Społeczne poruszenie antysmogowe

W Lublinie trwa cykl społecznych debat na temat walki ze smogiem, który w ostatnich tygodniach szczytu sezonu grzewczego dał się mocno we znaki niemal na całej Lubelszczyźnie. Pierwsza z debat odbyła się 16 lutego w Wojewódzkim Domu Kultury, kolejna – 1 marca w lubelskim ratuszu.
W debacie w WOK uczestniczyli radni miejscy, reprezentanci organizacji pozarządowych, mieszkańcy Lublina, w sumie kilkadziesiąt osób. Inicjatorka cyklu spotkań Bożena Lisowska – radna Sejmiku WL, zaprosiła grono znawców, którzy przedstawili problem zanieczyszczeń powietrza w Lublinie i regionie.
I tak prof. Dobiesław Nazimek, chemik, specjalista energetyki, wskazał, że w smogowym powietrzu występuje aż 12 niebezpiecznych substancji. Wśród nich pyły zawieszone PM-10 i PM-2,5, trujące gazy: dwutlenki siarki i azotu, ozon troposferyczny, tlenek węgla, także szereg metali ciężkich. Na wszystkie te substancje obowiązują normy. – Niestety, tolerowane stężenia średniodobowe tych pyłów w naszych miastach były i są wielokrotnie wyższe. Dopuszczalne stężenie ich wynosi 50 µg (mikrogramów) na m³ i ta wartość może być przekraczana w ciągu roku nie więcej niż 35 razy. W styczniu br. w Lublinie przekroczenie nastąpiło 18 razy, w Radzyniu Podl. aż 22, w Zamościu 10. Dane te muszą mobilizować samorządy do radykalnych działań – twierdzi naukowiec.

Dr med. Hanna Lewandowska-Stanek, jako wieloletnia specjalistka toksykologii oraz kardiolog w Szpitalu im. Jana Bożego, informowała o konsekwencjach smogu dla ludzi i zwierząt. – Takie powietrze bywa wręcz toksyczne. Pyły PM-2,5 są niebezpieczne dla zdrowia o tyle, że wdychane do płuc mikrocząsteczki przedostają się wprost do krwioobiegu, a benzo(a)piren jest wręcz zabójczy dla ludzi, gdyż kumuluje się w organizmie i jest rakotwórczy. Dlatego w dniach, gdy normy pyłów są przekraczane, lekarze zalecają ograniczanie pobytu na zewnątrz. Dotyczy to zwłaszcza dzieci, osób starszych oraz kobiet w ciąży.

Nie wygląda to u nas dobrze

– mówił dyplomatycznie dr inż. Arkadiusz Iwaniuk, zastępca Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, posiadający równie dużą wiedzę na temat szkodliwych substancji w powietrzu. A smog w dniach 13-17 stycznia miał największą amplitudę pyłów w tym sezonie. – Tymczasem nasz analizator pyłu PM-2,5 (to ten najbardziej zjadliwy) uległ uszkodzeniu – skarżył się inspektor.
– W Polsce informuje się o zagrożeniu smogiem po przekroczeniu 200 µg na m sześć. pyłów PM-25, a wszczyna się alarm przy 300 µg na m sześć., podczas gdy Finlandia i Macedonia podnoszą larum już przy 50, Belgia – 70, Włochy – 75, Węgry i Wielka Brytania – przy 100. Podobne standardy obowiązują niemal w całej Europie. I właściwie już w grudniu winniśmy ogłaszać alarm a odwoływać go dopiero w marcu, lecz wiadomo że to nie ma sensu – podsumował Iwaniuk dość bezradnie.
– To nie jest zjawisko ostatnich dni, miesięcy, a nawet lat. To już całe dekady jak występuje. Tylko nas nie informowano, dopiero Internet robi swoje – dołożył do ognia ktoś z sali.
Inspektor przyznaje, że to stan rzeczy niewłaściwy, ale cóż można uczynić… Problem nie jest rozwiązywalny w prosty sposób. Dlatego obiema rękoma, jak mówi, podpisuje się pod inicjatywami, które podejmują społecznicy z ugrupowań ekologicznych. Wszystko jednak jest w mocy ustawodawców, centralnych i samorządowych.
Krzysztof Gorczyca (Towarzystwo dla Natury i Człowieka) cieszy się z faktu, że w Lublinie „robi sie afera” o smog – jak to ujął, bo dzięki temu udało się pobudzić media, opinię publiczną i urzędników.

– Już nie możemy mówić, że z takim smogiem na szerszą skalę da się żyć – zżymał się ekolog. – No bo jak się tu czuć, gdy słyszymy, że każdy z tych kilkunastu krajów mając nasze wyniki już dawno ogłaszałby alarm o zagrożeniu życia? Jakież byłyby skutki, choćby w ograniczeniach ruchu pojazdów, w posyłaniu dzieci do szkół, odwoływanie imprez itd.
Bardzo wiele będzie to nas kosztowało jako społeczeństwo, także jako państwo naprawiające szkody na zdrowiu, zamiast w porę przeciwdziałać temu zagrożeniu – dodał.

Co więc proponują ekolodzy?

Mamy w kraju około 3,5 mln gospodarstw, które ślą w niebo „swój dym” z domowych pieców i kotłów. I jest to dym zabójczy, gdyż emitowany z palenisk kotłów starej daty, tzw. kopciuchów. Sprzedaje się ich co rok w Polsce ok. 140 tys., natomiast pieców V generacji, emitujących niewielkie ilości toksyn jest nadal bardzo mało, bo są droższe – słyszymy w dalszej dyskusji.
Cóż z tego, że trwa wymiana ich na nowsze modele? Zdaniem radnej Lisowskiej zwalczanie smogu w ten sposób to niczym walka Don Kichota z wiatrakami. W Lublinie rocznie likwiduje się ich 80-90, podobne ilości w miastach regionu. Ileż więc gospodarstw nadal truje nam atmosferę…
– To są prywatne domy, opalane zły paliwem i w przestarzałych piecach. Nie da się ich szybko wyeliminować, nawet skontrolować, co tam palą. Bo już zakład przemysłowy jest pod tym względem monitorowany – zauważa Gorczyca. – Co ważne, 70% takich budynków po prostu grzeje nam klimat. Ich ocieplenie, często gierkowskie, de facto nie istnieje. Brak też norm określających paliwa stałe oferowane do tych celów.
Ktoś z sali zauważa, że w ramach tzw. niskiej emisji dochodzi problem spalin z rur wydechowych pojazdów. Że trzeba go rozwiązywać, ograniczając ogromny ruch samochodowy w śródmieściu i raczej zniechęcać do jazdy przez śródmieście tranzytem, niż ułatwiać ten zamiar poszerzając jezdnie o kolejne pasy ruchu. To absurd – mówił starszy mieszkaniec Lublina.

Lepiej zapobiegać  niż zwalczać

Na sali byli też lublinianie uczestniczący w międzynarodowej „Debacie o smogu: Jak przewietrzać miasta?” 9 lutego w Warszawie. Z tego gremium przywieźli przekaz: Jeśli pozwolimy sobie zabudowywać naturalne doliny i korytarze wentylowania miast – zwłaszcza w obliczu efektu cieplarnianego oraz rosnącej emisji spalin – czeka nas permanentny smog wzorem Krakowa i Warszawy. Będzie to groźne, wręcz samobójcze dla nas, żyjących w aglomeracjach – dowodzili działacze ekologiczni.
Ich zdaniem najprostsza recepta i bezkosztowa brzmi: nie szkodzić przyrodzie, a ona sama zadba o dobre powietrze. Niestety, w zielonym niegdyś Lublinie szereg ciągów wentylacyjnych już zabetonowano – jak dolinę z trasą W-Z, jak blokowiska w naturalnych wąwozach Czubów i Czechowa.
Został nam ostatni kanał napowietrzający śródmieście: górki czechowskie. Jeśli ten teren zabudujemy, problem smogu szybko wróci. Bo nauka dowodzi, że jakakolwiek ingerencja urbanistów w taki obszar, niezależnie od wysokości budynków, narusza bilans cieplny terenu i stosunki wodne – przypomnieli ekolodzy. Potakiwał im Jerzy Irsak – radny miasta Świdnik i dopowiadał celne uwagi na temat kontroli warsztatów, mających na stanie odpady do utylizacji, jak zużyte oleje.

Zapobiegać to także widzieć koszty

…finansowe i zdrowotne smogu. Niech samorządy uchwalą decyzje o szybkiej wymianie przestarzałych urządzeń grzewczych, o dopłatach do lepszego paliwa dla uboższych gospodarstw, o normowaniu rynku paliw – postulowali uczestnicy spotkania.
Do tego są potrzebne również lepsze niż dobre zmiany w prawie. Temu też ma służyć apel, jaki tu kolportowano, w kwestii dostępu do informacji o skażeniu środowiska. Czytamy w nim m.in.: „Domagamy się, by nasze zdrowie było chronione tak samo jak pozostałych obywateli państw UE (…) powszechnego i pełnego dostępu do informacji o zanieczyszczeniach powietrza!”
– Potrzeba wielu lat, by zmienić myślenie i podejście do ochrony środowiska. Edukacja ekologiczna winna zaczynać się już w przedszkolu – skwitowała radna Lisowska. – Będę kontynuować takie pouczające dyskusje, debatę publiczną na trudne tematy, a najchętniej te, które dotyczą planów i wdrożeń na rzecz poprawy jakości powietrza. Oby tylko nasz mały kamyk ruszył lawinę działań zarządu województwa.
W atysmogową akcję włączyli się również lubelscy rowerzyści, którzy m.in. zbierają podpisy pod petycją z apelem o uchwałę antysmogową dla Lublina (jest dostępna na www.naszademokracja.pl/p/smoglublin) Marek Rybołowicz