Szokujący rajd

W ubiegłą niedzielę w Motyczu doszło do szokującego zdarzenia. Kierowcy jadący w stronę Lublina, zauważyli samochód marki Honda, za którym ciągnięty był niewielki, biały piesek. Zwierzę przywiązane było smyczą do haka holowniczego.
Sprawę nagłośniło Stowarzyszenie Opieki nad Zwierzętami „Lubelski Animals” poprzez swój profil internetowy na Facebooku: „Zwyrodnialec przywiązał psa do samochodu i pędził z nim ok 2 kilometrów. Zatrzymał się dopiero w Kozubszczyźnie, kiedy doganiał go inny samochód z włączonym klaksonem. (…) wyszedł z samochodu, odczepił psa i rzucił na siedzenie” – czytamy tam.
Pod postem ze zdjęciami całego zdarzenia od razu zaczęły pojawiać się negatywne komentarze. – Będziemy tego pilnować, aby oprawca poniósł zasłużoną karę i odpowiedział za znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem – zapowiedział od razu Lubelski Animals. Słowa dotrzymał, wystosowując w tej sprawie pisma do prokuratury już dzień po wydarzeniu. Powiadomiono również Komendę Wojewódzką Policji w Lublinie, prosząc o nadzór postępowania służbowego, które w tej sprawie prowadzi Komisariat Policji w Bełżycach. Jednocześnie Lubelski Animals, na mocy art. 39 ustawy o ochronie zwierząt wystąpił o przyznanie mu prawa pokrzywdzonego i możliwość bezpośredniego udziału w tej sprawie. Takie prawo przysługuje organizacji społecznej, której statutowym celem jest ochrona zwierząt. – Otrzymaliśmy pismo w tej sprawie – potwierdza Grzegorz Gmur z Komisariatu Policji w Bełżycach, który potwierdził, że obecnie prowadzone jest postępowanie. W przypadku znęcania się nad zwierzęciem sprawca podlega karze pozbawienia wolności do dwóch lat.

Podejrzany się tłumaczy

– Z takim okrucieństwem spotykamy się po raz pierwszy, obawiamy się że to mógł być „wyrok” wydany na psa, który np. gonił kury. W naszej praktyce mamy do czynienia z takimi przypadkami – mówiła we wtorek, w rozmowie z „Nowym Tygodniem” Elżbieta Tarasińska, prezes Stowarzyszenia Opieki Nad Zwierzętami „Lubelski Animals”.
Piesek, 7-miesięczny mieszaniec, ma zdartą skórę na łopatkach oraz w innych miejscach, ale jego stan jest stabilny. Nie stwierdzono u niego złamań oraz obrażeń wewnętrznych. Podejrzany w tej sprawie mężczyzna sam zgłosił się do Lubelskiego Animalsa, argumentując, że cała sytuacja to tylko nieszczęśliwy wypadek. Psa przywiązał do haka, kiedy szedł po drewno do stodoły, dlatego że w pobliżu znajdował się inny pies – owczarek niemiecki. Wracając do samochodu, odebrał telefon od siostry jadącej na pogrzeb, która zawiadomiła go, że przedziurawiło jej się koło w samochodzie. Mężczyzna, nie namyślając się długo wsiadł do auta, ruszając siostrze na pomoc, a zwierzaka uwiązanego na smyczy – jak tłumaczy – nie zauważył. Przejechał w ten sposób około 2 km, ciągnąc za samochodem swojego psa. Nacisnął na hamulec dopiero wtedy, kiedy jadące za nim kobiety zaczęły trąbić i dawać mu znaki, żeby zatrzymał pojazd. Poszkodowany piesek trafił najpierw do kliniki w Radawcu, a następnie do jednej z lubelskich klinik. Mężczyzna twierdzi, że psiaka ma w domu od około 2 miesięcy. Jest to ulubiony zwierzak jego córki. Sam skontaktował się również z policją w Lublinie, jak tłumaczy nadkom. Renata Laszczka-Rusek według niego cała sprawa to nieszczęśliwy wypadek i po prostu nie zauważył psa.
Postępowanie w tej sprawie trwa. (EM.K.)