Szlachetny zakład

Ola Wołodźko i Rafał Wójcik – dwoje przyjaciół ze Świdnika, postawiło, że w tydzień przejadą 500 kilometrów, by pomóc Fundacji Tara, a właściwie koniom, którymi ta się opiekuje. Jechali mimo wiatru, deszczu, upałów i… dopięli swego.


13 lipca ze Świdnika ruszył Charytatywny Rajd Rowerowy dla Tary. Jego pomysłodawcami byli Ola Wołodźko i Rafał Wójcik – dwójka przyjaciół ze Świdnika, których połączyła miłość do koni. Wpadli na pomysł, że zbiorą fundusze na budowę stajni dla koni, znajdujących się pod opieką Fundacji Tara, przemierzając na rowerze dystans 500 km w 7 dni. Wymyślona przez nich zbiórka miała jednak niezwykły charakter, bo polegała na zakładzie. Za pomocą Facebooka albo e-maila można było się było z nimi założyć, że jeśli w 7 dni pokonają założony dystans, wpłacimy im na konto Tary zadeklarowaną kwotę.
Dziś już wiemy, że rajd Oli i Rafała zakończył się sukcesem. W wyznaczonym terminie udało im się dotrzeć do Piskorzyny, gdzie Tara ma swoją siedzibę. Świdniczanie przyznają jednak, że na trasie bywały ciężkie momenty. Już pierwszego dnia wyprawy zastanawiali się, czy wyzwanie ich nie przerośnie.
– Mieliśmy wspaniałe pożegnanie w Świdniku – wspomina Ola. – Wyruszyliśmy pełni entuzjazmu i energii, ale już wyjazd z Lublina okazał się trudny. Było pod górkę i pod wiatr. Myśleliśmy: „W co my się wpakowaliśmy?”. Ale gdzieś z tyłu głowy była ta myśl, że ważny jest cel; że nie możemy się poddać i musimy dojechać. Trzeciego lub czwartego dnia zaczął padać deszcz. Lało przez kilka godzin i to tak, że dosłownie nic nie było widać. Ale okazało się, że w deszczu potrafimy jechać szybciej, bo dotarliśmy do wyznaczonego na ten dzień celu w rekordowym czasie. Ostatniego dnia był straszny upał, w dodatku trafiły nam się piaszczyste drogi. Nie dało się jechać. Musieliśmy prowadzić rowery. Ale jak zobaczyliśmy, jakie ładne powitanie przygotowano nam w Tarze, wszystkie trudy poszły w zapomnienie.
Na Olę i Rafała czekał powitalny transparent i pyszna, domowa pomidorówka, której w dzień przyjazdu Ola zażyczyła sobie od Scarlett Szyłogalis, szefowej Tary. Świdniczanie zostali w Fundacji przez tydzień. Do Świdnika wyruszyli w środę, 26 lipca, ale przez remonty na kolei do domów dotarli dzień później. Mimo że zakład dobiegł końca, młodzi świdniczanie dalej apelują o pomoc dla Tary.
– Przez tydzień, kiedy byliśmy w Tarze, staraliśmy się pomagać. Zaczęliśmy oczyszczać stajnię i przygotowywać ją do remontu W Tarze wciąż jest bardzo dużo do zrobienia, więc nadal można, a nawet trzeba ją wspierać. Pieniędzy potrzeba przede wszystkim na dach, bo przecieka, dlatego nieustannie apelujemy o wsparcie – kończy Ola.
Pomóc Fundacji Tara można, przekazując dowolną kwotę na konto: PKO BP S.A. Oddział III Wrocław, Fundacja Tara – Schronisko dla Koni, PL 75 1020 5242 0000 2902 0191 7236 tytuł przelewu pomoc darowizna. Dodatkowe informacje można znaleźć na stronie fundacjatara.info. (w)