Stali nie pokonali…

KŁOS GMINA CHEŁM – STAL KRAŚNIK 0:2 (0:2)
0:1 – Drozd (23 karny), 0:2 – Szewc (44).
KŁOS: Porzyc – Omelko, Poznański, Kowalski, Siatka, Flis, Janas, Bala, Wojtal (46 Wyrostek), Drzewicki (78 K. Gierczak), P. Gierczak (64 Kimel).
Żółte kartki: Flis, Kowalski (K). Sędziował: Tomasz Ostrowski (Zamość).
Tym razem nie było niespodzianki. Po sensacyjnym wyjazdowym zwycięstwie nad Tomasovią, beniaminek z gminy Chełm miał niewiele do powiedzenia w konfrontacji z liderem IV ligi po inauguracyjnej kolejce – Stalą Kraśnik. Goście górowali nad zespołem Kłosa niemalże w każdym elemencie. Bardzo ambitnie walczący podopieczni Roberta Tarnowskiego nie byli w stanie przeciwstawić się wyżej notowanemu rywalowi.
Grający w napadzie Stali Filip Drozd i Daniel Szewc doskonale wiedzą, o co chodzi w ligowej piłce. To za ich sprawą Stal wywiozła z Rożdżałowa komplet punktów. – Obaj robią różnicę – mówił po meczu trener Kłosa, Robert Tarnowski. – Są bardzo groźni, nie można zostawić ich bez opieki.
W 15 min. właśnie Drozd wypracował dla gości rzut karny. – Tej jedenastki nie powinno być – uważa R. Tarnowski. – Bartek Porzyc co prawda nieprzepisowo powstrzymał przeciwnika, ale dosłownie chwilę wcześniej w naszym polu karnym był ewidentny faul na Konradzie Omelko, którego arbiter nie zauważył, a powinien przyznać nam rzut wolny.
W pierwszej połowie Stal kontrolowała przebieg meczu. Kłos w zasadzie nie stworzył sobie ani jednej sytuacji do zdobycia gola. – W meczu z tak dobrym rywalem nie chcieliśmy prowadzić otwartej gry, bo mogłoby skończyć się to wysokim wynikiem, dla nas mocno niekorzystnym – mówił szkoleniowiec drużyny z gminy Chełm. – Staraliśmy się grać na swojej połowie, czekać na możliwość przeprowadzenia szybkiej akcji.
Tymczasem przed zejściem na przerwę do szatni Stal zadała drugi cios. Drozd wypatrzył Szewca, zagrał do niego na wolne pole, a ten pokonał Porzyca. W drugiej połowie niemający nic do stracenia zespół beniaminka próbował odrobić straty, jednak to goście stwarzali groźniejsze okazje strzeleckie. – Stal stworzyła sobie trzy, cztery dobre sytuacje, żeby podwyższyć wynik, my z kolei jedną – opowiada R. Tarnowski. – Miał ją Sławek Wyrostek, ale jej nie wykorzystał. Gdyby trafił, byłby kontaktowy gol i jeszcze wszystko mogłoby się wydarzyć. Może gdybyśmy zagrali odważniej w ofensywie, mecz potoczyłby się inaczej. O ile Stal była mocna z przodu, o tyle w obronie momentami popełniała proste błędy. Z porażki nie robimy jednak tragedii. Znamy swoje miejsce w lidze. Przed nami kolejne mecze, w których na pewno będziemy szukać punktów.
Niepokojący jest natomiast fakt, że po dwóch kolejkach dwie żółte kartki na koncie mają Damian Flis i Kacper Kowalski. Jeszcze dwie i czeka ich pauza. – W IV lidze jest inna intensywność grania. Czasami trzeba przerwać szybką akcję rywala i z tego biorą się kartki. Co do napomnienia dla Damiana, uważam, że sędzia za pochopnie wyjął „żółtko”. Nasz zawodnik kopnął piłkę, ta trafiła w arbitra i Flis coś powiedział w jego stronę, ale nie użył słów, które mogłyby urazić sędziego – uważa R. Tarnowski.(red)