Sprawa ks. Wierzbickiego dzieli KUL-owców

Środowisko Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego jest coraz silniej podzielone w sprawie prób dyscyplinowania przez władze uczelni ks. prof. Alfreda Wierzbickiego. Na znak protestu przeciw skrytykowaniu ks. Wierzbickiego i odcięciu się od jego wypowiedzi przez Kolegium Rektorskie KUL, swoją współpracę z macierzystą placówką demonstracyjnie zakończył jej były rektor, ks. prof. Andrzej Szostek.


Ks. prof. Alfred Wierzbicki wielokrotnie publicznie atakował hierarchów duchownych widzących, jak metropolita krakowski abp. Marek Jędraszewski, „tęczową zarazę”. Czarę przelało, gdy duchowny podpisał poręczenie za „Margot” – aktywistę gendrystowskiego, zatrzymanego za próbę uszkodzenia furgonetki z hasłami anty-LGBT i napaść na jej kierowcę. Ks. prof. Wierzbicki nie tylko stwierdził, że nie znajduje winy w działaniach Michała Sz., znanego jako „Margot”, ale i zdecydowanie poparł jego deklarację, jako „osoby niebinarnej” (czyli osobą, która nie identyfikuje się z żadną z płci – ani męską, ani kobiecą – lub identyfikuje się z obiema na raz).

Władze KUL, pod naciskiem protestujących środowisk katolickich, odcięły się od wypowiedzi ks. Wierzbickiego, uznając je za szkodzące misji KUL, a sprawę kapłana prowadzącego ze studentami zajęcia z etyki skierowało do rzecznika dyscyplinarnego. Już sam ten fakt dodatkowo oburzył obrońców ks. Wierzbickiego, w tym byłego rektora uczelni ks. prof. Andrzeja Szostka. – „Nie potrafię kontynuować współpracy z Uczelnią, której Władze tak krzywdząco traktują swego Profesora – i to etyka, który właśnie z bliskich mi racji etycznych ma odwagę zabierać głos w sprawach moralnie doniosłych w Polsce i w Kościele” – napisał w liście otwartym ks. prof. Szostek.

Ks. Wierzbicki i min. Czarnek – kiedyś na KUL-u mieścili się obaj

– Ten list jest dla mnie zawodem, rozczarowaniem i jednocześnie potwierdzeniem, że KUL stanął na rozdrożu, jako uczelnia świadoma swojej misji i dająca wyraźną i integralną formację intelektualną swoim absolwentom. Powodem mojego rozczarowania jest to, że ksiądz profesor wbrew temu, o czym chce przekonać, stanął po jednej stronie sporu, o którym pisał w liście. Jeśli ja piszę o „niejakim Margot”, to ksiądz profesor pisze o „niejakiej Margot”.

Czyli ja, mimo że religijnie obojętny i trochę antyklerykał, stoję tu, gdzie odwieczne nauczanie kościoła katolickiego, a ksiądz profesor stoi tam, gdzie stoi LGBT. To, że KUL stanął na rozdrożu potwierdza zachowanie innego profesora uniwersytetu, świeżo upieczonego ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka, który (z powodu różnych politycznych i przeprowadzonych również w mocno nieciekawym stylu manewrów) stał się symbolem czegoś zupełnie przeciwnego niż ksiądz profesor Szostek. Czyżby do KUL-u miało się odnieść biblijne powiedzenie o tym, że podzielony dom się nie ostoi? – komentuje absolwent uczelni, b. prezydent Stalowej Woli i wieloletni opiekun tamtejszego ośrodka Uniwersytetu Andrzej Szlęzak.

I rzeczywiście, tak w sprawie ks. prof. Wierzbickiego, jak prof. Czarnka – KUL poddawany był dużym naciskom medialnym i politycznym, co siłą rzeczy osłabiło jeden z elementów kluczowych dla środowiska uniwersyteckiego – prawdziwą swobodę badań naukowych. TK