Sokolnik wróci do Świdnika

Szykuje się kolejna odsłona, trwającej od lat, batalii między świdnickim ratuszem, a gawronami, które znowu obsiadły drzewa w niemal całym mieście, paskudząc na chodniki i auta, smrodząc oraz niemiłosiernie hałasując.


Ratusz chwytał się różnych sposobów mających skłonić przynajmniej część gawronów do wyprowadzki ze Świdnika i zakładania gniazd poza miastem – przycinano i prześwietlano korony drzew, zdejmowano gniazda, używano drona emitującego głosy drapieżnych ptaków, a także wynajmowano sokolnika. Póki co żadna z metod, na dłuższą metę, nie była skuteczna i ptaki wracały do miasta, nadal mocno dając się we znaki mieszkańcom.

Na wrześniowej sesji rady miasta radny Marcin Magier (klub burmistrza Waldemara Jaksona) poddał nowy pomysł na rozwiązanie „kraczącego problemu”. – W Lublinie na kominie elektrociepłowni Wrotków zamontowano budkę lęgową, w której zamieszkała para sokołów, skutecznie odstraszając gawrony przed zakładaniem gniazd w całej okolicy. Moglibyśmy taką budkę zainstalować na kominie świdnickiej elektrociepłowni. Jeśli zagnieździłyby się w niej sokoły, to krążąc nad miastem odpędzałby gawrony. Możliwe, że taka stała obecność drapieżnego ptaka byłaby skuteczniejsza niż inne metody – proponował Marcin Magier.

– Uważam, że propozycja radnego Magiera jest interesująca i już nawet orientowaliśmy się jak to zorganizować. Niestety, okazuje się, że taki proces, ściągnięcia sokołów do zainstalowanego gniazda, może potrwać dwa, trzy lata, więc póki, co musimy zostać przy obecnych metodach. Propozycji z budką lęgową na kominie jednak nie odrzucamy – zapewnia Marcin Dmowski, wiceburmistrz Świdnika ds. inwestycji i rozwoju.

Jak informuje wiceburmistrz miasto chce powrócić do wynajęcia sokolnik, bo chyba ta z dotychczas stosowanych metod, jest najskuteczniejsza.

– Chcemy zatrudnić sokolnika, który kilka razy w miesiącu przeganiałby gawrony. Rozpoczęliśmy już poszukiwania takiej osoby. Oszacowaliśmy koszty i będą one mniejsze niż to, ile ratusz wydaje na sprzątanie miasta po gawronach – mówi Marcin Dmowski.

JN