Strażnicy uzbrojeni do walki z trucicielami

Rozpoczął się sezon grzewczy, a wraz z nim problem spalania w piecach czego popadnie. Świdnicka Straż Miejska już przeprowadziła w związku z tym kilka interwencji. W tym roku strażnicy zostali wyposażeni w nową broń do walki z trucicielami – dysponują dronem, który może zajrzeć do komina i mobilnym laboratorium do badania jakości powietrza.


Świdniccy strażnicy miejscy zapewniają, że reagują na każdy sygnał dotyczący zatruwania okolicy. Tych nie brakuje, mimo że sezon grzewczy tak naprawdę dopiero się rozpoczyna. Były już donosy, że ktoś pali w piecu odzież, płyty ze sklejki czy opala miedziane kable.
Domowe kominy pozbawione są filtrów, dlatego produkują więcej zanieczyszczeń niż zakłady czy spalarnie śmieci. Odpady w warunkach domowych są palone w niskich temperaturach, co powoduje wydzielanie się toksycznych zanieczyszczeń. W dymie z kominów można znaleźć całą tablicę Mendelejewa. Tlenek i dwutlenek węgla, dwutlenek siarki, metale ciężkie, kadm, chlorowodór i cyjanowodór to tylko część szkodliwych substancji, jakie powstają przy spalaniu śmieci w przydomowych instalacjach grzewczych. Szczególnie niebezpieczne dla zdrowia jest spalanie odpadów z tworzyw sztucznych, np. butelek PET, worków foliowych, odpadów z gumy czy lakierowanych materiałów. W wyniku spalania tego typu śmieci do powietrza przedostają się niebezpieczne substancję, jak chociażby silnie rakotwórczy benzopiren.
– Niestety. Do wielu ludzi wciąż nie dociera, że w ten sposób trują, a do tego spalania śmieci zabraniają przepisy – mówi Janusz Wójtowicz, komendant świdnickiej Straży Miejskiej. – Choć od czterech lat obowiązuje nowa ustawa śmieciowa, to tak naprawdę niewiele się zmieniło. Ludzie w dalszym ciągu spalają śmieci, choć mogą wrzucić je do pojemników i w dniu wywozu wystawić je przed bramę.
Warto zatem przypomnieć, że strażnicy miejscy mogą ukarać osobę spalającą w piecu śmieci mandatem do 500 zł albo skierować do sądu wniosek o ukaranie. Sąd z kolei ma prawo wymierzyć karę w wysokości do 5 tys. zł.
– Dotychczas nasze kontrole w tym zakresie kończyły się tylko na mandatach. Mamy jednak na oku kilka osób, które notorycznie palą odpadami. Niewykluczone, że w ich przypadku skierujemy wnioski do sądu. Bo ile można tłumaczyć? – dodaje komendant. (mg)