Ta oszustka okradała emerytów

Dbała o to, aby nikt jej nie rozpoznał. Przed skokiem farbowała włosy, wkładała okulary. Potem bez skrupułów okradała starszych ludzi, którzy sami zapraszali ją do mieszkania, wierząc, że to pani z administracji.
44-letnia oszustka tak bardzo rozsmakowała się w łatwym i szybkim zdobywaniu pieniędzy, że nie zrażały jej porażki. Choć była już notowana, dalej popełniała te same przestępstwa. Polowała na emerytów. – Dzień dobry, ja tu z nadpłatą za wodę przychodzę – mówiła z szerokim uśmiechem. Gospodarze chętnie wpuszczali ją do środka i nikt nie sprawdzał, czy jest faktycznie wysłannikiem spółdzielni, za którą się podawała.
Kobieta działała według ustalonego schematu. Wręczała 200-zł banknot i prosiła o wydanie reszty. Wtedy gospodarze z barku, szafki czy płaszcza wyciągali swoje portmonetki, zdradzając tym samym, w którym miejscu trzymają oszczędności. Złodziejka wtedy przechodziła do kulminacyjnego punktu swojego planu. Kazała sprawdzić np., czy nie ma przecieków w rurach, czy wodomierz dobrze działa. Wystarczyło kilkanaście sekund, że gospodarz czy gospodyni spuszczali swojego gościa z oczu, aby ten błyskawicznie rabował pieniądze. W jednym przypadku złodziejka omamiła swoją ofiarę tak bardzo, że poprosiła o kartę bankomatową i kod PIN, aby wypłacić sobie resztę z „nadpłaty”. Pokrzywdzoną emerytkę kosztowało to w sumie 1200 zł.
Szczęście w końcu odwróciło się od 44-letniej oszustki. W zeszłą środę, tuż po kradzieży 1000 zł mieszkańce ulicy Lipińskiego na Czechowie, policjanci przeprowadzili skuteczną obławę. Kobieta została zatrzymana. Na komisariacie okazano ją osobom, które ostatnio padły ofiarą naciągaczki.
– Zebrane dowody pozwolił przedstawić podejrzanej zarzut oszukania 11 osób, które straciły w sumie 10 tys. zł – informuje asp. Anna Kamola z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Policja przypuszcza, że liczba pokrzywdzonych może być znacznie większa. Złodziejka trafiła do aresztu. Za serię oszustw grozi jej do 10 lat więzienia. LL