Surowo też oceniono jego »Kroniki«” – zarzucano im barbarzyńską, kuchenną łacinę, szorstki styl, rozwlekłość – pisze Jelicz. – „Nawet ci, którzy obficie korzystali z dzieła Długosza, nie szczędzili mu krytycznych uwag”. Już XVI-wieczny historyk Stanisław Orzechowski wytykał mu „zmazy wielkie narodu polskiego, a zwłaszcza domów niektórych zacnych panów polskich”. Druk jego dzieła wstrzymywała obawa przed ujawnieniem przez niego rozmaitych tajemnic królestwa. Fragmenty z Długosza w „Kronice” Miechowity stały się przyczyną jej konfiskaty, a 125 lat po śmierci Długosza jego dzieło stało się książką zakazaną.
Prawdopodobne jest, że najwcześniej powstały partie dotyczące czasów współczesnych autorowi, które go najbardziej poruszały i angażowały. Skłonny był do silnych emocji i ostrych sądów, bliskich poglądom Oleśnickiego, toteż Jagiellonowie nie chcieli upowszechniać jego opinii o Jagielle, Warneńczyku czy Kazimierzu Jagiellończyku. Ten ostatni – syn Jagiełły, mógł znaleźć w kronice Długosza „fatalne opinie o [Jagiełły] poziomie umysłowym, niedołęstwie, lekkomyślności i nietaktach swego ojca, nieco podejrzanych obyczajach matki, mógł odnaleźć cień rzucony bardzo wyraźnie na legalność swego pochodzenia, a co za tym idzie – na legalność rodu” – podsumowuje Antonina Jelicz, co dziwi tym bardziej, że kronikarz współpracował z królem i odgrywał ważną rolę w życiu politycznym.
Niemniej były lata, że między oboma panowała wręcz wrogość. Po śmierci Oleśnickiego nastąpiło pewne zbliżenie i współpraca w związku z wykupywaniem krzyżackich zamków i rokowaniami pokojowymi, zakończone kolejnym starciem, zakończonym dla Długosza banicją i pozbawieniem go wszelkich środków do życia. Amnestionowany Długosz objął nowe obowiązki – współpracował w udowodnieniu praw Polski do Pomorza. Brał udział w wielu działaniach dyplomatycznych z ramienia króla, który pragnąc mu wynagrodzić wieloletnią pracę, zaoferował mu arcybiskupstwo po zmarłym Grzegorzu z Sanoka. Nie doczekawszy jego objęcia, Długosz zmarł w Krakowie w 1480 r.
Długosz był historykiem w pełnym tego słowa znaczeniu – w testamencie zostawił gorącą prośbę do uniwersytetu o zlecenie biegłemu mistrzowi (dla którego przeznaczono by »jedną z najlepszych kolegiatur«), by zajmował się wyłącznie spisywaniem dziejów.
Joanna Dudziak