Starsi ludzie od dwóch tygodni pozbawieni prądu

W baraku przy Miedzianej 3 w fatalnych warunkach mieszka sześć rodzin

Od ponad dwóch tygodni mieszkańcy piętrowego budynku przy ulicy Miedzianej 3 pozbawieni są prądu. W mieszkaniach nie ma przez to ogrzewania, psują się zapasy w lodówkach, a wielu lokatorów jest wychłodzonych i przeziębionych. Bez prądu jest sześć rodzin.


Do redakcji „Nowego Tygodnia” przyszły w imieniu swoich sąsiadów zrozpaczone lokatorki z Miedzianej 3. W budynku na stale mieszka sześć rodzin – w większości starsze, schorowane kobiety. Najstarsza z nich ma 85 lat, najmłodsza ma ponad pięćdziesiąt. Nie mają dokąd pójść a właściciel budynku nie reaguje na ich prośby o poprawę sytuacji. – Nie wiemy już, co robić, jesteśmy zrozpaczeni. Ta awaria trwa za długo. Nie mamy ogrzewania, nie mamy światła. Nic nie możemy, nawet telefonu sobie podładować, żeby zadzwonić np. do lekarza. Ja opiekuję się niepełnosprawnym synem, on musi mieć codziennie inhalacje i ja ich mu po prostu nie mogę w domu zrobić – załamuje ręce pani Zofia Sitarek.

Budynek przy Miedzianej 3 to na pierwszy rzut oka ruina. Po złym stanie rynien i tynku na elewacji widać, że od dawna nikt tu nie wykonywał żadnego remontu. Na froncie budynku spokojnie wisi sobie żółta kartka z napisem „Do sprzedania” i numerem telefonu właściciela. Tymczasem na stałe mieszka tu dziewięć osób, a niektóre z nich od ponad dwudziestu lat, bo kamienica należała dawnej do sąsiadującej z nią Lubelskiej Spółdzielni Spożywców, mieszczącej się przy ulicy St. Wyszyńskiego.

– Mieszkam tu od ponad 22. lat, byłam kucharką w LSS „Społem”. To mieszkanie dostałam jako lokum zakładowe – tłumaczy pani Alina Kwiecień. Kobieta samodzielnie odremontowała sobie wnętrze, tak jak większość jej sąsiadów. – Tu nic nie było, łazienki wszyscy sobie sami robili, za własne pieniądze. Każdy remontował, jak mógł. Kogo stać było. to ma plastikowe okna. a ja się boję, że moje szyby wylecą, jak je szerzej otworzę – pokazuje stan kamiennicy pani Alina.

– Tu większość lokatorów ma pojedyncze szyby, to proszę sobie wyobrazić, jak jest zimno, zwłaszcza teraz na jesieni – dodaje. Chłód i wilgoć dają się we znaki lokatorom, zwłaszcza, że ich mieszkania sąsiadują z pustostanami, których jest całkiem sporo w tej zaniedbanej kamiennicy. – Ja się już przeziębiłam, muszę na siebie uważać, bo niedawno przeszłam podwójną operację biodra, mam też chorą tarczycę i osteoporozę – mówi jedna z najstarszych mieszkanek Miedzianej, poruszająca się o lasce pani Aleksandra (78 lat). – Cały dzień muszę tu siedzieć, bo ja nie wychodzę z domu i nie mam dokąd pójść. A teraz jeszcze muszę patrzeć, jak wszystko się marnuje, bo lodówka stoi bez prądu – dodaje. Lokatorzy odcięci od prądu nie mogą się ogrzewać na własną rękę, muszą siedzieć przy zapalonych świeczkach. Są zrozpaczeni.

Ludzie od ponad dwóch tygodni żyją przy świeczkach

Właściciel nie chce rozmawiać

Kamienicę przy Miedzianej ze wszystkimi lokatorami od LSS kupił niemal dwanaście lat temu Tomasz Prokopiuk, właściciel dużej firmy transportowej. Od lat nie inwestuje w sypiący się budynek, na którym wisi ogłoszenie o sprzedaży. Kamienicą administruje firma AD–BUD z Lublina, która już dwa lata temu, ze względu na zły stan techniczny budynku, odmówiła prowadzenia konserwacji kamiennicy, obecnie zajmując się jedynie jej księgowością.

Dla lokatorów Miedzianej awaria prądu to nic nowego, bo stan instalacji jest po prostu kiepski. Niepokoi ich jednak ten przedłużający się okres naprawy. Mają podstawy obawiać się, że właścicielowi zależy na usunięciu ich z lokali. 10 października wystosował on do nich pismo w którym informuje, że usunięcie awarii będzie wymagało wymiany znaczącej części instalacji, wykonania projektu i uzyskania wszelkich pozwoleń, a precyzyjne wskazanie czasu trwania prac nie jest na dzień dzisiejszy możliwe. Mieszkańcom proponuje… przeprowadzę do budynku przy Piaskowej 4. „Moja propozycja jest podyktowana tym, że nie chcę narażać lokatorów na trudności związane z korzystaniem z lokali bez dostępu do elektryczności” – argumentuje T. Prokopiuk.

Tyle, że lokatorzy sprawdzili warunki, jakie mogą zastać na Piaskowej i okazało się, że są one tragiczne. W zaproponowanych lokalach nie ma bieżącej wody, glazury czy terakoty, są to niewyremontowane, ciasne mieszkania ze wspólnymi toaletami na korytarzach. – My na takie warunki nie pójdziemy, tu każdy i bez niego sam sobie zrobił w mieszkaniu, tyle co umiał i mógł. My jesteśmy starzy ludzie, niech nas zostawi w spokoju i pozwoli nam mieszkać, bo my tu wszyscy płacimy regularnie czynsz. Ja mam np. 470 złotych czynszu za 32 metrów kwadratowych co miesiąc, plus ogrzewanie na własny koszt. Zimą dogrzewam się olejakiem, mnie to wynosi około tysiąc złotych miesięcznie – tłumaczy pani Urszula Mielnik. – On kupił budynek z nami wszystkimi tylko dla placu. Jakby się nas pozbył i sprzedał, to ma piękny plac w centrum miasta – mówią lokatorzy.

– Specjalnie doprowadza budynek do ruiny, bo tu już od lat ani wymiany rynny, ani niczego nie było – argumentują.

– Nie mieliśmy zgłoszenia o awarii na Miedzianej 3, prawdopodobnie jest to problem ze złączem w budynku. PGE dostarcza prąd tylko do złącza głównego – informuje Karolina Szewczyk-Dąbek z PGE Dystrybucja SA. Mieszkańcy, którzy interesowali się sprawą ponownego przywrócenia energii, twierdzą, że według słów elektryków dałoby się ją naprawić w ciągu tygodnia. Nic zdziałać w tej sprawie nie może także administracja, bo decyzja jest po stronie właściciela. Ten jednak nie chce rozmawiać ani z lokatorami, ani z „Nowym Tygodniem”. Po prośbie o komentarz w sprawie mieszkańców Miedzianej powiedział, że nie udziela informacji i wyłączył telefon. Do sprawy wrócimy.

Emilia Kalwińska