Śmierć czeka na torach

Ile osób musi jeszcze zginąć w tym miejscu, aby PKP zainteresowało się tym, co dzieje się na przejeździe kolejowym u zbiegu ulic Złotej i Metalowej? Tydzień po wyroku w sprawie śmiertelnego wypadku sprzed roku, kolejni dróżnicy nie zamykają rogatek, choć pociąg jest już na torach. I to na oczach policji.

Po tragicznym wypadku z kwietnia ub. roku, w którym zginęła 51-letnia kobieta, a miesiąc później w szpitalu zmarła jej 14-letnia córka, policjanci z miejskiej komendy wzięli na tapetę przejazd kolejowy na skrzyżowaniu ulic Złotej i Metalowej. Co jakiś czas w tamte okolice był wysyłany patrol, by sprawdzić czy rogatki zamykane są na czas – tym bardziej, że cyklicznie pojawiały się informacje od przejeżdżających tą trasą chełmian, że szlaban jest w górze, a pociąg jedzie.

W trakcie jednego z takich patroli, 11 lipca, policjant zobaczył jadący od strony Chełma w kierunku Lublina pociąg, a zaraz potem biegnącego w popłochu do podniesionego szlabanu dróżnika. Interweniowali, wzywając na miejsce Straż Ochrony Kolei.

Mało tego, okazało się, że dwa dni wcześniej o mały włos nie doszło do kolejnego tragicznego wypadku na tym przejeździe. Jadąca tamtędy kobieta instynktownie zatrzymała się przed szlabanem, choć ten był podniesiony. Przystanęła i zaczęła się dokładnie rozglądać. Wtedy usłyszała gwizd pociągu. Nie minęła chwila, a pojawił się tuż przed nią. Dróżnik w tym czasie wybiegł z budki i pędził zamknąć rogatki. Kobieta poinformowała policję o groźnej sytuacji. Mundurowi zawiadomili Prokuraturę Rejonową w Chełmie, a ta wszczęła śledztwo w sprawie narażenia na niebezpieczeństwo w ruchu lądowym. Jak mówią śledczy, postawienie dróżnikowi zarzutów to jedynie kwestia czasu.

Kobieta została już przesłuchana. Jak zeznała, na miejscu był wtedy jeszcze jeden świadek – z drugiej strony nadjeżdżała akurat biała skoda. Policjanci apelują zatem do właściciela auta, który 9 lipca o godz. 9:40 przejeżdżał przez przejazd kolejowy przy ul. Złotej i Metalowej, o pilny kontakt. Może to zrobić, dzwoniąc pod numer alarmowy policji lub 82 560 10 00.

O całej sprawie zostało poinformowane PKP. Czy spółka zamierza wreszcie podjąć jakieś kroki, by poprawić bezpieczeństwo na tym przejeździe, skoro człowiek jest zawodny? Ile jeszcze osób musi zginąć w tym miejscu?

Firma zapewnia, że zwraca szczególną uwagę na kwestie związane z bezpieczeństwem. Pracownicy są szkoleni, bywają pouczani, a wszelkie nieprawidłowości mają też eliminować wewnętrzne kontrole. Jeżeli zaś chodzi o 9 i 11 lipca, komisja kolejowa ma zbadać sprawę i wyjaśnić, dlaczego w te dni pracownicy późno opuścili rogatki na przejeździe kolejowo-drogowym.

– Pracownicy zostali zawieszeni w pełnieniu obowiązków służbowych do czasu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Obaj posiadają duże doświadczenie na stanowisku dróżnika oraz przeszli już w tym roku cykliczne szkolenie. Wprowadzono dodatkowe procedury bezpieczeństwa – informuje Karol Jakubowski z zespołu prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. – Rocznie szkolonych jest dwanaście tysięcy dyżurnych ruchu i dróżników. Bardzo poważnie traktujemy każe zgłoszenie dotyczące pracy dróżników. Od strony technicznej bezpieczeństwo to m.in. realizowany program „przejazdowy”. W ramach niego w województwie lubelskim przebudowanych zostanie szesnaście przejazdów kolejowo-drogowych. Na ulicy Metalowej w Chełmie zainstalowane zostaną nowe, automatyczne urządzenia, sygnalizacja, będzie nowa nawierzchnia i oświetlenie. Prace planowane są między trzecim a czwartym kwartałem tego roku. (pc)