Taka była jesień w wykonaniu Chełmianki

Jedenaste miejsce i 19 pkt. po rundzie jesiennej spowodowały, że władze nowo utworzonej spółki Chełmskiego Klubu Sportowego postanowiły dokonać zmiany na stanowisku trenera. Tomasza Złomańczuka zastąpił Artur Bożyk. Czy w pierwszej rundzie piłkarze Chełmianki mogli zdobyć więcej punktów i na półmetku rozgrywek zająć wyższą lokatę w tabeli? I tak, i nie…


Gdy władze miasta w kwietniu br. ostatecznie postanowiły powołać sportową spółkę, która w swoim założeniu miała przejąć sekcje siatkówki z Arki i piłki nożnej z Chełmianki, wydawało się, że proces przekazywania wszystkich spraw pójdzie gładko. O ile z siatkarzami nie było większych problemów i wszelkie kwestie zostały załatwione o czasie, o tyle przy piłce te się pojawiły. A chodziło o zadłużenie stowarzyszenia. Prezydent Jakub Banaszek długo zastanawiał się, aż w końcu zdecydował, że nowa spółka przejmie zobowiązania, jakie Chełmianka miała wobec zawodników i trenerów, ale pod warunkiem, że pozostałe długi zostaną w stowarzyszeniu.

Taka decyzja została podjęta już po rozpoczęciu okresu przygotowawczego przez zespół seniorów. Niepewność spowodowała, że wielu zawodników z poprzedniego sezonu postanowiło odejść z klubu. Nie czekali na wiadomości z Chełma, czy sportowa spółka przejmie sekcję piłki nożnej z Chełmianki, bo nie chcieli też zostać na przysłowiowym lodzie. Podobnie było z innymi zawodnikami, z którymi klub prowadził negocjacje jeszcze w czerwcu.

Trener Tomasz Złomańczuk mógł rzeczowo rozmawiać z zawodnikami, dopiero gdy zapadła decyzja o tym, że drużyna będzie występować w strukturach Chełmskiego Klubu Sportowego. Ci najlepsi z województwa lubelskiego niestety, mieli już podpisane umowy z klubami. Chełmianka musiała więc szukać graczy niemalże w całym kraju, żeby skompletować kadrę. Całe szczęście, że udało się przekonać ośmiu piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie reprezentowali biało-zielone barwy, do pozostania w Chełmie, bo inaczej zespół pod względem jakościowym mógłby wyglądać niemal tak samo, jak ostatnia w tabeli po rundzie jesiennej Wisła Sandomierz.

Gdyby konkretne decyzje o przejęciu sekcji piłkarskiej zapadły dwa, a nawet trzy tygodnie wcześniej, drużyna Chełmianki byłaby zdecydowanie mocniejsza i na półmetku plasowała się w górnej części tabeli. A tak, zakończyła jesień na jedenastej pozycji, z dorobkiem 19 punktów i wiosną czeka ją batalia o pozostanie w trzeciej lidze. Zadanie jest tym trudniejsze, że w drugiej lidze na trzech spadkowych miejscach po pierwszej rundzie znalazły się zespoły z makroregionu małopolsko-podkarpacko-świętokrzysko-lubelskiego. Oznacza to, że jeśli z niej spadną, z trzeciej do czwartej ligi zostanie zdegradowanych aż sześć drużyn. Utrzymanie w takiej sytuacji może zapewnić dwunaste miejsce i wyższe.

Tak więc już przed inauguracją ligi było wiadomo, że Chełmianka, która dwa ostatnie sezony zakończyła na drugich miejscach, będzie biła się o pozostanie w lidze. Trener Złomańczuk w zasadzie musiał od podstaw budować zespół. Istotne zmiany nastąpiły w każdej formacji. Po odejściu do Wisły Sandomierz bramkarza Sebastiana Ciołka i rezygnacji z Jakuba Długosza, który zasilił szeregi KS Drzewce, zespołu z lubelskiej ligi okręgowej, szkoleniowiec rozpoczął poszukiwania bramkarzy. Udało się wypożyczyć z Polonii Bytom 21-letniego Dominika Brzozowskiego, który zaliczył dwa sezony na poziomie trzeciej ligi. Transfer ten od początku wydawał się dość ciekawy.

Brzozowski został numerem jeden, bo drugi z wypożyczonych bramkarzy, młodzieżowiec Jakub Grzywaczewski z Cracovii przyszedł do Chełmianki z kontuzją, którą na szczęście zdążył wyleczyć jeszcze w sierpniu. W 14. kolejce Brzozowski doznał urazu i do bramki wskoczył Grzywaczewski. Obaj jednak nie prezentowali się tak dobrze, jak przez dwa ostatnie sezony Ciołek, który po rundzie jesiennej rozwiązał umowę z Wisłą i niewykluczone, że wróci do Chełma. Wiele wskazuje na to, że z klubu wtedy odejdzie Brzozowski, który ma nieco gorsze warunki fizyczne od Grzywaczewskiego, no i nie jest młodzieżowcem.

Jeśli chodzi o formację obronną, całe szczęście, że szkoleniowcowi udało się nakłonić do pozostania w Chełmiance Michała Budzyńskiego. Co prawda doświadczony stoper popełniał błędy, po których zespół był w opałach, ale też trzeba zgodnie przyznać, że w wielu meczach ratował chełmską drużynę z opresji. Łukasza Mazurka, który latem odszedł do Podhala Nowy Targ, miał zastąpić Vladyslaw Bobrow, obrońca z Ukrainy. Zawodnik ten przez pół roku nie grał jednak w piłkę i tak na dobrą sprawę jesienią nie udało mu się na dobre wejść w buty Mazurka. Owszem, kilka spotkań miał udanych, ale nie prezentował tak równej formy, jak popularny „Mazi”.

Ponieważ Bobrow popełniał błędy, a niepewnie grali też Patryk Błaszczuk i Bartłomiej Janiszek, w trakcie rozgrywek trener Złomańczuk zdecydował się przesunąć na środek obrony Piotra Piekarskiego. To była bardzo dobra decyzja, bo „Piekar” to bez wątpienia jeden z najlepszych, jak nie najlepszy, zawodnik Chełmianki w rundzie jesiennej. Dzięki wzmocnieniu formacji obronnej chełmski zespół w kilku spotkaniach zagrał na przysłowiowe zero z tyłu.

Chełmianka niemalże na każdy mecz wychodziła trójką obrońców z wahadłowymi. Na prawej stronie pewne miejsce na boisku miał Kacper Wiatrak, zawodnik, który jesienią rozegrał w chełmskiej drużynie najwięcej minut. Pod względem motorycznym prezentował się naprawdę dobrze i gdyby napastnicy wykorzystali choć połowę jego zagrań w pole karne, miałby najwięcej asyst w zespole. Jeśli chodzi o lewą flankę, tutaj trener Złomańczuk nie miał faworyta. Dopiero po kilku meczach postawił na Oskara Szczodrego, który o ile w ofensywie radził sobie w miarę dobrze, o tyle w defensywie już gorzej. Niekiedy zapominał o tym, że po stracie piłki należy natychmiast zabezpieczyć tyły.

W środku pomocy najrówniej prezentował się Jakub Bednara, strzelec czterech goli dla Chełmianki. Niewykorzystany karny w pojedynku z Czarnymi Połaniec nieco obniża końcową notę, ale i tak Bednara jesień może zaliczyć do udanych. Nieźle prezentował się też doświadczony Krystian Wójcik, który na pewno mógł dać drużynie więcej. To, jakie drzemią w nim umiejętności, pokazał w meczach, kiedy wpisywał się na listę strzelców.

Trafienia w starciach z Wiązownicą i Czarnymi należały do najładniejszych w całej lidze. W kratkę z kolei grał Patryk Czułowski, od którego trener Złomańczuk miał prawo oczekiwać lepszej postawy. Z kolei Grzegorz Bonin z powodu wielu urazów nie pokazał tego, co demonstrował w poprzednich dwóch sezonach, ale gdy już przebywał na boisku, rywale musieli być bardziej skoncentrowani.

Jeśli chodzi o napastników, lepiej zaprezentował się wypożyczony z Motoru młodzieżowiec Jakub Knap, zdobywca pięciu bramek. Rutyniarz, Paweł Myśliwiecki, strzelił cztery gole, z czego aż trzy w Tarnowie. Ciekawym transferem wydaje się być Mateusz Szwed, który doszedł do drużyny w połowie rundy. 22-latek pełnię swoich możliwości powinien zademonstrować dopiero w rundzie wiosennej.

Czy Chełmianka mogła zdobyć więcej punktów? Na pewno tak, ale to samo zapewne uważają jej rywale. Niemniej jednak w kilku spotkaniach dość łatwo straciła punkty. W pierwszym meczu inaugurującym rozgrywki przeciwko Podlasiu chełmianie zdobyli gola na 2:1 i brak koncentracji spowodował, że minutę później był już remis, który utrzymał się do końcowego gwizdka sędziego. W Sieniawie, gdzie chełmianie ulegli Sokołowi 1:2, decydująca bramka dla gospodarzy padła po kontrowersyjnym rzucie karnym. Inna sprawa, że po golu Jakuba Knapa na 1:1, podopieczni Tomasza Złomańczuka mieli swoje okazje do zdobycia gola, ale nie potrafili ich wykorzystać. Kolejne punkty w dość łatwy sposób Chełmianka straciła w starciu z Wisłą Sandomierz.

Bardzo szybko uzyskała prowadzenie i mogła je podwyższyć, ale była nieskuteczna. Niestety, w końcówce spotkania, brak koncentracji, zlekceważenie przeciwnika sprawiły, że goście doprowadzili do remisu i w ten oto sposób chełmski zespół zamiast trzech zdobył zaledwie jeden punkt. W Dębicy, gdzie chełmianie zremisowali bezbramkowo po bezbarwnym meczu, też była szansa zainkasować komplet punktów. Wystarczyło, żeby Bartłomiej Panas zamienił na gola sytuację sam na sam z bramkarzem, jaką miał w ostatniej minucie pierwszej części gry. Chełmianka mogła też uniknąć porażki w spotkaniu z Avią Świdnik.

Jedynego gola straciła po stałym fragmencie gry, gdzie przed meczem obrońcy doskonale wiedzieli, jak groźny jest przeciwnik przy rzutach wolnych i rożnych. Szkoda też straconych punktów w spotkaniu z ŁKS Łagów. Z przebiegu gry Chełmianka zaangażowaniem, wolą walki mogła osiągnąć remis. Co prawda rywal stworzył sobie nieco więcej okazji, ale w samej końcówce to podopieczni trenera Złomańczuka mogli zdobyć gola, jednak przeciwnik zdołał wybić z linii bramkowej zmierzającą do siatki piłkę.

Ostatni mecz z KSZO przegrany 1:5 też mógł zakończyć się inaczej. Ci, co nie oglądali spotkania, a wyrażają opinie jedynie po wyniku, są nieobiektywni. Po pierwsze, dwa pierwsze gole padły w kontrowersyjnych okolicznościach, żeby nie powiedzieć po błędach sędziowskich. Te bramki ustawiły mecz. Przy wyniku 1:2 Chełmianka miała kilka świetnych sytuacji i gdyby choć jedną zamieniła na gola, pewnie poszłaby za ciosem i może nawet… wygrała mecz. Tych punktów mogło być zatem o 7-8 więcej.

Oceniając rundę jesienną nie można pominąć pucharowych bojów Chełmianki. Pierwszy w 1/32 Fortuna Puchar Polski w Bielsku-Białej przeciwko Rekordowi, przegrany przez podopiecznych trenera Złomańczuka 0:3. Zespół z Chełma mimo dość wysokiej porażki zaprezentował się nieźle i gdyby miał w swoim składzie napastnika z prawdziwego zdarzenia, być może to on w kolejnej rundzie podejmowałby Pogoń Szczecin, a nie Rekord. O ile ta porażka kompromitacją Chełmianki nie była, o tyle przegrana w okręgowym Pucharze, na poziomie ćwierćfinału ze Startem Krasnystaw już tak.

Znów we znaki dała się słaba gra w ataku, brak skuteczności i proste błędy w obronie, bezlitośnie wykorzystane przez rywala z czwartej ligi. Już dawno Chełmianka nie odpadła z Pucharu Polski na etapie okręgowym i w dodatku w 1/4 finału. A szkoda, bo chełmianie w rozgrywkach pucharowych przyzwyczaili ostatnio swoich kibiców do regularnej gry w finale na szczeblu Lubelskiego Związku Piłki Nożnej.

19 pkt., 11. miejsce i odpadnięcie z pucharów sprawiły, że zarząd spółki ChKS podziękował trenerowi Złomańczukowi za współpracę i zatrudnił Artura Bożyka, trenera, który doskonale zna Chełmiankę, bo pracował w niej przez 7,5 roku. Przed nowym – starym szkoleniowcem mnóstwo pracy, a celem głównym jest pewne utrzymanie się w III lidze, by w kolejnym sezonie – jak powiedział publicznie prezydent Banaszek – Chełmianka mogła bić się o awans do II ligi. (s)