Spółdzielnia nie chce być bankomatem

Wielu członków Spółdzielni Mieszkaniowej we Włodawie jest zdania, że Międzygminny Związek Celowy traktuje miasto jak dojną krowę i najlepszym rozwiązaniem dla włodawian byłoby wystąpienie z tego związku. Podkreślają, że w zarządzie MZC zasiadają tylko wójtowie okolicznych gmin, nie ma zaś nikogo z władz miasta, choć to miasto stanowi połowę udziałowców związku.


Konflikt na linii Spółdzielnia Mieszkaniowa – Międzygminny Związek Celowy ciągnie się od kilku lat. Te dwie instytucje poróżniły ceny i system odbioru śmieci. Zdaniem władz spółdzielni nie ma żadnego uzasadnienia, żeby mieszkańcy Włodawy ponosili wyższe koszty opłat za niesegregowane śmieci tylko dlatego, że mniej płacą mieszkańcy okolicznych gmin – członkowie MZC.

O historii konfliktu mówi Marek Pawłowski, przewodniczący Rady Nadzorczej SM: – Problem zaczął się w 2014 roku, kiedy władze MZC źle skalkulowały koszty. Wtedy to władze związku miały dwa wyjścia – albo podnieść stawkę dla wszystkich, w tym okolicznych gmin, bo związek liczy 28 tysięcy ludności, albo też odnaleźć frajera, który im tę dziurę zasypie. I znaleźli – Spółdzielnię Mieszkaniową we Włodawie. Próbowali nam udowodnić, że mamy za dużo odpadów i korzystając z tego, że są organem podatkowym, zabrali nam 800 tysięcy złotych. Te postępowania trwały do 2017 roku. Związek przegrywał wszystkie w sądach. I dopiero wtedy zmienił linię obrony i wszczął postępowanie od 2013 roku dotyczący braku segregacji odpadów przez SM. To wyraźnie wskazuje, że jest to działanie pod tezę. Najpierw się przyjęło, że spółdzielnia ma zapłacić, a dopiero potem szuka się narzędzia. Bo przez cztery lata o segregację bynajmniej nie chodziło. Chodziło tylko o pieniądze.

Na ten zarzut odpowiada Józef Steć, przewodniczący MZC: – Stawka opłaty została skalkulowana należycie, co potwierdzały stosowne organa nadzoru. Jej kalkulacja opierała się w szczególności na ilości wytwarzanych odpadów. Ilość tę przyjęto m.in. z raportów odbioru odpadów w poprzednim systemie, w którym to SM wytwarzała ok. 650 m sześc. odpadów/m-c. W nowej rzeczywistości odpadowej – od lipca 2013 r. – SM zaczęła przekazywać sukcesywnie coraz więcej odpadów, aż przyrosło to do ponad 900 m sześc./m-c, do tego w znacznej części niesegregowanych. Prawdopodobną przyczyną tego stanu rzeczy było „podrzucanie” odpadów z nieruchomości niezamieszkałych. Brak segregacji natomiast miał swoje źródło w szczególności w nieodpowiedniej ilości i rodzaju pojemników, za co odpowiedzialny był Zarząd SM. Naliczona wówczas dla SM i zgodnie z prawem wyegzekwowana podwyższona opłata nie znalazła uznania w sądach administracyjnych z przyczyn czysto formalnych, a nie merytorycznych. Wyegzekwowana wówczas kwota ok. 800 tys. zł stała się nadpłatą wraz z przysługującymi odsetkami, które to MZC na poczet SM naliczył.

Nieprawdą jest, że MZC dostrzegł brak segregacji odpadów dopiero po uchylonych decyzjach opartych na nadmiernej ilości odpadów. W owych uchylonych decyzjach kwestia braku segregacji była również podnoszona. Nie wywodzono jednak z tego skutków prawnych ze względów społecznych, a ze względów ekonomicznych nie było to wówczas konieczne. Skarżona przez Spółdzielnię powyższa procedura, z żądaniem zwrotu nadpłaty nie znalazła uznania w trzech instancjach odwoławczych, gdzie wszystkie – z NSA włącznie – nie potwierdziły obowiązku zwrotu nadpłaty. Wręcz przeciwnie wskazały na obowiązek jej zaliczenia na poczet przyszłych zobowiązań.

By konflikt zażegnać, przed ponad rokiem rozpoczęły się rozmowy pomiędzy zwaśnionymi stronami, pojawiła się iskierka nadziei.

– Już na pierwszym posiedzeniu tej kadencji rady nadzorczej SM, bodajże we wrześniu ub.r. – mówi M. Pawłowski – poprosiliśmy burmistrza i staraliśmy się wyjaśnić genezę konfliktu oraz sposób jego rozwiązania. Uznaliśmy bowiem, że miasto powinno dbać o interesy mieszkańców, a więc i o członków spółdzielni. Jak wiadomo związek zabrał SM w 2014 r. 800 tys. zł i pomimo uchylonych decyzji tych pieniędzy nam nie oddał.

SM dążyła jednak do porozumienia i dlatego też doszło w ub. i w tym roku do kilku spotkań z udziałem przedstawicieli spółdzielni, burmistrza i przewodniczącego zarządu MZC – J. Stecia. Jakieś pół roku temu postanowiono zawrzeć porozumienie. W jego wyniku w zamian za to, że SM nie odwoła się od wyroku sądu i zapłaci ponad 400 tys. zł, MZC umorzy wszelkie dalsze postępowania i zaległe dla SM 400 tys. zł odda. Jakie jednak było zdziwienie prezesa SM, gdy się okazało, że choć (zgodnie z umową) wyroku nie zaskarżył i termin zaskarżenia minął, to jednak MZC nie ma zamiaru oddawać pieniędzy i wywiązać się ze wstępnego porozumienia.

– Zostaliśmy po prostu zwyczajnie oszukani – mówi M. Pawłowski. – Jeśli ktoś mówi teraz, że nie ma z naszej strony woli porozumienia, to po prostu kłamie.

Według niektórych najgorszą sprawą jest fakt, że władze miasta nie mają obecnie żadnego wpływu na bieżącą politykę związku. Wystarczy dodać, że wśród 7-osobowego zarządu są tylko wójtowie gmin (w tym trzech spoza powiatu włodawskiego) i J. Steć. I chociaż w walnym zgromadzeniu prawie połowa to reprezentacja miasta, to jednak w organie wykonawczym – zarządzie – nie ma de facto nikogo. – To trochę tak, jakby w sejmie jakaś partia miała większość, ale już rząd wybrała z opozycji – mówi jeden z mieszkańców Włodawy. Wszystkie zatem postępowania administracyjne podejmowane wobec m.in. SM są prowadzone przez zarząd, w którym nie ma nikogo, kto chciałby członków spółdzielni bronić czy patrzeć na interes nie partykularny, szczególnie mieszkańców okolicznych gmin, lecz na korzyści płynące także dla mieszkańców Włodawy.

Ta sytuacja jest nie do pojęcia dla M. Pawłowskiego: – Miasto, które jest największym udziałowcem, które poniosło największy koszt finansowy, dało największe nieruchomości, na który złożyli się mieszkańcy Włodawy, zupełnie abdykowało przy dobieraniu władz związku. A spółdzielnia stała się zwykłym bankomatem dla MZC – jeżeli bowiem brakuje im pieniędzy, to związek wszczyna postępowanie administracyjne dotyczące niesegregowania odpadów.

Na to również ma odpowiedź J. Steć: – Miasto Włodawa, które posiada w MZC 46,62% udziałów, liczonych proporcją mieszkańców, uzyskało odpowiednią reprezentację w organie stanowiącym – Zgromadzeniu Związku. Spółdzielnia, jak każdy inny właściciel nieruchomości położonej na terenie gmin członkowskich, jest zobowiązana do wnoszenia opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi, która to opłata jest wyliczona na podstawie deklaracji bądź ostatecznej decyzji przy zastosowaniu obowiązującej stawki opłaty. Zarząd MZC, reprezentowany przez wszystkie gminy członkowskie, prowadzi politykę równości wobec prawa oraz politykę powszechności w poborze opłaty, która ma charakter publiczno-prawny. Zatem w stosunku do wszystkich podmiotów, które nienależycie realizują obowiązek ustawowy w zakresie gospodarki odpadami wszczynane są postępowania podatkowe i wydawane stosowne decyzje. Dla przykładu w br. wydano ich już 203 szt. w tym, dla SM we Włodawie 1 szt.

Sprawa segregacji odpadów stawia na przegranej pozycji członków SM. Nie ma bowiem do tej pory żadnej normy, która by mówiła, co to są odpady segregowane. Jest to subiektywna decyzja, w tym przypadku pracownika MZC, który może udowodnić zawsze i wszystkim, że śmieci są niesegregowane. Dotyczy to zwłaszcza budynków wielolokalowych. – Spółdzielnia nasza nie jest wyjątkiem – mówi M. Pawłowski. – I nie słyszałem nigdzie o takim przypadku, gdzie permanentnie od sześciu lat prowadzi się postępowania wobec członków spółdzielni o to, że nie segregują odpadów. A nie ma, bo najczęściej odpowiadają za to władze miasta lub gminy, a nie związku celowego, jak u nas. Przecież to niemożliwe, aby mieszkańcy spółdzielni w innych miastach byli świadomi obowiązku segregacji i robili to dobrze, a tylko włodawianie byli mniej mądrzy i nie mogli sobie z tym poradzić od sześciu lat.

Wielu zwraca uwagę na fakt, że od wielu lat władze miasta – burmistrz i radni – nie interesowali się zupełnie tym konfliktem. Zawsze odpowiadano, że to nie jest sprawa miasta. Co ciekawe, nikt nie zwracał uwagi na fakt, że niemal cztery tysiące członków spółdzielni do mieszkańcy Włodawy, podobnie jak setki mieszkańców wspólnot, których ten problem również dotyczy.

Spółdzielcy zauważają także, że przepisy ustalają kwotę niesegregowanych odpadów od 2-krotności do 4-krotności ceny odpadów segregowanych. Czemu więc we Włodawie wzięto 3-krotność, a nie np. tylko 2-krotność jak to ma miejsce w innych miastach? Ciekawe kto będzie płacił tę 3-krotnośc (39 zł) – mieszkańcy gmin czy może spółdzielni mieszkaniowej we Włodawie?

Aby nieco radnym przybliżyć problem i jednak pokazać, że jest to sprawa miasta, M. Pawłowski spotkał się we wtorek (19 listopada) w ratuszu z większością radnych. Wcześniej chciał wystąpić na sesji rady miejskiej, ale przewodnicząca nie zgodziła się. Nie tylko zainteresował sprawą radnych, ale również próbował przekonać ich do wystąpienia ze związku. Tydzień po nim (26 listopada) z radnymi spotkał się J. Steć.

– Nie jesteśmy w tym związku traktowani jednakowo – mówi M. Pawłowski. – Gdybyśmy przyjęli, że gdyby Włodawa nie należy do związku, to członkowie spółdzielni i mieszkańcy miasta płaciliby o 1/3 mniej za niesegregowane śmieci. Utrzymujemy tanie odpady w okolicznych gminach, po to, żeby wójtowie mieli polityczny sukces. Przez ten cały czas mieszkańcom wolno stojących domów MZC serwuje za darmo worki, a członkowie spółdzielni mają wyrzucić na złom swoje pojemniki, kupić kilkaset nowych i czekać jak na bombie, czy np. w 2023 znowu zarząd związku nie rozpocznie postępowania z kilka lat wstecz, np. począwszy od 2019 r. Dla nas najlepiej wystąpić z MZC, choć nie wiem czy to jest możliwe do realizacji. Prawo i statut MZC takie rozwiązanie dopuszcza, ale to Rada Miejska musi rozważyć wszystkie za i przeciw w tej sprawie.

– Nieprawdą jest – odpowiada J. Steć – iż to gminy wiejskie generują wyższe koszty zagospodarowania odpadów w stosunku do gminy miejskiej. Fakty są takie, iż jest akurat odwrotnie, szczególnie ze względu na ilość wytwarzanych odpadów i częstotliwość odbioru. Mimo to aktualna stawka opłaty jest równa dla wszystkich. Przyjmując retorykę SM nietrudno zauważyć „kto tu do kogo dopłaca”. Argument „worków” również jest nietrafiony, gdyż są one wydawane nie „za darmo”, lecz w ramach wniesionej opłaty. Ponadto wydawane są dla wszystkich mieszkańców nieruchomości w zabudowie jednorodzinnej, tak na terenie gmin wiejskich, jak i w mieście. Warto również zauważyć, że wzorem innych gmin w kraju, nie ma żadnego uzasadnienia logistycznego stosowanie worków 120l w zabudowie wielolokalowej. Sama SM z MZC wystąpić nie może, gdyż ustawodawca nie daje jej takich możliwości, ale może to uczynić np. gmina miejska, tylko z korzyścią dla kogo? Powyższe cyfry wskazują odpowiedź.

Na koniec szef MZC dodaje i poucza: – Spółdzielnia nie powinna jednak „czekać jak na bombie” tylko wziąć się wreszcie do działania i dostosować swój wewnętrzny system (pojemniki i nadzór) do prawem wymaganych standardów. Zastosowana w postawionych zarzutach retoryka wskazuje, iż istnieje daleko posunięte ryzyko, iż Zarząd Spółdzielni w dalszym ciągu zamierza swoją bezczynność i ignorancję, ku szkodzie swoich mieszkańców, zasłaniać jedynie bezpodstawnymi oskarżeniami, miast podjąć faktyczne działania dla zorganizowania wewnętrznych rozwiązań umożliwiających sprawne wdrożenie nowego systemu segregacji.

Niektórzy zwracają z kolei uwagę na fakt, że miasto ma pełne możliwości samodzielnego zbieranie odpadów przez Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej. Dzięki temu zaoszczędziliby nie tylko mieszkańcy, ale i miasto, bo MPGK ma i taką przygotowaną kadrę i sprzęt.

Co na to radni? Zdaniem radnego Mariusza Czuja przedstawiony problem jest ważki i dziwi się, że do tej pory wszyscy udawali, iż to nie jest sprawa miasta. – To jest bardzo palący problem i kwestie poruszone przez spółdzielców należy jak najszybciej rozwiązać. Nie może być tak, że mieszkańcy naszego miasta ponoszą koszty wyższe niż mieszkańcy gmin – członków MZC. Bo – jeśli to prawda – to po co nam taki związek, skoro nie dba o mieszkańców Włodawy w równym stopniu. Z całą pewnością problem trzeba jak najszybciej rozwiązać, bo wieloletnia wojna spółdzielni ze związkiem nikomu nie służy, a tylko ośmiesza Włodawę.

Do sprawy na pewno jeszcze wrócimy, gdyż znając determinację obu stron, jeszcze nie tylko przysłowiowa krew może się polać, ale i głowy potoczą się z hukiem. (gd)

MZC zajmuje się przede wszystkim gospodarką odpadami. Jego główną inwestycją jest wybudowany kosztem kilkunastu mln zł zakład zagospodarowania odpadów we Włodawie. W skład MZC wchodzi miasto Włodawa oraz 6 gmin: Hańsk, Hanna, Podedwórze, Sławatycze, Sosnówka i Stary Brus. Co ciekawe liczba przedstawicieli miasta w zgromadzeniu związku wzrosła przed kilkoma laty z dwóch do dwunastu osób. Powiększono ogólną liczbę delegatów – z 14 do 24, z czego połowę ma teraz miasto. W znaczący sposób miało to zwiększyć zdolność oddziaływania miasta na decyzje władz MZC, w którym miasto obejmuje niemal 47% ogólnej liczby mieszkańców zamieszkujących teren gmin członkowskich.