Spotkali się w Czarnobylu

– W żadnym wypadku nie stąpajcie po trawie. Bezpiecznie można chodzić tylko po asfalcie, który jest regularnie polewany wodą – przestrzegał przewodnik grupę chełmian, którzy wybrali się na wycieczkę do Czarnobyla. Wybierając się do owianego tajemnicą miejsca nie spodziewali się, że spotkają tam… chełmianina.

To niegdyś kilkunastotysięczne miasto, podobnie jak pobliski Prypeć, jest dziś praktycznie puste. Spotkać tam można co najwyżej garstkę naukowców, przedstawicieli rządu i pracowników agencji turystycznych, którzy mogą tam przebywać tylko kilka miesięcy w roku. – Tym bardziej byliśmy zaskoczeni, gdy podczas wycieczki spotkaliśmy chełmianina – mówią nam uczestniczy wyprawy.
A okazał się nim Andrzej Hulanicki, prezes chełmskiej firmy Hulanicki Bednarek (znanej też jako HABeR), która bierze czynny udział w jednym z największych budowlanych przedsięwzięć na świecie w ciągu ostatnich lat – instalacji kopuły nad zniszczonym reaktorem atomowym w Elektrowni w Czarnobylu. Firma specjalizuje się w projektowaniu i produkcji kompletnych systemów rozdziału energii. I to właśnie takie systemy instaluje w Czarnobylu. Obecnie przebywa tam sześciu pracowników firmy.
– Wszyscy przeszli specjalistyczne szkolenia, aby wiedzieć jak zachować bezpieczeństwo w pobliżu elektrowni. I mimo że miejsce jest odpowiednio zabezpieczone, każdy z nich codziennie przechodzi testy specjalnym urządzeniem mierzącym promieniowanie – mówi Grzegorz Jamróz, dyrektor ds. marketingu i eksportu.
Kilka miesięcy temu, gdy po raz pierwszy pisaliśmy o uczestnictwie chełmskiej firmy w tym ważnym, międzynarodowym projekcie, G. Jamróz podkreślał, że to dla nich ogromne wyróżnienie, ale także szansa na kolejne zagraniczne kontrakty w poważnych instalacjach przemysłowych. Na spełnienie tych słów nie trzeba było długo czekać. Firma ostatnio podpisała nowe, ważne kontrakty. Obecnie dostarcza swoje urządzenia m.in. do dwóch zakładów produkcji energii z odpadów w Wielkiej Brytanii oraz do farmy fotowoltaicznej na Białorusi.
W firmie Hulanicki Bednarek pracuje blisko 180 osób. HABeR ma siedzibę przy ul. Wyszyńskiego w Chełmie. Działa tam nieprzerwanie od 1982 roku. (mg)

Porozrzucane leki, strzykawki, karty pacjentów

– Wycieczka zaczęła się w Czarnobylu, około 18 km od uszkodzonego reaktora elektrowni – opowiada nam Krzysztof Misiec, uczestnik wyprawy. To tam 26 kwietnia 1986 roku, na terenie obecnej Ukrainy, doszło do jednej z największych katastrof ekologicznych w dziejach ludzkości. Awarii uległa elektrownia jądrowa, która w czasach swej świetności dysponowała czterema reaktorami atomowymi.
Dziś, aby dostać się do tego miejsca, trzeba okazać dokumenty i przejść kontrolę. – Stacjonują tam różne formacje, m.in. policja i wojsko. Przed i po zakończeniu wycieczki sprawdzają, czy nikt ze zwiedzających nie został napromieniowany – opowiada pan Krzysztof. Poziom napromieniowania sprawdzają też sami zwiedzający. Dostają specjalne urządzenia do pomiarów. – Było wiele miejsc, w których te urządzenia dosłownie wariowały. To robi wrażenie. Podobnie jak sama elektrownia atomowa, która teraz została pokryta nową kopułą. Ma 108 m wysokości i waży 36 tys. ton i jest największą ruchomą konstrukcją na świecie. Powstała, by zabezpieczyć betonową osłonę, zbudowaną w pośpiechu tuż po awarii reaktora atomowego w Czarnobylu i nie dopuścić do uwolnienia radioaktywnych pyłów – mówi pan Krzysztof.
Jednym z głównych punktów programu jest wizyta w „mieście-widmie”. Prypeć, bo o nim mowa, został wybudowany na początku lat 70. XX wieku, dla przyszłych pracowników pobliskiej elektrowni jądrowej. Tętnił życiem przez lata, a opustoszał w ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin. Prawie 50 tysięcy mieszkańców raz na zawsze musiało opuścić swoje domy.
– Można tam zobaczyć sceny rodem z filmów grozy. Opustoszałe budynki, bunkry. W szkołach i przedszkolach są porozrzucane zabawki i książki, a w szpitalu leki, rękawiczki, strzykawki i karty pacjentów. To postapokaliptyczne miasto budzi grozę – przyznaje pan Krzysztof. Nie brak jednak miłośników takich wrażeń. Rocznie Czarnobyl odwiedza ok. 30 tys. turystów.