Smartfon to smoczek XXI wieku

Paulina Misztal prowadzi bloga Klinka Logopedyczna i jest autorką głośnej w Internecie akcji „Daj mi szansę na rozwój – zabierz mi smartfona”

Liczba osób uzależnionych od smartfonów wzrasta w zastraszającym tempie. W grupie największego ryzyka są dzieci, dla których już brakuje miejsc na terapii. Dzisiaj niemal rodzimy się z telefonami.


Paulina Misztal, lubelska logopedka, jest autorką głośnej w Internecie akcji „Daj mi szansę na rozwój – zabierz mi smartfona”, która uświadamia zagrożenia płynące z korzystania z telefonów przez dzieci. Opiekunowie w placówkach oświatowych drukują przygotowane przez nią materiały i rozdają je rodzicom w formie informatorów i ulotek. Plakaty jej projektu napotkamy w wielu lubelskich gabinetach logopedycznych, poradniach, w żłobkach, przedszkolach i szkołach.

– Tak naprawdę bardzo często dostaję wiadomości od rodziców. Niektórzy chcą zgłębić swoją wiedzę, a inni pytają o zgodę na rozpowszechnianie napisanych przeze mnie treści. Nie brakuje też takich, których postawa martwi mnie. Mówią: „Proszę zobaczyć, moje dziecko lepiej radzi sobie z obsługą telefonu niż ja!”. Myślę, że niekoniecznie powinien to być powód do dumy. Reakcja tego typu pokazuje raczej, że rodzice są nieświadomi, z jakimi konsekwencjami może wiązać się zbytnie przywiązanie dziecka do smartfonu – ubolewa pani Paulina.

Z uzależnieniami od smartfonów styka się w swojej pracy niemal codziennie. Nierzadko ma problem z prowadzeniem terapii, ponieważ pacjent, któremu chwilę wcześniej zabrano smartfona, nie potrafi skupić się na ćwiczeniach terapeutycznych, a jego wejście do gabinetu poprzedzone jest histerią.

– Zdarza się, że moi pacjenci też wpadają w szał, kiedy rodzic zabierze im telefon, bo nadszedł czas wizyty. Nie mogę wówczas rozpocząć terapii. Dziecko jest sfrustrowane, krzyczy, staje się agresywne i nie potrafi opanować swojej złości. Moja terapia nie przyniesie efektu, mimo że oczekują tego rodzice. To oni przez cały czas, często nieświadomie, blokują dziecku dostęp do mowy poprzez dawanie takich urządzeń – mówi.

Wśród specjalistów smartfony nazywa się smoczkami XXI wieku, które skutecznie wyciszają, dając rodzicom chwilę wytchnienia. Ale jest też druga strona medalu.

– Myślę, że każdy z nas miał okazję zaobserwować, jak dziecko, które jeszcze nie potrafi chodzić, nie potrafi mówić, zdążyło już nabyć umiejętności w zakresie obsługi telefonu. Przykre jest to, że zbyt często jestem świadkiem sytuacji, kiedy telefon jest obecny nie tylko podczas zabawy, ale też podczas jedzenia: karmimy je, a równocześnie trzymamy telefon na wysokości jego wzroku – mówi Mistal. – Posiłek powinien być chwilą celebracji. Zamiast jednak korzystać z tego, że jesteśmy razem i umacniać naszą więź, bombardujemy dziecko obrazami. Ostatnio spotkałam się nawet z sytuacją gdy dziecko oglądało bajkę siedząc na nocniku. Chyba powoli się w tym zatracamy.

Niebezpieczne uzależnienie

Uzależnienie od smartfonu jest końcowym etapem długotrwałego procesu. Nie dzieje się to w przeciągu tygodnia, choć dziecięcy umysł chłonie wszystko, co zobaczy i usłyszy niczym gąbka i nie potrzeba roku, by przekonać się o zdradzieckich skutkach włączania bajek na smartfonie. Oprócz, wydawać by się mogło, oczywistych objawów, takich jak osłabienie wzroku, pamięci czy mięśni (a to wyłącznie kilka przykładów), na największą szkodę narażony jest mózg. U niemowlaków i nieco starszych dzieci przekłada się to na problemy z mową, koncentracją, procesami poznawczymi, od których nasza pociecha jest skutecznie odrywana.

– Rodzice błędnie zakładają, że dziecko dzięki oglądanym na smartfonach bajkom nauczy się nowych słów. Nic bardziej mylnego. Podczas używania wszelkiego typu urządzeń grających nasze dziecko ogląda śmigające dynamicznie obrazy i wsłuchuje się w całą gamę dźwięków, za które odpowiada prawa półkula mózgu. W ten sposób zwalniamy z działania półkulę lewą odpowiedzialną za mowę – wyjaśnia logopeda. – Dziecko najlepiej uczy się języka, kiedy stosujemy tzw. kąpiel słowną, tzn. mówimy do niego, opowiadamy o tym, co widzimy, co nas otacza, nie poprzez włączenie bajek w komórce.

Jej zdaniem już około 3. roku życia można wprowadzać bajki. – Ale ograniczmy się do 10-15 minut i wybierajmy te, które nie są zbyt dynamiczne. Fajnie byłoby też później z dzieckiem o tym, co widziało, porozmawiać – proponuje.

Walka z konsekwencjami

Uzależnienie od smartfonu prowadzi do wielu zaburzeń, neurologicznych, psychicznych, a także problemów z rozwojem mowy. Z czasem dochodzi do izolacji. Pustkę po brzegi wypełnią obrazy z internetu.

– Dziecko blokuje się, zamyka na otoczenie. Pojawiają się problemy z relacjami społecznymi, z radzeniem sobie z emocjami, ze stabilnością emocjonalną, z kontaktami rówieśniczymi. Obserwuje się również kłopoty ze snem, trudności w zakresie rozumienia, nadmierne komunikowanie się krzykiem i płaczem, a także brak zabawy tematycznej, niską koncentrację uwagi i brak zainteresowania książeczkami czy układankami, a za tym idą trudności szkolne – wylicza Mistal.

Wyprowadzenie z uzależnienia to długa i wyboista droga. Schemat zawsze jest ten sam: dziecko buntuje się, wszczyna rebelię na miarę międzynarodowego konfliktu. Młodsze nieustannie płacze i domaga się bajek.

– Bardzo często, kiedy przychodzą do mnie dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu albo opóźnionym rozwojem mowy, radzę rodzicom, by zrezygnowali ze wszelkiego typu urządzeń elektronicznych, nawet zabawek grających. Kiedy faktycznie uda się przekonać do tego rodziców, pierwsze efekty pojawiają się niezwykle szybko. Gorzej rysuje się sprawa ze starszymi dzieciakami, które w procesie odwyku potrafią wywrócić nasze życie do góry nogami – mówi Paulina Misztal.

U starszych na marudzeniu się nie skończy. Szantaż emocjonalny, próby ucieczek z domu, a nawet próby odebrania sobie życia stały się codziennością wielu polskich domów. Przekleństwa, których nigdy nie używało się w domu, agresja i przemoc nasilają się z dnia na dzień.

– Odwyk wymaga nie lada odwagi i siły. Zaangażowana w proces leczenia powinna być cała rodzina. Bez rygorystycznego przestrzegania zasad się nie obejdzie. Wystarczy jedno ugięcie się pod presją i boleśnie powraca się do punktu wyjścia. Dlatego tak ważne jest, by dostęp do telefonu był dla dzieci ograniczony. Zamiast najnowszego smartfonu może warto kupić mu w prezencie książkę? – zachęca specjalistka.

lubelski.pl