Świdnik pod wodą

Tak po środowej ulewie wyglądały niektóre świdnickie parkingi

Zalane ulice, skwery, piwnice, zatopione samochody i kilkadziesiąt interwencji straży pożarnej. Wszyscy od tygodni czekali na deszcz, ale nie na taką ulewę, która w ubiegłą środę przeszła nad Świdnikiem i pobliskimi miejscowościami. Mieszkańcy pytają, dlaczego tak się stało mimo budowanego kosztem milionów złotych kolektora deszczowego.

To było jak urwanie chmury. W ciągu kilkudziesięciu minut ulewnego deszczu pod wodą znalazło się wiele posesji, ulic i parkingów na terenie Świdnika i sąsiedniej gminy Mełgiew.

– Prace związane z usuwaniem skutków zalań i podtopień zajęły ponad pięć godzin. Do działań zadysponowano łącznie 48 strażaków z KP PSP w Świdniku oraz z OSP w Trzeszkowicach, Minkowicach, Piaskach, Bystrzejowicach Drugich, Krzesimowie oraz Dominowie – mówi st. kpt. Paweł Dańko, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Świdniku. – W sumie strażacy podjęli 16 interwencji polegających na wypompowywaniu wody z zalanych piwnic i garaży, czy udrażnianiu przepustów oraz studzienek kanalizacyjnych.

Najwięcej interwencji dotyczyło samego Świdnika (ulic: Wiśniowej, Głogowej, Kusocińskiego, Ratajczaka, Armii Krajowej, Hallera oraz Piłsudskiego), gdzie pod wodą znalazły się piwnice budynków i stojące na parkingach auta.

Co z kolektorem?

Zaraz po burzy wielu świdniczan zaczęło zadawać pytanie, dlaczego po raz kolejny doszło do takich podtopień skoro miasto od ubiegłego roku chwali się, że warta niemal 40 mln złotych, (na którą udało się pozyskać potężne unijne dofinansowanie), budowa kolektora deszczowego jest niemal ukończona? To właśnie kolektor miał chronić większość obszarów miasta, w tym jego centrum, przed podtopieniami.

– Budowa kolektora faktycznie jest niemal na finiszu, bo system rur jest wykonany, ale nie jest jeszcze zakończona, bo pozostał jeszcze ostatni etap, czyli budowa zbiornika. Firma, która wygrała przetarg, jest w trakcie jego budowy, a planowane zakończenie prac przypada na jesień tego roku – mówi Marcin Dmowski, zastępca burmistrza Świdnika. – Gdybyśmy już w tym momencie uruchomili pełną przepustowość rur w Świdniku bez tego zbiornika, to zalałoby cały Krępiec. Z tego powodu możliwości kolektora w odprowadzaniu wód deszczowych pozostają na razie mocno ograniczone. JN