Świdnickie trzylatki w zawieszeniu

– Ilość chętnych przekracza ilość miejsc, ale rekrutacja przebiega spokojniej niż w ubiegłym roku – mówią o tegorocznym naborze do miejskich przedszkoli przedstawiciele świdnickiego ratusza. Dla ilu dzieci zabrakło miejsc, okaże się wkrótce.


Rekrutacja do świdnickich przedszkoli powoli dobiega końca. Ci, którzych dzieci się dostały bardzo się cieszą, ci którzym nie, szukają wolnych miejsc lub liczną na to, że ktoś zrezygnuje. Jak i w poprzednich latach, tak i w tym roku dużym zainteresowaniem wśród rodziców cieszyło się Przedszkole nr 7 przy ul. Hryniewicza.

– Dysponowaliśmy 57 wolnymi miejscami – mówi Ewa Marchlewska, dyrektor placówki. – To więcej niż w ubiegłym roku. Przyjęliśmy wszystkie chętne cztero- i pięciolatki, które spełniały kryteria i dla których nasze przedszkole było placówką pierwszego wyboru. O przyjęcie do grupy sześciolatków nikt się nie ubiega. Problem stanowiła grupa trzylatków. Tu wniosków o przyjęcie było więcej niż miejsc. W grę wchodziły kryteria i przyznawane za nie punkty. Minimalna ilość punktów, a jaką przyjmowaliśmy, to 14.

Ostatecznie do Przedszkola nr 7 przyjęto 35 trzylatków.

– Nie wszystkie trzylatki przyjęliśmy, ale z informacji, które mam, wynika, że te dzieci powinny znaleźć miejsca w innych placówkach. Trudno mi dziś powiedzieć, ile dzieci nie przyjęliśmy. W sumie dostaliśmy 114 podań, ale nie we wszystkich byliśmy placówką pierwszego wyboru, więc ta statystyka jest niepełna. Mogę za to powiedzieć, że w tym roku rekrutacja przebiegła dużo spokojniej niż rok temu. Wydaje mi się, że o miejsce było łatwiej – mówi dyrektor „siódemki”.

Bożena Zapalska, naczelnik Wydziału Oświaty i Spraw Społecznych Urzędu Miasta Świdnik, przyznaje, że choć chętnych do miejskich przedszkoli jest więcej niż miejsc, zwłaszcza w roczniku trzylatków, dla większości dzieci miejsca powinny się znaleźć, jeśli nie w miejskich, to w niepublicznych placówkach lub innych formach opieki.

– Pełniejszy obraz sytuacji będziemy mieć w przyszłym tygodniu – tłumaczy naczelnik Zapalska. – Rodzice wciąż jeszcze potwierdzają wolę przyjęcia dzieci w wybranych placówkach, a czasem nie potwierdzają i wszystko wydłuża się w czasie. Nie wiemy jeszcze, jak wygląda sytuacja w niepublicznych placówkach. Często jest tak, że rodzice asekurują się i zapisują dziecko jednocześnie do publicznej i niepublicznej placówki. Potem część tych miejsc się zwalnia. Rekrutacja w tym roku rzeczywiście przebiega spokojniej. Jak dotąd nie miałam skarg od rodziców, że gdzieś jest jakiś problem. Oddziały przedszkolne, zerowe, tworzymy też w szkołach. W ten sposób mamy więcej miejsc w przedszkolach dla młodszych dzieci. (w)