Taka sumienna, a złodziejka

Miła, sumienna i pracowita – tak o księgowej Ewie K. przez lata myśleli jej przełożeni. Mieli tak wielkie do niej zaufanie, że nikt dokładnie nie przyglądał się jej pracy. Kobieta to wykorzystała i z gminnej kasy podbierała pieniądze. Przez lata uzbierało się tego aż 220 tys. zł
Księgowa zdaniem śledczych przez co najmniej 6 lat podbierała pieniądze z kasy Urzędu Gminy w Woli Mysłowskiej na Lubelszczyźnie, w którym była zatrudniona. Przez jej ręce przechodziło mnóstwo pieniędzy, np. wypłaty dla urzędników i nauczycieli. Zarządzała też kontami Pracowniczej Kasy Zapomogowo-Pożyczkowej.
Kobieta tworzyła wirtualną księgowość. Jedne wpływy zawyżała, inne zaniżała, kwitowała fikcyjne składki i potrącenia np. na wymyślone przez siebie dodatki: wiejski, mieszkaniowy. Robiła tak, aby utrudnić wykrycie finansowych machlojek.
Kiedy afera wyszła na jaw… rozpłakała się. – Powiedziała, że nie wie, jak do tego doszło. Zganiała wszystko na błąd – zeznawał w sądzie Władysław Mika, wójt gminy.
Przed Sądem Okręgowym w Lublinie rozpoczął się proces Ewy K. Wcześniej przez 3 lata prowadzone było śledztwo. Oskarżona do niczego się nie przyznaje. Grozi jej do 5 lat więzienia. LL