Świdnickie szkoły w poszukiwaniu złotego środka

Jedni są zdania, że to integralna część procesu nauczania i szkolnych obowiązków. Inni uważają za relikt przeszłości, który niepotrzebnie obciąża już i tak zapracowanych uczniów. Mowa o zadawanych przez nauczycieli pracach domowych. Dyskusja o tym, czy są potrzebne, czy nie, od jakiegoś czasu toczy się w kraju. Szkoła Podstawowa nr 5 w Świdniku postanowiła podejść do problemu naukowo.


Już w ubiegłym roku Rzecznik Praw Dziecka informował, że do jego biura zwraca się coraz więcej dzieci i ich rodziców, skarżących się na nadmiar prac domowych. „Uczniowie są przemęczeni, zniechęceni do zajęć szkolnych, nie mają możliwości odpoczynku oraz szans na realizowanie i rozwijanie pasji. Nauczyciel zadający obszerną pracę domową zwykle nie wie o pracach zadawanych z innych przedmiotów, czego efektem jest wielogodzinne spędzanie czasu przeznaczonego na odpoczynek, na nauce – nawet do późnych godzin wieczornych – mówi rzecznik.
– Rzeczywiście dzieci są przeciążone – mówi mama siódmoklasisty z jednej ze świdnickich szkół. – Do szkoły noszą ciężkie plecaki, do godziny piętnastej mają zajęcia, a kiedy wracają do domu, też mają co robić. Aby odrobić tylko polski i matematykę, czasem potrzeba kilku godzin.
Nauczyciele przyznają, że uczniowie – zwłaszcza ci ze starszych klas – mają dużo obowiązków. Jednak, jak podkreślają, trudno się czegoś dobrze nauczyć w ciągu 45 minut lekcji.
– Powtarzanie i utrwalanie wiedzy jest potrzebne. Sama staram się, aby prace domowe nie były bardzo czasochłonne, ale większość dzieciaków i tak nie zadaje sobie trudu, aby je odrobić, albo „idą na skróty” i korzystają z internetu – zadanie.pl i tym podobnych stron. Kiedy raz na jakiś czas zadam przygotowanie wypracowania, to dostaje kilka takich samych, oczywiście skopiowanych z internetu – mówi jedna z anglistek.
Szkoła Podstawowa nr 5 w Świdniku do tematu zadawania prac domowych postanowiła podejść naukowo. Przygotowała ankietę, w której pyta nie tylko rodziców, ale też nauczycieli oraz samych uczniów o opinie na ten temat.
– Ankietę można znaleźć na naszej stronie internetowej – mówi Tomasz Szydło, dyrektor „piątki”. – Jest anonimowa. Zależy nam, aby wypełniło ją jak najwięcej osób. Nie mamy jeszcze pełnych wyników, ale kiedy już je poznamy, będziemy wiedzieć, na czym stoimy, co pozwoli wypracować jakiś złoty środek.
Dyrektor dodaje, że z informacji, które już ma, wynika, że zdania na temat prac domowych są bardzo podzielone.
– Rodzice, którym zależy na tym, aby dzieci były dobrze wyedukowane, dążą do tego, by te jak najwięcej pracowały. Są też rodzice – choć wydaje mi się, że tych jest mniej – którzy są zdania, że prac domowych jest za dużo. Podobnie jest z uczniami. Ci najbardziej zaangażowani chcą pracować, a co niektórzy szukają wymówek. Staramy się to wyśrodkować. Na pewno nie zechcemy rezygnować z prac domowych. Samodzielna praca to ważna część nauki. Z drugiej strony nie chcemy też przeciążać dzieci. Zadanie domowe ma być elementem uzupełniającym i utrwalającym lekcje. Są nauczyciele, którzy są zwolennikami zadawania nawet na wakacje. Nie jest to zły pomysł. Nie chodzi o to, żeby godzinami siedzieć nad książkami, ale poświęcić np. czytaniu choćby kwadrans dziennie. Chodzi o higienę umysłu. Jak ktoś regularnie nie trenuje, mięśnie słabną. Tak samo jest z umysłem – też trzeba go trenować – dodaje Szydło.
O to, czy prace domowe są potrzebne, już jakiś czas temu swoich uczniów zapytała także Szkoła Podstawowa nr 7 Świdniku. Była to reakcja na sygnały rodziców, którzy skarżyli się, że dzieci są za bardzo przeciążone nauką.
– Zapytaliśmy wtedy anonimowo uczniów, ile czasu poświęcają na pracę domową. Okazało się, że siedzenie przy odrabianiu pracy domowej a odrabianie jej to dwie różne rzeczy. Uczniowie odpowiadali w badaniu, że na odrobienie lekcji potrzebują od godziny do dwóch. Zadaliśmy uczniom również pytanie, czy widzą potrzebę odrabiana prac domowych, czy ta praca w czymś im pomaga. Okazało się, że jest potrzebna, że daje możliwość powtórzenia materiału, pójścia na lekcje lepiej przygotowanym i z szerszą wiedzą. Rzadko pojawiały się odpowiedzi, że praca domowa to strata czasu – mówi Piotr Bogusz, dyrektor SP nr 7.
Dyrektor „siódemki” zwraca uwagą także na inny aspekt. Po reformie edukacji i „powrocie” klasy siódmej i ósmej szkoła podstawowa stała się szkołą „poważną”, bo przygotowuje do egzaminu po ósmej klasie.
– Wyniki tego egzaminu będą decydować o przyjęciu dziecka do szkoły średniej – przypomina P. Bogusz. – Wiadomo, że im więcej się pracuje, tym lepsze są wyniki. Potrzebna jest zatem nie tylko praca w szkole, ale również w domu. Oczywiście moglibyśmy pójść w stronę modelu edukacji, jaki funkcjonuje np. w krajach skandynawskich. Tam nie zadaje się prac domowych, ale dzieciaki są w szkole od godziny 8 do 18. Szkoła zapewnia naukę, wyżywienie, zajęcia dodatkowe. Po powrocie do domów dzieci mają czas na odpoczynek i zabawę. W takim ujęciu to ma sens. Nasze dzieci wracają do domów o godz. 13, 14 albo 15. Musi być więc czas w domu na powtórzenie materiału i przygotowanie do zajęć. Ale – co ważne – ta praca nie powinna być zadana „pro forma” – musi mieć jakiś cel.
(w)