Sto lat pięknego życia

Miód i pogoda ducha – to recepta na długowieczność Teodozji Celiny Pomiankiewicz, która właśnie obchodziła swoje setne urodziny. Ten niezwykły jubileusz mieszkanka Wojsławic, która wraz ze swoją rodziną zapisała piękną kartę w historii, świętowała w gronie najbliższych.


Uroczystość z okazji setnych urodzin Teodozji Pomiankiewicz odbyła się w sobotę, 13 czerwca. Były kwiaty, życzenia, gratulacje i okazały tort urodzinowy. O zacnej jubilatce pamiętała liczna rodzina oraz władze gminy Wojsławice. Życzenia złożyli wójt Bartłomiej Szajner, zastępca wójta Agnieszka Waleczek oraz przewodniczący Rady Gminy Wojsławice Adam Łopocki. W uroczystości uczestniczyli także przedstawiciele KRUS w Chełmie z kierownikiem Markiem Sikorą na czele.

Pani Teodozja urodziła się 8 czerwca 1926 roku w Hołużnem (gmina Grabowiec) jako najstarsza z siedmiorga dzieci Franciszka Mołczana i Władysławy z domu Górnik. Historia Polski mocno wpisała się w losy jej rodziny. Ojciec był legionistą. Rodzinne przekazy głoszą, że uratował życie Józefowi Piłsudskiemu, za co otrzymał 12 mórg ziemi w Poniatówce oraz Krzyż Walecznych. Informacje te rodzina potwierdziła w Centralnym Archiwum Wojskowym. Pamięć o ojcu pani Teodozja pielęgnuje do dziś.

Po powrocie z wojny Franciszek wraz z żoną zamieszkał w Hucie, gdzie rodzina mieszkała aż do wybuchu II wojny światowej. To właśnie tam przyszły na świat ich dzieci, w tym pani Teodozja. W 1945 roku przeżyła pacyfikację i spalenie wsi Huta. Cudem uniknęła śmierci – za pomoc partyzantom była przeznaczona do rozstrzelania.

– Mama gotowała im, prała ich odzież i opatrywała rany. To niesamowite, że w tak strasznych czasach, jako młoda dziewczyna, miała w sobie tyle odwagi, by pomagać polskim partyzantom. Dom dziadków został spalony. Z płonącego budynku mama wyniosła jedynie ślubne zdjęcie swoich rodziców – opowiada Barbara Małys, córka jubilatki.

Po wojnie pani Teodozja wraz z rodziną zamieszkała w Poniatówce. W kwietniu 1951 roku wyszła za mąż za Bronisława Pomiankiewicza. Młodzi małżonkowie zamieszkali na Zarowiu, gdzie prowadzili gospodarstwo rolne oraz pasiekę. W najlepszym okresie liczyła ona około 40 uli. Miód stał się znakiem rozpoznawczym pani Teodozji i do dziś zajmuje szczególne miejsce w jej diecie.

Wraz z mężem doczekała się pięciu córek, którym stworzyła bezpieczny i pełen miłości dom. Zawsze była i nadal jest osobą otwartą, serdeczną i życzliwą nie tylko dla swojej rodziny, ale także dla wszystkich, którzy potrzebowali wsparcia. Prowadziła dom, którego drzwi były zawsze otwarte dla gości. Jej życie było służbą drugiemu człowiekowi, pomocą i troską o innych. Przez wiele lat opiekowała się również swoją mamą, dając przykład oddania i szacunku dla starszego pokolenia.

– Nasz dom zawsze żył zgodnie z hasłem „Czym chata bogata, tym rada”. Mama ofiarowywała schronienie, serce i gościnność każdemu, kto przekroczył jego próg. Ogromną wagę przywiązywała także do naszej nauki. Codziennie, bez względu na pogodę, posyłała nas do szkoły w Wojsławicach, oddalonej o około cztery kilometry. Powtarzała: „Uczcie się. To, co zdobędziecie, będzie wasze”. Ogromną rolę w życiu mamy zawsze odgrywała wiara w Boga. To wiara pozwalała jej przetrwać okropne dni. Z modlitwy i z miłości do Matki Bożej czerpała nadludzką siłę, by udźwignąć każdy trud – wspomina Barbara Małys.

Pani Teodozja jest matką pięciu córek, babcią 11 wnuków oraz prababcią 12 prawnuków. Dla swojej rodziny pozostaje autorytetem, źródłem życiowej mądrości i wzorem pracowitości. Dziś, mimo stu lat, może pochwalić się dobrym zdrowiem, sprawnością i jasnym umysłem. Jak sama podkreśla, jej receptą na długowieczność są miód i pogoda ducha.

Pani Teodozji życzymy wielu kolejnych lat w zdrowiu, otoczonej szacunkiem, życzliwością i miłością najbliższych. Sto lat to zdecydowanie za mało! (w)

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco!

Najnowsze Wydanie
2026-09-14 Nowy Tydzień tygodnik lokalny
5,00 Kup Gazetę