Śmierć na rogatkach

Niewyobrażalna tragedia. 14-letnia Paulina walczy o życie – jest w stanie krytycznym, prawdopodobnie dojdzie do amputacji nogi. Jej matka zginęła na miejscu, w ułamku sekundy. Pociąg zmiażdżył ich samochód, bo dróżnik nie opuścił szlabanu. Przyjął zgłoszenie i… podobno wyszedł do toalety.


Porozrzucane części samochodu. Fragmenty karoserii, szkło, damska torebka. Strażacy wynoszą zwłoki z wraku pojazdu, zabezpieczają teren, chowają ciała. Policjanci zabezpieczają ślady. Makabryczny, mrożący krew w żyłach widok.
(4 kwietnia) Wtorkowe popołudnie. Renata N. (51 l.) razem z córką Pauliną (14 l.) i ukochanym pieskiem dziewczynki wracały do domu. Matka prowadziła auto, córka siedziała z tyłu. Tę drogę kobieta znała jak własną kieszeń. Jej Toyota Yaris była druga w kolejce przed przejazdem kolejowym przy ul. Metalowej. Za nią było jeszcze kilka innych samochodów. Auto przed rodziną N. przejechało przez przejazd w kierunku ul. Złotej. Renata spojrzała instynktownie na boki, ale nic nie zobaczyła. Zresztą rogatki były podniesione, a w budce powinien czuwać na posterunku dróżnik. Po kilku sekundach ruszyła. Wjechała na tory, prosto pod jadący z Lublina pociąg. Auto rozpadło się na kawałki. Odłamki i wyskakujące spod kół kamienie odbijały się od pociągu. Wrak toyoty odrzuciło kilkadziesiąt metrów dalej. Renata nie miała najmniejszych szans na przeżycie, a jej córka praktycznie została wgnieciona w bagażnik. Świadkowie próbowali wyciągać kobiety z samochodu, ale sami nie dali rady.
– Zgłoszenie do wypadku odebraliśmy o godzinie 17.37. Na miejsce zadysponowano trzy zastępy PSP, w tym ośmiu ratowników. Strażacy, przy użyciu specjalistycznego sprzętu hydraulicznego, ewakuowali z pojazdu poszkodowane – informuje mł. bryg. Wojciech Chudoba, rzecznik prasowy KM PSP w Chełmie.

Amputują 14-latce nogę?

W wypadku, cudem, przeżyła jedynie 14-letnia Paulina. Dziewczyna natychmiast trafiła pod opiekę lekarzy.
– Pacjentka znajdowała się w stanie krytycznym, z urazami wielonarządowymi; czaszki i kończyn. Została przyjęta o godzinie 18.20. Lekarze, przy konsultacji telefonicznej, wykonali niezbędne badania, zaopatrzyli ją i przetoczyli krew. Ryzyko było duże, ale ze względu na uszkodzone naczynia podjęta została decyzja o transporcie do lubelskiego szpitala – mówi Arnold Król, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w chełmskim szpitalu.
Dziewczynka żyje, ale jej stan wciąż jest tragiczny (przebywa w śpiączce farmakologicznej). Ma obrzęk mózgu i kilkukrotne złamania kości podudzia. Występującej w zespole tanecznym nastolatce grozi dziś nawet amputacja nogi.
Paulina przebywa w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie. Potrzebna jest każda kropla krwi. Grupa krwi nie ma znaczenia (w przypadku oddania krwi innej grupy, niż ma dziewczynka, zostanie ona wymieniona na potrzebną) Przy oddawaniu należy zaznaczyć, że krew jest dla Pauliny Nafalskiej.

Zniszczył dwie rodziny przez „potrzebę”

Z wydanego przez PKP komunikatu wynika jasno, że wszystkie urządzenia były sprawne. Dodatkowo przejazd był wyposażony w System Wspomagania Dróżnika Przejazdowego (SWDP), który gwarantuje pełną informację o ruchu pociągów. Powołana komisja ma wyjaśniać sprawę.
Najprawdopodobniej winę za spowodowanie śmiertelnego wypadku ponosi 49-letni Roman Sz. Dróżnik nie zamknął na czas szlabanu przed nadjeżdżającym pociągiem.
– Badanie alkomatem wykazało, że mężczyzna był trzeźwy. Został zatrzymany – mówi podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Mężczyzna przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Wynika z nich, że dostał sygnał o pociągu jadącym w jego stronę ze stacji Zawadówka i odnotował ten fakt w dokumentacji. Następnie, zamiast wcisnąć przycisk uruchamiający mechanizm rogatek, wyszedł ze swojej budki do pobliskiego toi toi. W tym czasie nadjechał pociąg. Dróżnik usłyszał sygnały syreny kolejowej i pobiegł do budki – zorientował się, że nie opuścił szlabanu i próbował to naprawić, ale było już za późno.
Mężczyzna odbył wszystkie wymagane szkolenia, ma blisko 20 lat stażu pracy. Dlaczego zatem tak postąpił? Zgubiła go rutyna? Liczył, że zdąży wrócić? Zapomniał? Przed prokuratorem Sz. nie potrafił się logicznie wytłumaczyć. Powiedział jedynie, że bardzo żałuje tego, co zrobił. W jednej chwili 49-latek zniszczył dwie rodziny – 14-letniej Pauliny i swoją własną.
Dróżnikowi grozi do 8 lat więzienia. Dostał dozór policyjny, ma zakaz wykonywania zawodu i opuszczania kraju.

Maszynista mógł wyhamować?

Mąż zmarłej Renaty powiedział śledczym, że żona nigdy nie szarżowała za kierownicą – przestrzegała przepisów i wolała się upewnić, zanim podjęła manewr na drodze. Problem w tym, że (jadąc od strony ul. Metalowej) miała znacznie ograniczoną widoczność na tory. Przez źle usytuowaną budkę dróżnika nie sposób zobaczyć pędzącego pociągu (tym bardziej, że pojawia się on zza zakrętu). Żeby cokolwiek dostrzec, kobieta musiałaby wychylić się na tory, przez co zderzenie byłoby i tak nieuniknione.
Okazuje się jednak, że odpowiedzialność za śmierć kobiety i zniszczone dzieciństwo jej córki może ponieść także maszynista. Pociąg pędził z prędkością 106 km/h. Droga hamowania, jak wyliczono, zajęła mu ok. 460 m. Widząc z oddali nieopuszczony szlaban, maszynista powinien zacząć zwalniać. Z drugiej strony, czy przez zakręt byłby w stanie wyhamować przed rogatkami? Na miejscu, przy użyciu kamer, śledczy sprawdzą czy mężczyzna nie naruszył zasad bezpieczeństwa.
Do podobnego zdarzenia doszło w 2002r. Wówczas zarzuty usłyszeli zarówno dróżnik, który nie opuścił rogatek, jak i maszynista (sąd uznał, że maszynista umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa i, pomimo obowiązku bacznego rozglądania się, nie ograniczył prędkości i zbyt późno wyhamował). (pc, fot. kg)