Staruszka z zapałkami

Niech to będzie przestroga dla wszystkich, którzy w dalszym ciągu sądzą, że wypalanie suchych traw jest najlepszym sposobem na porządki po zimie. Właśnie w ten sposób 80-latka doprowadziła do pożaru stodoły i obory. Strażacy walczyli z ogniem przez 4 godziny.

Ci, którzy decydują się na wypalanie traw, sądzą, że w pełni kontrolują sytuację i w razie potrzeby będą w stanie zareagować sami. Niestety, mylą się – ogień bardzo szybko wymyka się spod kontroli. Tak też było we wtorek (28 marca). Ok. godz. 14 strażacy dostali wezwanie do pożaru w Świerżach (gm. Dorohusk). Na terenie jednego z gospodarstw w płomieniach stały już obora i stodoła, i niewiele brakowało, by pożar rozprzestrzenił się w stronę drewnianego budynku mieszkalnego.
– Zadysponowane zostały 3 JRG oraz 2 OSP, łącznie 19 ratowników. Akcja trwała 4 godziny – mówi mł. bryg. Wojciech Chudoba, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie.
Na szczęście w płonących budynkach nie znajdowały się zwierzęta gospodarskie. Jak się okazało, pożar wybuchł w wyniku wypalania traw. 80-latka została pouczona o zakazie takiego sposobu „porządkowania” terenu na wiosnę.
Apele o zaniechanie wypalania na wsiach przypominają walkę z wiatrakami. Ludzie trwają w błędnym przeświadczeniu, że popiołem użyźniają glebę (gdzie tak naprawdę ją wyjaławiają) – a potem płaczą nad rozlanym mlekiem. Tylko w ciągu 3 dni (od poniedziałku do środy) strażacy interweniowali aż 17 razy przez pożary traw (m.in. w Wereszczach, Zawadówce, Majdanie Pławanickim czy przy ul. Podgórze i Nadtorowej w Chełmie).
Przez bezmyślne podpalanie traw giną zwierzęta. Ogień może się też bardzo szybko rozprzestrzenić w stronę domu lub lasu, a wtedy nietrudno o tragedię. Ulatniający się w stronę jezdni dym powoduje z kolei zagrożenie dla kierowców – przez ograniczoną widoczność dochodzi do wypadków. (pc)