Społeczny protest antysmogowy

Takim hasłem powitano przybyłych na konferencję prasową w ratuszu, którą 16 lutego zorganizowali tu reprezentanci mieszkańców – radni. To reakcja na bardzo zły stan powietrza oraz brak bieżącej informacji o jego zanieczyszczeniu. – Były tylko przejściowe zakłócenia w pomiarach z powodu awarii analizatora – uspokajają kontrolerzy powietrza. Problem jednak pozostaje
Od ubiegłego czwartku stężenie pyłu zawieszonego w powietrzu PM-10 kilkakrotnie przekracza dopuszczalne normy – poziom 200 mikrogramów na metr sześcienny. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Lublinie nie nazwał tego wprost, lecz dostępne wskaźniki zapylenia mówią że jest bardzo źle. Atmosferę w Lublinie stale monitoruje stacja badawcza przy ul. Obywatelskiej, lecz ostatnio pojawiły się tam spore utrudnienia.
– Jakość powietrza wymaga interwencji – nie jest najlepsza – dyplomatycznie ujął to w miniony piątek Arkadiusz Iwaniuk, wicedyrektor WIOŚ. Wówczas wskaźnik pyłu PM-10 już przed południem wyniósł 224. Miernik drobniejszych pyłów PM-2,5 nie działał.
Społeczną odpowiedzią na ten fakt było spotkanie, które firmował miejski radny PiS Stanisław Brzozowski. Obok niego wystąpili radni dzielnicowi: Józef Nowomiński (Tatary) i Andrzej Filipowicz (Czechów), także Sławomir Pawłowski – przedsiębiorca i działacz ekologiczny.
– Czyste powietrze to dobro wspólne nie do przecenienia. Dlatego chcemy zainteresować tym protestem media, zwrócić uwagę lublinian, a nade wszystko urzędników odpowiedzialnych za tę sferę zarządzania miastem – mówił radny. – Od kilku dni stacja pomiarowa WIOŚ nie działa. Podobno się zepsuła i jest obecnie konserwowana. Brakuje komunikatów o stanie zapylenia powietrza. To jest niedopuszczalne ze względów zdrowotnych, życiowych. Lekarze akcentują, że zjadliwy PM-2,5 jest szczególnie groźny dla zdrowia, fatalnie wpływa na układ oddechowy i serce.

Rozdzwoniły się telefony

Inspektor Alicja Roguska (szef monitoringu atmosfery WIOŚ) wyznała, że pojawiło się sporo pytań o powód braku pomiarów jakości powietrza. Również te „tendencyjne”: „Czy ta przerwa była wcześniej planowana?”
– Świadomość mieszkańców wzrasta. Nic dziwnego, że brakuje danych, które zwykle można obserwować na stronie internetowej WIOŚ i Portalu Jakości Powietrza. Tym bardziej teraz, w czasie ponownego wzrostu zapylenia – mówił w ratuszu Józef Nowomiński, szczególnie wyczulony na pyły w atmosferze. Jego dzielnica uniknęła właśnie zagrożenia smogiem ze spalania biomasy w elektrowni, której protestująca w ub. roku społeczność Tatar powiedziała: „żegnaj!” – Musimy i tutaj jasno powiedzieć urzędnikom: nie chcemy zatrutego powietrza! Zróbcie coś z tym teraz i zapobiegajcie temu na przyszłość! – dobitnie wyrażał swoje zdanie radny z Tatar.
Ponowny odczyt badania pyłu PM 2,5 ze stacji Lublin – Obywatelska zobaczyliśmy w piątkowy poranek jako czerwony napis: „Bardzo niezdrowe!”
– Urządzenie do jego mierzenia przez kilka dni nie działało, ale – jak mówi inspektor Iwaniuk – nie oznacza to, że nie mieliśmy danych o jakości powietrza w mieście. Były eksponowane odczyty pyłu PM-10, a te są skorelowane z drobnym pyłem PM-2,5 w ok. 80 procentach.
Używamy tu analizatorów firmy Met One Instruments typu BAM 1020. Zasada pomiaru polega na mierzeniu promieniowaniem beta stopnia zaczernienia sączka.
– Przyczyną konserwacji analizatora pyłu PM-2,5 było rozszczelnienie jednego z zespołów miernika wymagające naprawy. 8 lutego dokonała jej firma zewnętrzna. W dniach 13-16 lutego przeprowadzano kalibrację przyrządu warunkującą jego prawidłowe wskazania po naprawie. To konieczność wynikająca z wymagań eksploatacyjnych analizatora. Określa ją producent oraz wdrożony i obowiązujący w WIOŚ system jakości – odpowiadają tamtejsi inspektorzy.

Skąd społeczny niepokój?

Eksperci przyznają, że polskie normy informowania o niebezpieczeństwie i alarmowania o zagrożeniu zdrowia należą do najniższych w Europie.
W piątkowy wieczór poziom zapylenia atmosfery był dramatycznie wysoki. W 6-stopniowej skali oceny powietrza w Polsce dominował kolor czerwony. Oprócz Lublina na czerwono świeciła stolica, Radom, Kielce i cała lewa strona Wisły aż po Kraków i Śląsk.
– Wiemy od radnych z Warszawy, jak bardzo na tamtejszym skażeniu atmosfery zaważył problem zabudowy kanałów napowietrzających. Duży smog w stolicy przypisuje się właśnie temu. Chcemy uniknąć tego w Lublinie, bo wiemy, że zabudowanie dotychczasowych naturalnych korytarzy i zielonych dolin miasta przynosi właśnie podobny efekt – mówił w ratuszu Brzozowski. Wskazał, że urzędnicy i prezydent Lublina również oddychają zanieczyszczonym powietrzem, dlatego niech nie bagatelizują tego problemu.
Wszyscy uczestnicy konferencji podnosili, jak ważne dla jakości powietrza w mieście są wolne od zabudowy tereny górek czechowskich, stanowiące naturalny korytarz wentylacyjny miasta.

Wiele obywatelskich pytań

…do Urzędu Miasta, Marszałka Województwa i WIOŚ mieli lubelscy działacze partii Razem, którzy w pierwszych dniach lutego zorganizowali inną konferencję – na zewnątrz ratusza w wymownych maskach przeciwsmogowych. Chcieli uzyskać informacje m.in. na temat prowadzenia działań edukacyjnych w sferze ochrony powietrza, finansowania wymiany pieców i kotłów grzewczych, monitoringu stosowanego opału. Urzędnicy marszałka są adresatami pytań m.in. o brak realizacji założeń zawartych w Planie poprawy jakości powietrza z 2013 roku. To także pytanie o prace nad uchwałą antysmogową dla całego województwa lubelskiego.
– Jeśli trucicieli po prostu nie stać na normalnej jakości opał, może ktoś z urzędników wymyśli jak to sfinansować. Wtedy będzie mniejsze zanieczyszczenie, bo to jest odpowiedzialność nas wszystkich, a nie tylko palących w piecach – mówił Tomasz Warzocha, jeden z liderów Razem.
– Powietrza nie da się sprywatyzować. Nie jest indywidualną sprawą. Ten problem pokazuje, że musimy protestować jako społeczeństwo. Trzeba wymagać od władz na każdym szczeblu, by zajęły się sprawami ważnymi dla nas wszystkich, nie tylko dla miejskiego biznesu, jak w przypadku kolejnych terenów zieleni pod zabudowę – mówili działacze partii Razem ubrani w maski.
Marek Rybołowicz