Świdnik utonie w śmieciach?

Pod koniec czerwca Zakład Zagospodarowania Odpadów Kom-Eko S.A. odmówił przyjmowania nieposegregowanych odpadów komunalnych z terenu Świdnika – najpierw do 12 a później do 28 lipca. Jeśli jednak ten okres się wydłuży, miasto i wywożąca odpady ze Świdnika spółka Remondis będą miały poważny problem. Trwa gorączkowe szukanie rozwiązania, by miasto nie utonęło w śmieciach.


Zamieszanie związane jest z uchwałą przyjętą przez Sejmik Województwa Lubelskiego w 2018 roku, która podzieliła Lubelszczyznę na osiem regionów gospodarki odpadami (RGO) i wskazała zakłady gospodarki odpadami, do których mają trafiać śmieci z danego RGO. Świdnik wraz z 46 innymi gminami, w tym Lublinem, został przyporządkowany do Regionu Centralno-Zachodniego, na obszarze którego działają cztery zakłady przetwarzania odpadów: Kom-Eko w Lublinie oraz zakłady w Wólce Rokitnickiej, Bełżycach i Kraśniku. Odpady ze Świdnika trafiały do Kom-Eko. Tymczasem pod koniec czerwca firma poinformowała, że na tydzień wstrzymuje odbiór niesegregowanych odpadów ze Świdnika, ze „względu na ograniczone moce przerobowe instalacji”, a następnie przedłużyła ten termin do 28 lipca.

– Sytuacja jest bardzo poważna – mówi Marcin Dmowski, zastępca burmistrza. – Nigdy wcześniej nic takiego nie miało miejsca. Odpadów, które wytwarzamy, jest po prostu za dużo i Regionalne Instalacje Przetwarzania Odpadów Komunalnych, zaczynają mieć problem z ich pomieszczeniem i przetworzeniem. To dotyczy też innych samorządów z naszego województwa.

Na razie Remondis wywozi odpady niesegregowane do zakładu w Wólce Rokickiej, ale ten zgodził się przyjąć ich maksymalnie 9 ton, a niewykluczone, że niebawem odmówi ich przyjmowania, bo też zaczyna brakować mu mocy przerobowych.

Fiaskiem zakończyły się rozmowy Remondisu z zakładami w Bełżycach i Kraśniku, bo one też nie są w stanie zwiększyć ilości odbieranych odpadów. Teraz spółka chce szukać ratunku w zakładach w Łęcznej oraz Włodawie. Jest jeszcze opcja wywożenia odpadów jeszcze dalej, nawet do Warszawy, ale wtedy transport wiązałby się z ogromnymi kosztami, a to musiałoby się przełożyć na opłaty za wywóz śmieci uiszczane przez mieszkańców.

Czy to oznacza, że istnieje zagrożenie, że w naszym mieście zaczną zalegać nieodbierane śmieci?

Jeśli Kom-Eko znowu przesunie termin, to będziemy mieć bardzo poważny problem. Jeżeli nie będzie miał kto odbierać śmieci z miasta, to miasto nie będzie mogło zabrać ich od mieszkańców – przyznaje Marcin Dmowski. – Robimy wszystko, by nie dopuścić do takiej sytuacji. Na pewno będziemy chcieli spotkać się również z wojewodą i marszałkiem, a także z przedstawicielami innych samorządów z naszego regionu, by wypracować jakieś skuteczne rozwiązanie.

W ubiegłym tygodniu wiceburmistrz spotkał się z przedstawicielami zakładu w Wólce Rokickiej.

– Udało się wynegocjować, że do końca lipca zakład zniesie ten limit 9 ton – informuje Dmowski. – Jednak cały czas czekamy na decyzję Kom-Eko o ponownym otwarciu przetwórni na nasze odpady. JN