Święcone dobre i dla łakomczucha

Tradycja święcenia pokarmów liczy setki lat. O zwyczaju tym opowiada Małgorzata Podlewska-Bem z Muzeum Ziemi Chełmskiej.

W Polsce obrzęd święcenia pokarmów wielkanocnych wprowadzono na początku XIV w. Termin święcenia tylko w sobotę obowiązuje od XVIII w. U szlachty, mieszczan i bogatych gospodarzy święcono całe zastawione w domach stoły. Z kolei chłopi ustawiali kosze, niecki i donice z jedzeniem na placach wiejskich, przy krzyżach czy kapliczkach na wsiach, gdzie czekano na przybycie księdza. W końcu XVIII w. władze kościelne przywróciły święcenie pokarmów w kościele lub w pobliżu kościoła. Na przełomie XVIII-XIX w. uważano, że podczas tak wielkiego święta, jakim jest Wielkanoc, godzi się jeść tylko pokarm pobłogosławiony, poświęcony w kościele. Wierzono także, że pokarm taki nie zaszkodzi największym łakomczuchom. Obecnie, przychodząc do kościoła ze święconką, niezależnie od zawartości koszyczka słyszy się modlitwę wypowiedzianą tylko nad trzema podstawowymi produktami: jajkiem, mięsem i pieczywem.
– Ważniejsze niż miejsce w tradycji, jest ich znaczenie symboliczne, ściśle związane z tajemnicą Paschy. Jajko oznacza zmartwychwstanie, mięso przywodzi na myśl ofiarę baranka, chleb zaś jest, jak zawsze, symbolem nad symbolami, przypominającym chleb eucharystyczny – wyjaśnia Małgorzata Podlewska-Bem z Muzeum Ziemi Chełmskiej. – Początkowo Kościół zabraniał jedzenia jajek w czasie Wielkanocy. Zakaz cofnięto w XII w. Wynikało to z rozdzielenia tradycji kościoła od obrzędowości pogańskiego świata związanego z kultem zmarłych, w których jajko odgrywało ważną rolę. Typowo polskim daniem jest „biała kiełbasa”, dawniej była nią też „głowizna” – marynowana i pieczona głowa świńska, podawana w całości z jajkiem w pysku.
Resztek jedzenia i skorupek jajek nie wyrzucano. W tradycji ludowej wierzono w moc spożywanego jajka. Miało zapewnić zdrowie, pomyślność, płodność, przeciwdziałać złu, ale też w nadzwyczajną moc jej skorupki. Wierzono, że chroni przed szczurami i myszami, dlatego warto ją rozkruszyć i porozsypywać po kątach domu. Gospodyni sypała też garstkę za płot, na rolę. Resztę skorupek obnoszono w otwartej dłoni wszędzie tam, gdzie chadzały kury. Miało przydać im to zdrowia a gospodyni jajek. Także kości ze święconego mięsa nie mogły się zmarnować. Dawano je domowym kotom i psom. Wierzono, że przez najbliższy rok wścieklizna nie będzie się ich imać. (not. mo)