Śledczy: Lekarze brali do kieszeni

Korupcja w białych kitlach. Dwaj lekarze z Chełma, w tym jeden biegły, mieli brać pieniądze od kierowców ciężarówek w zamian za wydawanie zaświadczeń umożliwiających podjęcie pracy w krajach UE. Nikt nie usłyszał jeszcze zarzutów, ale śledztwo trwa. Prokuratura przesłuchuje kolejnych świadków, a tych nie brakuje.

Wygląda na to, że to jedynie element większej układanki. Postępowanie w sprawie o korupcję lekarzy prowadzi od dłuższego czasu lubelska prokuratura rejonowa. Wśród kilkunastu (jeśli już nie kilkudziesięciu) podejrzewanych o branie w „łapę” znalazło się dwóch lekarzy z Chełma. Materiały wyłączono ze sprawy i przekazano jeszcze w ubiegłym roku do Prokuratury Rejonowej w Chełmie. Z uwagi na to, że jeden z dwójki podejrzewanych to biegły, współpracujący z naszymi organami ścigania, akta przekazano dalej. Teraz to Prokuratura Rejonowa we Włodawie szuka potwierdzenia, że obaj zamieszani w sprawę doktorzy są winni.
Chełmscy lekarze mieli brać łapówki w zamian za wydawanie zaświadczeń o zdolności prowadzenia pojazdów (przede wszystkim ciężarówek). Dzięki „drobnej” opłacie pacjenci mogli bez przeszkód (bez przeprowadzenia wymaganych badań) podjąć pracę w zawodzie kierowcy tira.
Śledztwo w sprawie poświadczenia nieprawdy i przyjmowania korzyści majątkowych trwa. Sprawa jest rozwojowa i niewykluczone, że pojawią się w niej kolejne wątki. Żaden z podejrzewanych nie usłyszał jeszcze zarzutów. Jeśli sprawa trafi na wokandę, a sąd wyda wyrok – lekarzom grozi zakaz wykonywania zawodu. Prokuratura przesłuchuje na razie świadków,
a tych gromadzi się coraz więcej. (pc)