Starosta wypomniał Stalina

Bez ogródek i w żołnierskich słowach sztorcował podwładnych z urzędu pracy starosta Piotr Deniszczuk. – Chcę tylko wyegzekwować od pracowników to, za co biorą pieniądze, a na pewne zachowania – muszę przyznać – brakuje słów – tłumaczy.

Atmosfera w Powiatowym Urzędzie Pracy w Chełmie coraz bardziej gęstnieje. Po zleceniu przez starostę dwóch kontroli w jednostce z pracy zrezygnowała dyrektor Jolanta Krop. A przed tygodniem kierownicy wydziałów przeszli nietypową odprawę u starosty. Podobno sztorcował ich jak generał żołnierzy. Bez patyczkowania się i owijania w bawełnę kazał zabierać się do roboty. Wypominał, że Stalin od dziesięcioleci nie żyje, że „komuna” się skończyła i kazał się przebudzić.
A carem jest on sam. Zszokowani kierownicy, jak uczniowie w szkole, bez słowa wysłuchali litanii.

– Nikogo nie gnębię, chcę tylko wyegzekwować to, za co pracownicy biorą pieniądze – twierdzi Piotr Deniszczuk, starosta chełmski. – I wcale nie wymagam cudów. Ciężko czasami dobrać słowa, żeby zareagować na skargi mieszkańców powiatu, którzy jadą kilkadziesiąt kilometrów, żeby zarejestrować się w PUP i całują klamkę, bo pracownik poszedł na urlop i nie ma kto go zastąpić. Tego nie będę tolerował.
Przy okazji sztorcowania starosta wypomniał pracownikom, że dorabiają na boku, co odbija się w pracy. – Nikomu nie bronię dorabiać, ale nie może się to odbywać kosztem pracy w urzędzie ani tym bardziej nie może się to odbywać w godzinach pracy – mówi. – To, co ludzie robią po godzinach, nie interesuje mnie.
Starosta mówi, że „urzędnicza arystokracja” się skończyła i że nie będzie chował głowy w piasek w obawie, że kogoś obrazi.
– Oczekuję od pracowników pełnej mobilizacji, zwłaszcza teraz, gdy z pracy odeszła dyrektor – mówi. (bf)