Świdniczanie drżą o zakład

Wszyscy w Świdniku martwią się, jak z gospodarczymi zawirowaniami związanymi z pandemią koronawirusa poradzi sobie PZL-Świdnik – największy pracodawca w mieście i jeden z największych w regionie. Na razie wytwórnia pracuje niemal normalnie, choć nikt nie ma wątpliwości, że całkiem bezboleśnie przez te trudne czasy przejść się nie da.


Zakład zatrudnia blisko 3000 osób i współpracuje z niemal 1000 polskich przedsiębiorstw. Od jego kondycji zależy więc los kilku tysięcy rodzin. Nic więc dziwnego, że świdniczanie w dobie pandemii koronawirusa, który demoluje gospodarkę na całym świecie, drżą o firmę.

Tym bardziej, że główne zakłady koncernu Leonardo, do którego należy świdnicka fabryka, znajdują się we włoskiej Lombardii, najbardziej dotkniętym pandemią regionie w Europie, a decyzją włoskich władz od niemal miesiąca wszystkie fabryki i zakłady produkcyjnych, które nie mają strategicznego znaczenia niezbędnego dla funkcjonowania kraju, są zamknięte. Na szczęście PZL-Świdnik ciągle pracuje niemal normalnie.

Zarząd firmy zaraz po pojawieniu się epidemii we Włoszech podjął działania prewencyjne, mające zapobiec pojawieniu się przypadków zakażeń w świdnickim zakładzie. Już w drugiej dekadzie lutego zostały wstrzymane zagraniczne wyjazdy służbowe (te do Włoch wcześniej były na porządku dziennym), a w firmie pracownikom nakazano regularnie myć ręce i zachować od siebie odległość co najmniej metra.

Później w zakładzie pojawiły się płyny dezynfekujące, rękawiczki ochronne, półmaski, a minimalną odległość między pracownikami zwiększono do 1,5 metra. Ponadto zakład podzielono na strefy tak, by pracujące w nich osoby nie miały kontaktu z pracownikami innej strefy. Ma to zapobiec zamknięciu całego zakładu i poddaniu kwarantannie całej załogi, w przypadku wystąpienia zakażenia, u któregoś z pracowników. Dokonany podział ma zapewnić ciągłość produkcji nawet w takim przypadku.

– PZL-Świdnik kontynuuje swoją działalność operacyjną i wprowadzamy wszelkie procedury, by chronić naszych pracowników w okresie pandemii – mówi Dariusz Szulc, rzecznik prasowy PZL-Świdnik. – Na tym etapie jest zbyt wcześnie, aby ocenić, jak epidemia i związane z nią problemy gospodarcze wpłyną na zakład, ale należy liczyć się z zakłóceniami łańcucha dostaw, spowolnieniem produkcji, zmianami w harmonogramach i procesach dostaw do klientów – nie kryje rzecznik, dodając, że obowiązujące na całym świecie ograniczenia w przemieszczaniu się, w zasadzie uniemożliwiają negocjacje handlowe i zawieranie nowych kontraktów.

Załoga zdaje sobie jednak sprawę, że koronakryzysu nie da się przejść całkiem bezboleśnie. – Nawet chwilowe wstrzymanie łańcuchów dostaw materiałów czy realizacji bieżących umów, może spowodować wstrzymanie produkcji i konieczność redukcji załogi – mówi Robert Syryjczyk z PZL-Świdnik, a jednocześnie świdnicki radny. – Ze swej strony firma robi wszystko, by utrzymać miejsca pracy i produkcję. Temu też służyć mają wprowadzone rozwiązania organizacyjne i rygory higieniczne. Pewne spowolnienia daje się już jednak odczuć, stąd zachęca się pracowników do wykorzystywania zaległych urlopów wypoczynkowych.

Załoga liczy, że w ewentualnych kłopotach pomoże jej rząd, realizując obiecane już dawno kontrakty.

– Rozmowy z Inspektoratem Uzbrojenia na temat kontraktu na modernizację śmigłowców Sokół do wersji wsparcia pola walki zostały zawieszone, choć obietnice otrzymania przez nasz zakład tego zlecenia padły już przed pięcioma laty – przypomina Robert Syryjczyk. 

JN

Leonardo z nowym zleceniem

Grupa Leonardo, będąca właścicielem PZL-Świdnik, pochwaliła się podpisaniem wartego ok. 75 mln euro kontraktu na modernizację systemów identyfikacji włoskich sił zbrojnych do nowego standardu NATO. I choć sprzęt w całości zostanie dostarczony przez włoskie zakłady koncernu, to dla dotkniętej pandemią koronawirusa światowej, a szczególnie, włoskiej gospodarki, każdy dodatkowy kontrakt dla spółki-matki jest dobrą wiadomością również dla świdnickiej wytwórni.

Zgodnie z umową koncern dostarczy i zainstaluje na platformach lądowych i morskich włoskich sił zbrojnych sprzęt najnowszej generacji pozwalający na identyfikację sprzętu wojskowego swojego i wroga (New Generation Identification Friend or Foe” NGIFF), a tym samym uniknięcie pomyłek.

System NGIFF oferowany przez Leonardo wykorzystuje własne urządzenia kryptograficzne i jest jedyną dostępną na rynku alternatywą dla amerykańskiego systemu kryptograficznego. Armia włoska, jest kolejną, po brytyjskiej, która skorzysta z włoskich rozwiązań. Dalszym etapem współpracy Leonardo z włoskiem ministerstwem obrony ma być wyposażenie w system NGIFF także włoskich samolotów i śmigłowców, aktualizując je do standardów NATO.