To był czarny rok

Co roku ponad 20 chełmskich rodzin organizuje pogrzeby swoim bliskim-samobójcom. Od lat nie było jednak u nas tylu przypadków śmierci na torach co w 2018 roku.

O tym, że liczba samobójców co roku znacznie przekracza liczbę ofiar wypadków drogowych, wiadomo od dawna. Co roku chełmska policja przyjmuje około 20-30 zawiadomień o skutecznych aktach samobójczych (w 2018 roku zabiło się 19 mężczyzn i 5 kobiet).

Dotychczas w statystykach przeważali głównie mężczyźni w średnim wieku. Sytuacja zmieniła się o tyle, że na ten desperacki krok decydują się już coraz młodsi. A jeszcze bardziej przerażający jest fakt, że wzrasta liczba samobójstw na torach (zdaniem śledczych na taką formę samounicestwienia decydują się ludzie, którzy się mocno nienawidzą, a do głosu dochodzi wówczas chęć autodestrukcji i rozerwania własnego ciała).

Falę tragedii na torach rozpoczął (19 stycznia, około godz. 19:50) 13-letni Krystian, uczeń chełmskiej podstawówki. Po spotkaniu z kolegami nastolatek zakończył swoje krótkie życie w Rudce (gmina Chełm). Chłopiec wszedł na tory dosłownie w ostatniej chwili, tuż przed nadjeżdżający od strony Chełma pociąg. Nie było szans na zatrzymanie maszyny. Po uderzeniu ciało nastolatka zostało odrzucone na bok. Od najmłodszych lat był bity przez własną matkę (kilka lat wcześniej rodzina miała założoną Niebieską Kartę).

Znajdował się też pod opieką specjalistów z poradni psychologiczno-pedagogicznej. W szkole chłopiec był uśmiechniętym i przeciętnym uczniem. Zaledwie kilka tygodni po jego śmierci na tory weszła kolejna osoba.

(26 lutego) Tuż po godz. 19 dyżurny komendy otrzymał zgłoszenie do śmiertelnego wypadku przy ul. Nadtorowej, niedaleko stacji Chełm Miasto. Pociąg relacji Chełm-Lublin uderzył znajdującą się na torach kobietę. Jak się okazało, była to 40-letnia Edyta, pracownica Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Chełmie. Kobieta miała zostać przyłapana na okradaniu klientów ośrodka pomocy z należnych ich świadczeń. Miała to robić latami.

Przelewając na swoje konta pieniądze ze świadczeń wypisanych na dane nieświadomych niczego ludzi, miesięcznie kobieta miała średnio około 2 800 złotych „ekstra” do pensji. Oszustwo wyszło na jaw przypadkiem, gdy przebywała na zwolnieniu. Kobieta nie wytrzymała presji, nie była gotowa stawić czoła prawdzie i ponieść odpowiedzialność za swoje czyny – rzuciła się pod pociąg, a po jej śmierci prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wyłudzenia z MOPR około 240 tysięcy złotych.

Jesienią miastem wstrząsnęła wiadomość o kolejnym młodym człowieku, który zabił się w tak drastyczny sposób. (13 listopada) O godz. 5:34 na stacji Chełm, przy peronie drugim, pociąg towarowy relacji Jaszczów – Chełm Wschodni prowadzony lokomotywą spalinową potrącił ze skutkiem śmiertelnym młodego człowieka. Skierowany na miejsce patrol Straży Ochrony Kolei w pozostawionym na ławce peronowej plecaku znalazł legitymację szkolną.

Okazało się, że pod kołami lokomotywy zginął 14-letni Szymon, kolejny uczeń chełmskiej podstawówki. Maszynista widział, jak chłopak wychodzi zza wiaty przystanku, zeskakuje nagle z peronu i kładzie się na torach tuż przed nadjeżdżającym pociągiem. Bezradnie próbował hamować, nadał sygnał dźwiękowy „Baczność”, mając nadzieję, że chłopak opamięta się i ucieknie, ale nadaremnie. Nim skład się zatrzymał, przeciągnął ciało nastolatka po torach. Chłopak zginął na miejscu.

Ponad tydzień temu pod pociąg rzucił się pracownik kolei (o jego tragicznej śmierci piszemy obok). Śledczy próbują ustalić, dlaczego to zrobił oraz czy ktoś i w jaki sposób się do tego przyczynił. (pc)