Tętniący życiem plac na Bronowicach

Zaniedbane podwórko między blokami Krańcowa 106, Droga Męczenników Majdanka 26, Puchacza 17 i Puchacza 19 w Lublinie w ciągu kilku lat zamieniło się w tętniące życiem miejsce spotkań lokalnej społeczności. Niewiele było potrzeba, by zamienić asfaltowy placyk ze zniszczoną piaskownicą w miejsce codziennie gromadzące okolicznych mieszkańców, którzy nie są już dla siebie anonimowi.
Osiedla na Bronowicach ostatnio zmieniają swoje oblicze. Pojawia się więcej młodych ludzi, którzy chcą tam zamieszkać. Dodatkowo mieszkania są w przystępnych cenach, a sama dzielnica powoli się rewitalizuje.
O ideę i początki „placowej społeczności” pytamy Maję Wasowską, jedną ze współorganizatorek „Żyjącego Placu Bronowice”.

Zaczęło się od ławeczki

– Wszystko zaczęło się od pomysłu kilku tutejszych mieszkańców. To taka sąsiedzka inicjatywa – wyjaśnia Wasowska. Plac przy ul. Puchacza był początkowo zalanym asfaltem miejscem, na który znajdowała się tylko stara, ogromna piaskownica i nie było ani jednej ławeczki do siedzenia. – To zmusiło nas do działania. Wszystko zaczęło się o tej ławeczki, którą wspólnie zorganizowaliśmy – śmieje się Maja Wasowska. Zresztą było dla kogo się starać, bo na plac regularnie przychodzi około czterdzieściorga dzieci w różnym wieku. Zachęceni pierwszym sukcesem mieszkańcy postanowili powalczyć o środki z budżetu obywatelskiego. Udało się zebrać odpowiednią ilość głosów i rok temu, we wrześniu, uroczyście otwarto nowe miejsce do zabawy. Mieszkańcy mają coraz więcej pomysłów, jak to nowe miejsce spotkań uatrakcyjnić. Do tradycji przeszedł już wspólnie organizowany mikołaj czy Dzień Dziecka.

Zarażają aktywnością

Również podczas tegorocznych wakacji na placu prawie codziennie coś się działo. Odbywały się warsztaty, spotkania, pokazy kina plenerowego – wszystko w ramach projektu złożonego do miejskiego programu „Dzielnice Kultury”. Na zakończenie wakacyjnych zabaw pod chmurką dzieci ozdobiły kolorowymi rysunkami murek znajdujący się na placu, zarówno one, jak i ich rodzice, bawiły się wspaniale. Wśród tych ludzi, którzy wyszli z domów, żeby razem działać, już nawiązały się pierwsze przyjaźnie. „Podwórkowe” dzieci znają się i spędzają razem czas nie tylko na placu, ale również i w domach. Oczywiście, nie wszystkim się te zmiany podobają, bo są tacy, którzy woleli by mieć pod oknami parking, ale ten plac wpisał się już w okolicę i jak widać po licznie odwiedzających go dzieciach jest bardzo potrzebny. Plac na Bronowicach naprawdę żyje, a wydarzenia na nim organizowane przyciągają nie tylko mieszkańców okolicy, ale i wielu lublinian. To sąsiedzkie działanie może stać się świetnym przykładem dla innych, jak z anonimowych ludzi stworzyć wspólnotę. A wszystko zaczęło się od uporządkowania własnego podwórka i wyjścia z domów.Emilia Kalwińska