Starosta zbanował internautę

Jeden z mieszkańców Świdnika poskarżył się, że starosta Łukasz Reszka, który administruje oficjalnym profilem Starostwa Powiatowego na Facebooku cenzuruje i usuwa niepochlebne komentarze. Oficjalna skarga w tej sprawie trafiła do rady powiatu.


Skarga na działalność starosty została złożona za pośrednictwem radnej Edyty Lipniowieckiej (ŚWS). Na jej temat radna zamieściła również obszerny wpis na swoim profilu na facebooku.

– „Jakiś czas temu napisał do mnie mieszkaniec naszego miasta z prośbą o przekazanie skargi na starostę Łukasza Reszkę. Mieszkaniec został zablokowany i nie ma obecnie możliwości wypowiadania się na oficjalnym koncie powiatowym. Najciekawsze w tym jest jednak to, za co został zablokowany….

Czy przeklinał? Nie. Czy używał wulgaryzmów? Nie. Otóż jego błędem było m.in. napisanie, że to ściema w odniesieniu, do któregoś z działań zarządu, zapytanie czy starosta Reszka i wicestarosta Pejo zawsze wszystko robią razem, stwierdzenie, że w powiecie nastały chyba tłuste lata, patrząc na garnitur wicestarosty, czy napisanie, że zdaniem komentującego, rządzący w powiecie mają zapędy komunistyczno-nacjonalistyczne. (…) W efekcie mieszkaniec, który pokusił się o te słowa, dostał wspomnianego bana. Ja od siebie powiem tak…

Uważajcie co piszecie, bo Panowie są chyba, jak widać, niezwykle delikatni i wyczuleni na słowa krytyki i to nawet niedosłownej… A teraz już bez ironii. Gdzie jest granica krytyki? Czy to faktycznie o te komentarze chodziło? A może ów mieszkaniec napisał w innym komentarzu merytoryczną uwagę, która krytykowała zarząd powiatu i to się nie spodobało? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi. To, kogo i za co blokujemy na prywatnych profilach jako radni na przykład to, moim zdaniem, co innego. To nasze osobiste odczucia i mamy do nich prawo, nawet jeśli nie zawsze są słuszne.

W przypadku publicznego podmiotu, jakim jest starostwo, jest już inaczej. Profil nie jest własnością starosty, czy wicestarosty tylko powiatu, a powiat to ludzie, którzy mają prawo wyrazić swoje niezadowolenie i krytykować władzę. Nie musi się jej to podobać, a ocena tego stylu nie powinna do nich należeć. Oczywiście przekleństwa, obelgi i wulgaryzmy zawsze kwalifikują – powiedzmy sobie szczerze – do zablokowania. Kultura osobista to podstawa – napisała radna Świdnik Wspólna Sprawa na Facebooku, dodając, że w jej ocenie w tej sytuacji, ta granica nie została przekroczona jak np. w przypadku burmistrza Jaksona, który nazwał protestujących „bydłem”.

Skarga na starostę za usuwanie internetowych wpisów była rozpatrywana na ostatniej sesji w powiecie. Większość, bo jedenastu radnych uznała ją za bezzasadną, troje za zasadną, trzech wstrzymało się od głosu, a jedna osoba nie wzięła udziału w głosowaniu. Wcześniej nad petycją pochyliła się również Komisja Skarg, Partycji i Wniosków, w której oprócz Edyty Lipniowieckiej zasiadają również Marcin Najda (PSL-KO), Arkadiusz Pszeniczka (przewodniczący), Tomasz Szydło i Arkadiusz Jurek (KWW PiS), i która stosunkiem głosów 3:2 uznała, że starosta blokując internautę, nie dopuścił się naruszenia granicy swobody debaty publicznej poprzez cenzurowanie, a treści zamieszczane przez mieszkańca są obraźliwe, agresywne i naruszające zasady współżycia społecznego.

– Krytyka oczywiście jest dopuszczalna, ale powinna odnosić się do konkretnych działań czy decyzji powiatu, a nie może być to atakowanie kogoś „ad personam”. Widzimy co się dzieje w społeczeństwie, w mediach społecznościowych i nie możemy się zgadzać na to, aby takie ataki miały miejsce – komentuje sprawę radny Pszeniczka.

Starosta Łukasz Reszka dodaje, że zanim sięgnął po „bana” prosił internautę o kulturalny sposób wypowiedzi i ostrzegał, że jeśli się do tego nie dostosuje, jego komentarze zostaną zablokowane.

– Po otrzymaniu tego ostrzeżenia ten pan nadal zamieszczał nic nie wnoszące do debaty publicznej wpisy m.in. o treści: „zlepek nacjonalistów-komuchów-karierowiczów kompletnie nie nadających się do pełnionych funkcji”, „Panowie to tak zawsze … razem? Ten bilbord nabiera nowego znaczenia…”, „Wicestarosta na szczęście niedoszły poseł się odnalazł, a pytanko, na kampanię

w Warszawie wziął pan urlop czy olał temat jak zwykle zresztą?” – przytacza starosta i dodaje, że wobec tego ukrył wyłącznie obraźliwe komentarze internauty oraz dwukrotnie zaprosił go do spotkania, aby wyjaśnić tę całą sytuację, ale ten nie skorzystał z propozycji.

Udało nam się dotrzeć również do autora skargi, który twierdzi, że nie jest zaskoczony takim wynikiem głosowania, choć jak przyznaje, jest zażenowany.

– Obłuda naszego starostwa jest porażająca. Patrząc na zachowania polityków, którzy zasiadają we władzach powiatu i czytając uzasadnienie uchwały w sprawie mojej skargi, łapię się za głowę i myślę sobie, że nawet Bareja by nie wymyślił lepszego kabaretu. Mam wrażenie, że ludzie którzy stoją u steru powiatu, żyją w zupełnie innej rzeczywistości w biurze, a zupełnie inaczej zachowują się na ulicy czy eksponując swoje poglądy wśród ludzi. Takie zachowanie jest dla mnie nieakceptowalne.

Zdaję sobie sprawę, że pewne moje komentarze były przerysowane, ale mam świadomość, że internet rządzi się takimi prawami, że aby słowo nie zginęło w milionach innych, musi mieć jakiś wydźwięk. Natomiast wydaje mi się, że poruszałem się w ogólnie przyjętej konwencji dyskusji, nie było tam wulgaryzmów, czy słów ogólnie uznawanych za obraźliwe, choć pan starosta twierdzi inaczej. Może wrażliwość pana starosty jest inna niż moja. Czuję się jakby ktoś odebrał mi głos i przez chwilę miałem wrażenie, że bliżej nam do Białorusi niż do Unii Europejskiej. Wolność słowa jest wartością nadrzędną – mówi świdniczanin.

Nasz rozmówca twierdzi również, że nie dostał od administratora profilu, czyli starosty żadnego ostrzeżenia o zaniechaniu komentarzy.

– Pan starosta twierdzi, że w którymś z jego tekstów – nazwę je elaboratami – była ta informacja. Skoro tak twierdzi, pewnie tak było, ale przyznam, nie znalazłem jej. Wydaje mi się, że są inne sposoby dyscyplinowania w sieci. Pan starosta zaprosił mnie na spotkanie. Chciałem z niego skorzystać. Powiedział, że możemy się umówić, jak się skończy narodowa kwarantanna.

Dopytywałem o termin, ale odpowiedzi już nie dostałem. Pan starosta prosił też o kontakt przez swój osobisty profil, po czym mnie na nim zablokował. Możemy się nie zgadzać i mieć inne zdanie w wielu kwestiach, ale rozmowa potrafi wiele załatwić. W mojej ocenie brakowało woli porozumienia, a wszystkie sygnały odnośnie jej chęci były tylko pozorne – komentuje autor skargi. (w)