Studenci zbudowali czołg

Studenci Politechniki Lubelskiej zbudowali replikę trenażera czołgowego MPG-69. Skonstruowany w 1969 pojazd to dzieło lublinianina, 96-letniego dziś płk. Zbigniewa Węglarza.


Odtworzeniu maszyny grupa entuzjastów z Politechniki Lubelskiej poświęciła ponad 1,5 roku. Studenci, skupieni w Kole Naukowym Inżynierii Materiałowej pod kierunkiem dr. inż. Leszka Gardyńskiego, musieli swoją pracę nad trenażerem zaczynać od podstaw. Brakowało im nie tylko dokumentacji, ale i podstawowych części do tego pojazdu. Na szczęście fachową radą mógł im służyć konstruktor i pomysłodawca maszyny – płk Zbigniew Węglarz.

– Pojazd zbudowany na Politechnice Lubelskiej jest prawdopodobnie jedynym istniejącym egzemplarzem trenażera MPG 69. Pozostałe zostały zezłomowane, a wzmianki o ostatnich egzemplarzach pochodzą z lat 90. – mówi płk Zbigniew Węglarz. Jego wynalazek powstał w latach 60-tych ubiegłego wieku na zamówienie wojska, które szukało oszczędności przy nauce jazdy czołgistów.

Na lekkim trenażerze, na którym nauka odbywała się tak, jak na czołgiem wojsko zaoszczędziło miliony złotych, m.in. na paliwie. – Kiedyś to były po prostu problemy ze szkoleniem kierowców czołgów. W Związku Radzieckim szkolenie czołgisty zaczynało się tak, że kandydatowi na kierowcę zakładano na głowę tekturowe pudło ze szczeliną i chodził tak, parę dni, żeby przyzwyczaić się do obserwacji pola walki przez peryskopy. Potem siadał na tzw. bujankę, taki prymitywny szkielet z rur, na którym było siodełko czołgowe i dźwignie kierowania.

Jeden żołnierz kiwał bujanką, imitując jazdę po wybojach, a kierowca starał się trafić nogami na pedały – wspominał w „Nowym Tygodniu” płk Zbigniew Węglarz. – Innych urządzeń wtedy nie było. Jak przechodzono do szkolenia na czołgu, to zaczynały się problemy, bo instruktor nauki jazdy z kierowcą kontakt miał tylko przez telefon pokładowy – hełmofon i tylko w ten sposób mógł mu wydawać instrukcje. Niedoświadczeni kierowcy często się stresowali, nie zabierali nogi ze sprzęgła i je palili. A jego naprawa to kosztowna impreza. Trzeba było wymontować cały silnik czołgu, żeby taką drobnostkę naprawić. Trenażery były wybawieniem dla początkujących czołgistów – dodaje płk Węglarz.

Teraz, dzięki zapałowi młodych konstruktorów, może osobiście podziwiać w pełni odbudowaną sprawną maszynę. Jej pokaz odbył się w ubiegły czwartek 25 października na lubelskiej Politechnice. – Pojazd powstał w oparciu o resztki oryginalnej ramy, pochodzącej z trenażera użytkowanego do celów filmowych. Jeden z boków ramy przez ok. 30 lat był wbetonowany w ziemię i stanowił podporę masztu antenowego. Oryginalna jest też część podwozia, niektóre piasty i koła.

Przedział kierowcy wyposażono tak, jak w czołgu T-54. Do budowy użyto silnika S-31, pochodzący z samochodu Syrena 104. Sprzęgła boczne pochodzą z samochodów GAZ/Lublin 51, hamulce ze Stara 660, przekładnie łańcuchowe z motocykla Junak – wylicza dr inż. Leszek Gardyńki, opiekun Koła Naukowego Inżynierii Materiałowej PL. Trenażery konstrukcji lubelskiego specjalisty były wykorzystywane w jednostkach pancernych na terenie całego kraju. Zrekonstruowany pojazd to najprawdopodobniej jedyny taki w kraju, bo nie zachował się żaden z wyprodukowanych niemal 200 egzemplarzy.

Emilia Kalwińska