Smród nie do wytrzymania

Już nie tylko najbliższe sąsiedztwo suszarni wytłoków owocowych przy ul. Rampa Brzeska zmaga się z bijącym z niej duszącym odorem. Fetor roznosi się na osiedla Dyrekcja Dolna i Cementownia. Wydział Ochrony Środowiska w chełmskim magistracie rozkłada ręce, chociaż to tam wydano decyzję środowiskową dla tej działalności.

Wracamy do sprawy suszarni wytłoków owocowych, o której pisaliśmy przed miesiącem, i która wciąż uprzykrza życie mieszkańców Chełma. Przypomnijmy, wszystko zaczęło się w kwietniu tego roku. To wtedy w jednym z budynków przy ul. Rampa Brzeska ruszyła suszarnia wytłoków. Chełmian, mieszkających w odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów od planowanej inwestycji, nikt nie pytał o zdanie. O tym, że powstaje tu uciążliwa działalność, dowiedzieli się dopiero wtedy, kiedy usłyszeli dudnienie pracujących maszyn, od godziny 6 do nawet 23. Bez przerwy. Do tego doszedł duszący i przyprawiający o mdłości fetor rozkładających się owoców.

Mieszkańcy chowali się przed hałasem i smrodem w domach, zamykali okna. Aż w końcu postanowili wziąć sprawę w swoje ręce. Dotarli do decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach działalności wydanej przez prezydenta miasta. Znalazły się w niej m.in. informacje, że zakład będzie funkcjonował w porze dziennej, tj. w godzinach 7-18, że najbliższe sąsiedztwo nie będzie narażone na przekroczenie emisji hałasu, a także, że przedsięwzięcie nie będzie powodowało uciążliwości odorowych.
– Właściciel suszarni nie przestrzega tych zapisów. A decyzja, na podstawie której działa, sama w sobie też pozostawia wiele do życzenia. Widnieje w niej informacja, że najbliższa zabudowa mieszkaniowa znajduje się w odległości 300 metrów od zakładu, co jest bzdurą. Dom starszej kobiety, która mieszka najbliżej suszarni jest od niej oddalony o zaledwie 30 metrów. Dwa kolejne też są na pewno bliżej niż wynika z decyzji – mówi mieszkanka ul. Szklanej, która pod koniec lipca wystosowała w tej sprawie list do prezydent Chełma Agaty Fisz. Podpisały się pod nim 53 osoby mieszkające w okolicy, do których docierał smród z inwestycji.
Temat suszarni został także poruszony na sesji rady miasta. O wyjaśnienie tego, kto pozwolił na tak uciążliwą działalność w bliskim sąsiedztwie mieszkańców prosili radni Elżbieta Nowaczewska i Longin Bożeński. Głos w tej sprawie zabrała Irena Żółkiewska, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska, która podpisała się pod decyzją środowiskową dla tej działalności. Przyznała, że dane w niej zawarte dotyczące odległości od najbliższych zabudowań są niewłaściwe. – Tyle, że ten błąd nie ma znaczenia w kwestii naruszonych norm środowiskowych. Właściciel i tak powinien zamknąć się w granicach nieruchomości realizując swoje zamierzenia inwestycyjne. Według mieszkańców tak nie jest, dlatego poinformowaliśmy o tym chełmską delegaturę Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, która rozpoczęła kontrolę zakładu – tłumaczyła na sesji rady miasta dyrektor.
Od tego czasu minął miesiąc, jednak wyniki kontroli wciąż nie ujrzały światła dziennego. Prawdopodobnie poznamy je dopiero na początku września. Wstępną odpowiedź z WIOŚ otrzymała tylko mieszkanka ul. Szklanej. Wskazano w niej szereg nieprawidłowości w prowadzeniu suszarni, m.in. przekroczone dopuszczalnych norm hałasu, nieszczelność konstrukcji, która skutkowała zapyleniem powietrza, czy odczuwalny odór. To jednak wciąż nie są oficjalne wyniki kontroli. – A bez nich nie możemy podjąć dalszych kroków – zapewniają urzędnicy.
Na razie zalecono przedsiębiorcy jedynie doraźne rozwiązania, które mają zmniejszyć uciążliwości dla mieszkańców. – Dowiedzieliśmy się m.in., że w czasie kontroli nakazano właścicielowi zabezpieczyć leżące od tygodni na placu przed suszarnią wytłoki z jabłek i porzeczek. Miały zostać przykryte folią, chociaż teoretycznie powinny stamtąd zniknąć w ogóle, bo mogą być w taki sposób składowane tylko przez 24 godziny. A nadal są niezabezpieczone, obrastają pleśnią, a obok nich z trudem do lotu próbują poderwać się ptaki, które skosztowały zgniłych owoców. Czy to jest normalne? – pyta pani Joanna, mieszkająca nieopodal suszarni. – Mamy już tego dość. Ten odór i hałas naprawdę nas wykończą – dodaje i aż kipi z oburzenia. I nie ona jedna. W ubiegłym tygodniu otrzymaliśmy kilkanaście telefonów od mieszkańców ul. Kolejowej, Chemicznej, Wołyńskiej i Przemysłowej skarżących się na potworny fetor dochodzący z suszarni.
Jak widać, na skuteczną urzędniczą interwencje przyjdzie w tej sprawie jeszcze poczekać. Mieszkańcom pozostaje jednak nadzieja, że problem w końcu rozwiąże się sam. WIOŚ poinformował ich, że przedsiębiorca planuje przeniesienie instalacji suszarni poza teren miasta. – Jest na etapie poszukiwania odpowiedniej działki z infrastrukturą i zabudową – czytamy w dokumencie przedstawionym jednej z mieszkanek ul. Szklanej. Do sprawy wrócimy. (mg)