Studium znaczy przyszłość

Najwięcej do powiedzenia na nadzwyczajnej sesji rady mieli mieszkańcy

Górki czechowskie i ogrody działkowe – kwestia ochrony zieleni zdominowała w środę nadzwyczajną sesję Rady Miasta Lublin, zwołaną na wniosek radnych Prawa i Sprawiedliwości. Obrady były nietypowe, gdyż dominujący głos należał do mieszkańców. Z radnymi i planistami omawiali oni uwagi złożone do drugiego wyłożenia dokumentu „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego”.


Studium to najważniejszy dokument planistyczny miasta. Ratusz aktualizuje go, gdyż obecna wersja pochodzi z 2000 roku i nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości. Choć „Studium” nie jest aktem prawa miejscowego, wyznacza kierunek prac planistów nad bardziej szczegółowymi, miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.

Sesja niczym konsultacje

Radni PiS uznali, że tak istotna sprawa, w obliczu kilku tysięcy uwag zebranych do drugiego wyłożenia studium, wymaga zwołania obrad rady miasta i kolejnej dyskusji. – Źle się stało, że nie dopuszczono mieszkańców do głosu w tej sprawie na sesji zwyczajnej (24 maja, przyp. red.). Stąd nasz wniosek o sesję w trybie nadzwyczajnym – uzasadniał Tomasz Pitucha, przewodniczący klub radnych PiS w radzie miasta. Nie wykluczył, że będą zwoływane kolejne sesje w tej sprawie, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Same obrady przypominały spotkania zespołu planistów z mieszkańcami, radnymi dzielnic czy społecznikami. Takich dyskusji odbyło się przy „Studium” już kilkanaście. Spornych kwestii, takich jak: przyszłość górek czechowskich, przedłużenie ul. Smoluchowskiego, budowa tzw. południowej obwodnicy Lublina, nie wyjaśniły. Mieszkańcy przybyli w bojowych nastrojach, z transparentami: „Nie betonujmy górek”, „Gazociąg pod oknami, teraz droga zbiorcza”, „Grzebowisku mówimy »Nie«”.

Architekci i planiści wyjaśniali od początku, że „Studium” nie będzie remedium na wszystkie miejskie bolączki. – Nie rozwiąże problemu kolejności remontów dróg, budowy latarni czy rond. To akt strategiczny dla całego miasta, służący opracowaniu miejscowych planów – mówiła architekt Grażyna Dziedzic-Wiejak, koordynująca zespołem pracującym nad „Studium”.

Górki rozgrzewają nieprzerwanie

Na sesję wrócił temat przyszłości górek czechowskich. Na obrady przybyli zarówno obrońcy zielonej przestrzeni dawnego poligonu, jak i zwolennicy budowy parku oraz osiedla według wizji dzisiejszego właściciela terenu, czyli spółki deweloperskiej TBV.

– Górki zogniskowały nam problem w całym mieście Gdyby nie arogancja urzędników nie doszłoby do zrzeszania się mieszkańców w „gorących sprawach” – grzmiał Andrzej Filipowicz, radny z Czechowa Południowego i Lubelskiego Alarmu Smogowego.

Kilku mówców podkreślało, że miastu należy się wielki park, porównywalny z warszawskimi Łazienkami. – Większość mieszkańców jest za uchwaleniem studium. Tysiące ankietowanych popierają stworzenie parku, z którego korzystać będą wszyscy – mówił Krzysztof Klimkowski, pełnomocnik stowarzyszenia Wzgórze Botanik.

Wtórował mu Michał Maciejewski, przewodniczący komitetu budowy parku na górkach czechowskich. – Dziś mieszkańcy nie mają alternatywy, jeśli chodzi o wypoczynek na północnym Lublinie. Organizacja parku leży w interesie społecznym miasta! Nieprawdą jest, że straci na tym środowisko i jakość powietrza. Nie może być tak, że obrońcy górek terroryzują innych i radę miasta.

– Mieliśmy świadomość, jaki teren kupujemy. Proponujemy realizację parku naturalistycznego na 75 hektarach. Decyzja należy do radnych – podtrzymał wcześniejsze deklaracje Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV, właściciela 105 ha terenu dawnego poligonu.

Mówił też o planach spółki budowy bloków na ok. 30 hektarach górek. Od strony Poligonowej bloki miałyby mieć wysokość do ośmiu pięter, a od ul. Koncertowej tyle, co już istniejące osiedla.

Łącznie prezes Dzioba oszacował liczbę planowanych mieszkań na trzy tysiące dla 7-9 tysięcy mieszkańców.

O bezprawnym procedowaniu „Studium”, w kontekście górek mówiła Zofia Trębaczewska-Smutek, wieloletnia przyrodniczka ze Sławina. – Ignoruje się unijne zarządzenia w sprawie ochrony roślin i zwierząt. Ten jedyny rejon miasta nie wymaga kosztownych dostosowań.

Zieleń działkowa, czyli awantura o dwa słowa

Na sesję wrócił zapalny temat z poprzednich obrad, czyli przyszłość ogródków działkowych w dolinie rzeki Bystrzycy. Choć działkowców uspokajano, wskazując na potrójną ochronę (akt własności, zapisy w studium i planie zagospodarowania), nie odpuszczali istotnej dla sprawy klauzuli.

Zawiera się ona w wyrażeniu „zieleń działkowa”. Nowelizowane w II wyłożeniu studium określa działki wciąż jako „zieleń urządzoną”, co wzbudziło niepokoje działkowców.

– Czy trzeba było aż takiej debaty, by wykonać prosty wpis do „Studium”? Teraz zbywa się nas. Zieleń urządzona daje możliwość organizowania innych rzeczy niż ogrody działkowe – mówiła Izabela Radlińska z ROD „Podzamcze”.

– Prezydent obiecywał na spotkaniu z nami zapis o „zieleni działkowej”, tymczasem otrzymaliśmy zarys ogrodu z zapisem „zieleń urządzona”. To duże rozczarowanie. W „Studium” jest to samo. Co tu urządzać, jak ogrody funkcjonują od 50 lat – mówiła Elżbieta Zasuwa z ROD „Robotnik”.

Urzędnicy do oporu powtarzali, że w obliczu zapisów „Studium” przyszłość ogrodów jest pewna. – Jest ustawa o ogrodach działkowych. ROD „Podzamcze”, „Młynarz”, czy „Robotnik” mają tytuł użytkowania. Postępowania są zakończone, decyzje z wpisem do ksiąg wieczystych są prawomocne. Spełniają z definicji warunek „zieleni urządzonej”. Bez waszej wiedzy nikt nie może z waszymi działkami nic zrobić – tłumaczył Arkadiusz Nahuluk, dyrektor Wydziału Gospodarowania Mieniem ratusza.

– Nikt nikogo nie oszukuje. Zapisy są precyzyjne. Macie państwo teren urządzony, tak to należy rozumieć. W związku z niepewnością działkowców dopiszemy wprost zapis o zieleni działkowej – obiecywał wiceprezydent Lublina Artur Szymczyk.

Emocje przy Smoluchowskiego

Sporo emocji wywołało planowane przedłużenie ulicy Smoluchowskiego. W części „Studium” poświęconym kierunkom rozwoju miasta, planiści „wydłużyli” tę drogę aż za ul. Zemborzycką, wpinając ją w – również planowaną – tzw. południową obwodnicę Lublina. Na sesji oburzali się przeciwnicy tego rozwiązania.

– Złożyliśmy tysiąc uwag przeciw przedłużeniu ul. Smoluchowskiego. Droga wygeneruje kilka problemów. Przede wszystkim zagrozi życiu mieszkańców. Wzdłuż ulicy jest stary, 20-letni gazociąg, niespełniający dzisiejszych norm. Osiedle pobudowało się za blisko. Obawiamy się wybuchu czy to podczas prac, czy też użytkowania takiej drogi. Do tego dochodzi kwestia zagęszczenia ruchu. Niektóre posesje otoczone zostaną przez drogi z trzech stron (Zamenhofa, Świętochowskiego, przedłużona Smoluchowskiego) – mówili Michał Samolej z komitetu „Spokojna Dziesiąta” oraz Jacek Jaskowiak, mieszkaniec Dziesiątej.

Urzędnicy i planiści odpierali ich zarzuty twierdząc, że za wcześnie na dyskusję o inwestycji. – To dokument studyjny. Dziś nie mówimy o inwestycji drogowej – mówił Artur Szymczyk.

Przeciwnicy przedłużenia powoływali się na wybuch gazociągu w Murowanej Goślinie. – Rozporządzenie ministra z 2003 roku nie zezwala na budowę przy gazociągu o średnicy 500 cm. Operator, który był w terenie na wizji, dziwił się, dlaczego położono go tak blisko osiedla mieszkaniowego – mówili.

W zamian radzili wykreślenie przedłużenia Smoluchowskiego na rzecz przedłużenia Diamentowej. Proponowali też inwestycje w już istniejące drogi. – Lepiej poprawić takie ulice jak Świętochowskiego czy Lema. Usprawniłoby to dojazdy, koszty społeczne byłyby niższe – mówili mieszkańcy.

Konsekwencja braku planów

Zgadzano się co do jednego – całemu miastu potrzeba miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. – Dopiero na etapie prac nad planami będzie można mówić, że konkretna inwestycja jest zła. Bez studium będziemy mieli takie „potworki”, które powstają tylko w oparciu o decyzję o warunkach zabudowy – mówił wiceprezydent Szymczyk.

– Nie można wciskać bloków tam, gdzie nie ma na nie miejsca. Tak planowano w programie Mieszkanie Plus, proponując tereny kolejowe Dziesiątej, czy Zemborzyc. Te ostatnie są strefą rekreacyjną, a bloki od Wrotkowa i tak „podeszły” blisko zalewu Zemborzyckiego – dodawał radny Leszek Daniewski.

Zapomniane Stare Miasto, niesłyszalna Dzierżawna

Dyskusja o planowaniu przekładała się na rozmowę o inwestycjach i zaniedbaniach. Tak było m. in. w przypadku Starego Miasta. – Obwożę turystów. Widzę, jak wyglądają zardzewiałe blachy, odpadające tynki. To niecałe 150 metrów od ratusza! Wystarczy przejść się po zaułkach od Lubartowskiej. Szkoda, to niechlujstwa wielu ekip rządzących ratuszem – mówił Wojciech Górski, przewodnik i właściciel firmy Lublin City Tour.

Niezadowolona jest też dzielnica Za Cukrownią. – Zapomina się o ulicy Dzierżawnej. W „Studium” jest to rejon zielony. Z drugiej strony mieliśmy obiecane, że przy budowie przedłużenia Lubelskiego Lipca będzie też wykonana kanalizacja. Teraz, przy zapisach o terenie zielonym, nie ma mowy o budowie kanalizacji, na którą mieszkańcy czekają od 30 lat. Woda stoi i nie ma jak spłynąć – mówiła Lidia Kasprzak-Chachaj, przewodnicząca rady dzielnicy Za Cukrownią. – Rok w rok rada wyznacza krocie ze skromnej rezerwy celowej na wzmacnianie uliczek prowadzących do rzeki, a budowę kanalizacji odkłada się w czasie, choć mieszka tu niemało ludzi.

Tematów było więcej. Sprzeciw wobec grzebowiska dla zwierząt przy ulicy Torowej, niewydolność całego układu dróg w mieście, rozpoczęcie budowy cmentarza przy ulicy Poligonowej – to tylko niektóre zagadnienia, w których nie udało się osiągnąć kompromisu,

Uwagi z II wyłożenia „Studium” wciąż wpływają do Wydziału Planowania UM Lublin. – Nie wiemy jeszcze, czy będzie zasadne trzecie wyłożenie dokumentu. Decyzja zapadnie po opracowaniu wniosków – mówiła Małgorzata Żurkowska, wicedyrektor Wydziału Planowania ratusza.

BARTŁOMIEJ CHUDY