Szczypie na basenie

– Suszarki na basenie w Szkole Podstawowej nr 5 mają jakieś przebicie i potrafią nieprzyjemnie „popieścić” prądem – alarmują nasi czytelnicy. – To naprawdę niebezpieczne, a szkoła początkowo bagatelizowała ten problem, uważając, że to czyjeś wymysły. Teraz problemu nikt już nie lekceważy…


Do pierwszego przypadku, kiedy młodzi pływacy korzystający z zainstalowanych przy basenowych szatniach suszarek, poczuli nieprzyjemne „kopnięcie” prądem, doszło pod koniec lutego tego roku. Przestraszeni uczniowie zgłosili to opiekunom, po czym szkoła wezwała elektryków, aby sprawdzili urządzenia. Ci stwierdzili, że suszarki są sprawne i nie stwarzają żadnego niebezpieczeństwa, ale w ubiegłym tygodniu sytuacja z „kopaniem” przez basenowe suszarki się powtórzyła – tym razem spotkało to kilka uczennic.

– Miały uczucie bolesnego ukłucia i bardzo się przestraszyły. Natychmiast zajęła się nimi szkolna pielęgniarka. Wstępne badania, co później potwierdzono w szpitalu, wykazały, że nic poważnego się nie stało – mówi Tomasz Szydło, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5 w Świdniku. – Natychmiast wyłączyliśmy podejrzane suszarki z użytkowania i wezwaliśmy dwie niezależne, grupy elektryków mające ustalić przyczyny incydentu. Jak na razie fachowcom nie udało się jednak stwierdzić, skąd bierze się problem . Na pewno nie doszło do zwarcia, bo w takim przypadku zadziałałyby bezpieczniki i wyłączniki.

Dyrektor dodaje, że suszarki są markowej firmy Merida, która specjalizuje się w produkcji urządzeń do stosowania właśnie na pływalniach. – Zgłosiliśmy to, co się stało, również do przedstawiciela producenta suszarek. Zapewniono nas, że urządzenia są w pełni bezpieczne i przy każdym spięciu automatycznie by się wyłączyły. Ich specjaliści sugerują, że mogło dojść do zwykłego wyładowania elektrostatyczne, co nie jest związane ze sprawnością urządzenia czy instalacji elektrycznej, czyli nagłego przepływ ładunku elektrycznego między dwoma obiektami o rożnych potencjałach. Można to porównać do iskry przeskakującej czasem, gdy zdejmujemy sweter albo chodzimy po dywanie ze sztucznych materiałów, a później dotykamy klamki – wyjaśnia T. Szydło.

Na wszelki wypadek suszarki w szatniach jednak wyłączono z użytkowania.

Uczniowie i rodzice są jednak mocno zaniepokojeni tym, co się stało. – Córka skarżyła się, że prąd przeszedł ją po całym ciele i bardzo się przestraszyła. Samo odłączenie suszarek chyba nie rozwiązuje problemu, bo może źródło problemu tkwi i w instalacji. Trzeba to jednoznacznie wyjaśnić, bo dzieci boją się teraz chodzić na basen, a i my mamy wątpliwości – mówi mama jednej z dziewczynek.

Dyrektor Szydło zapewnia, że nie bagatelizuje problemu i cały czas próbuje ustalić jego przyczynę i znaleźć rozwiązanie. – Dla pewności tych urządzeń, z którymi były problemy, już nie będziemy używać. Przydałoby się kupić i zamontować nowe suszarki, ale to koszt kilkunastu tysięcy złotych, a takich pieniędzy szkoła nie ma. Jeśli uda się kupić nowe urządzenia, to raczej nie wrócą one do szatni, ale przeniesiemy je na hol gdzie jest mniejsze zawilgocenie i na znajdujące się tam suszarki nikt nigdy się nie skarżył – dodaje Szydło.

Radni świdnickiej opozycji są oburzeni, że po pierwszym incydencie nikt nie informował ich o problemie. „Teraz oficjalna informacja jest taka, że w sumie doszło do czterech przypadków porażenia prądem na basenie, ale z tego, co ja wiem, było ich więcej” – napisał do burmistrza Waldemara Jaksona radny Maciej Kantor (Świdnik Wspólna Sprawa), wnioskując o wyciągnięcie konsekwencji wobec dyrekcji szkoły, która dopuściła do realnego zagrożenia dla zdrowia uczniów i osób korzystających z pływalni.

Radny oczekuje też, że ratusz jak najszybciej przekaże szkole dodatkowe środki na wymianę suszarek i ewentualnie instalacji elektrycznej jeśli okaże się, że jest taka potrzeba. . JN