To nie meliny, tylko szansa

Mieszkania adaptacyjne otworzyły drogę do nowego życia wielu bezdomnym

Mieszkania adaptacyjne dla osób bezdomnych – niepotrzebny luksus czy realna pomoc? W samym Lublinie jest takich mieszkań cztery. Z powodzeniem funkcjonują w naszym mieście już od kilkunastu lat. Ich lokatorzy to przeważnie mężczyźni. Mimo początkowych obaw dziś próżno szukać głosów krytyki. Mieszkaniami opiekują się organizacje na co dzień pomagające wychodzić z bezdomności: Stowarzyszenie „Nadzieja” i Bractwo Miłosierdzia im. Św. Brata Alberta.

Mieszkania, które niosą nadzieję

Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym Uzależnionym od Alkoholu „Nadzieja” nie tylko doraźnie opiekuje się na co dzień osobami bezdomnymi, ale pomaga im również usamodzielnić się i wrócić do zwyczajnego życia, dając szansę na zamieszkanie w jednym z trzech mieszkań adaptacyjnych. Takie mieszkanie to lokal przeznaczony dla niektórych podopiecznych – tych, którzy przeszli terapię odwykową, brali udział w kursach prowadzonych w Stowarzyszeniu i pozytywnie sprawdzili się podczas zajęć prowadzonych w Centrum Integracji Społecznej „Nadziei”. – Taka osoba musi być przez nas dokładnie sprawdzona, musi też posiadać już jakieś własne źródło dochodu – wtedy dopiero może ubiegać się o mieszkanie adaptacyjne – wyjaśnia Krzysztof Leszczyński, prezes Stowarzyszenia „Nadzieja”.

Nigdy nie pozostają sami

Ta metoda sprawdziła się przez dekadę funkcjonowania mieszkań adaptacyjnych. – Przez dziesięć lat mieliśmy tylko dwa przypadki, że osoby musiały, z własnej winy, opuścić nasze mieszkanie. Nigdy nie zostawiamy ich samych sobie, nie trafiają z powrotem na ulicę, ale muszą ponownie przejść cały etap rekrutacji – dodaje K. Leszczyński. W mieszkaniu podopieczni nie są zdani sami na siebie, nadal, co jakiś czas odwiedza ich opiekun. Bezdomni muszą również partycypować w kosztach utrzymania mieszkania. Rotacja lokatorów nie jest duża – przeważnie po kilku latach opuszczają już lokal adaptacyjny, by przenieść się do mieszkania przydzielonego im przez miasto lub w nielicznych przypadkach wrócić do rodziny. W wyobrażeniu niektórych osób mieszkanie adaptacyjne dla bezdomnych to podarowana za darmo pijacka melina, tymczasem jest zupełnie inaczej. – Te osoby bardzo dobrze opiekują się naszymi lokalami. Przez tyle lat nie mieliśmy prawie żadnych skarg i problemów, a niektórzy sąsiedzi nawet nie wiedzą, że w ich pobliżu mieszkają nasi podopieczni. Zawsze szczegółowo przygotowujemy wybrane osoby do samodzielnego zamieszkania. Trzeba ich od początku nieomal nauczyć najprostszych czynności – dbania o porządek, odpowiedzialności za rachunki, za siebie i innych – dodaje prezes Leszczyński. W mieszkaniu panuje zakaz spożywania alkoholu – a jego złamanie grozi usunięciem z lokalu.

Bezdomni uczą się, jak znów żyć

Również od dziesięciu lat swoje jedyne, jak na razie, mieszkanie adaptacyjne prowadzi Ośrodek Wsparcia dla Osób Bezdomnych, działający przy Bractwie Miłosierdzia im. Św. Brata Alberta. – W marcu 2007 roku otrzymaliśmy propozycję objęcia lokalu od Gminy Lublin. Z własnych środków zakupiliśmy niezbędne sprzęty i zrobiliśmy remont. Dotację na zagospodarowanie przyznał nam Lubelski Urząd Wojewódzki. Pierwsi lokatorzy sprowadzili się w 2008 roku. Mieszkanie ma około 70 metrów, jednocześnie w trzech pokojach może zamieszkać pięć osób. Razem korzystają z kuchni, łazienki i wspólnego korytarza – wyjaśnia Renata Babiarz, dyrektorka Ośrodka Wsparcia dla Osób Bezdomnych w Lublinie. Mieszkanie prowadzone jest w oparciu o wewnętrzny program Bractwa Miłosierdzia. Żeby zostać kandydatem do samodzielnego zamieszkania trzeba spełnić szereg warunków. Jednym z nich jest trzeźwość i posiadanie własnego dochodu. – Chcieliśmy w pierwszej kolejności dać możliwość usamodzielnienia się osobom, które dłuższy czas mieszkały w naszym schronisku na ul. Dolnej Panny Marii – wyjaśnia pani dyrektor. – Schronisko czy noclegownia to tak naprawdę sztuczne środowisko – liczne osoby zakwaterowane na wieloosobowych salach, całodobowy nadzór. Mieszkanie miało dać możliwość samosprawdzenia się. Tam osoby muszą sprawdzić, czy potrafią prowadzić gospodarstwo domowe – dodaje.

Terapia to podstawa

Warunkiem do zamieszkania w lokalu jest również przejście etapu pracy socjalnej w Ośrodku, i jeśli to konieczne, również odbycie terapii. Kandydat do zamieszkania musi posiadać swoje własne źródło utrzymania, bo lokatorzy regularnie opłacają czynsz i media. – Może to być renta, emerytura, stały zasiłek z MOPR lub wypłata – wylicza dyrektor. – Mieszkanie to jedna z gałęzi naszego domu. Jesteśmy osobami wspierającymi lokatorów, podlegają naszemu nadzorowi, ale nie 24 godziny na dobę – wyjaśnia.
Lokatorzy, mimo samodzielności, zawsze mogą zwrócić się do Ośrodka z prośbą o pomoc i skorzystać np. z opieki psychologa. Zapraszani są również na święta czy wspólnie organizowane autokarowe pielgrzymki. W mieszkaniach zamieszkują wspólnie bardzo różne osoby, muszą się nie tylko dogadać, ale i podzielić obowiązkami a to bywa niełatwe.
– Cieszymy się, gdy nasi lokatorzy nawiązują kontakty z rodzinami, gdy są odwiedzani. Oczywiście ich bliscy nie mogą tam nocować chyba że w wyjątkowych sytuacjach po poinformowaniu nas – mówi dyrektor Renata Babiarz. W mieszkaniu obowiązuje bezwzględny zakaz spożywania alkoholu i posiadania innych używek. Jak wyjaśnia pani dyrektor, przez dziewięć lat funkcjonowania mieszkania zdarzyły się tylko dwa przypadki, że ktoś musiał je opuścić z powodu złamania regulaminu. – Nie zostawiliśmy tych osób samym sobie, ale nie mogły już wrócić do mieszkania – dodaje pani dyrektor.

Własny kąt dla świadomych

Mieszkanie adaptacyjne zajmowane jest przez bezdomnych tymczasowo aż do pełnego usamodzielnienia się – wyprowadzenia na stancję, do rodziny, do DPS czy do mieszkania otrzymanego z zasobów gminy Lublin. – To mieszkania dla osób, które chcą się nauczyć samodzielności, ale ze świadomością, że mają szansę pomocy ze strony Ośrodka. Zgodnie z naszym regulaminem mieszkają tam maksymalnie cztery lata, choć zdarzają się sytuacje wyjątkowe, gdy ktoś jest już w podeszłym wieku i nie jest w stanie szukać mieszkania samodzielnie. Doświadczenie kilku lat nauczyło nas, że nie da się wszystkiego sformalizować, bo to są ludzie – wyjaśnia pani dyrektor. – Panowie, którzy tam mieszkają, wiedzą że reprezentują i siebie, i Ośrodek, i zdają sobie sprawę, że mogą zmieniać stereotyp osoby bezdomnej – mówi.
Obecnie w mieszkaniu prowadzonym przez Bractwo Miłosierdzia im. Św. Brata Alberta mieszka m.in. pan Sławomir (60 lat). Na ulicę trafił kilkanaście lat temu, po kłótni z synem. Do tego dołożyły się problemy alkoholowe, wyjazd za granicę żony i brak pracy. Na ulicy był krótko, bo tylko 3 miesiące. Później trafił do schroniska przy Dolnej Panny Marii, gdzie mieszkał kilka lat. Obecnie przebywa razem z innymi lokatorami w mieszkaniu adaptacyjnym. Pracuje jako stróż i stara się nawiązać kontakty z najbliższymi. Sympatyczny, otwarty zawsze miał uważne spojrzenie na innych ludzi. Kilka tygodni temu, razem z innym lokatorem z mieszkania, wspólnie uratowali życie swojej starszej sąsiadce, pani Uli. – Ja tam czasem chodziłem do niej pomóc jej w piecu przepalić, bo sama mieszkała – wyjaśnia pan Sławomir. Kiedy starsza pani zadzwoniła, że źle się czuje, natychmiast pobiegł na górę do jej mieszkania. Gdy zastał zamknięte drzwi, razem z kolegą nie zawahali się ich wyważyć.
– Czas już był najwyższy, bo w mieszkaniu było bardzo zimno a ona siedziała na łóżku taka skulona. Zadzwoniłem na pogotowie. Jak zmierzyli jej temperaturę, to okazało się, że tylko 32 stopnie ma z wychłodzenia – wyjaśnia pan Sławomir.
Emilia Kalwińska

Wielkie dzieło Bractwa i Nadziei

Od 1992 roku Bractwo Miłosierdzia im. Św. Brata Alberta prowadzi w Lublinie przy ul. Dolnej Panny Marii 32 Ośrodek Wsparcia dla Osób Bezdomnych (schronisko dla bezdomnych mężczyzn). Tylko w latach 1992-2002 z daty schroniska skorzystało łącznie 3800 osób, a z noclegowni – 600. Do życia w społeczeństwie przywrócono 186 mężczyzn. Do schroniska przyjmowani są mężczyźni, którzy doświadczają problemu bezdomności. Zgłaszają się sami lub kierowani są przez pracownika socjalnego Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, policję, straż miejską.
„Nadzieja” Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym Uzależnionym od Alkoholu zostało zarejestrowane w Sądzie Wojewódzkim w Lublinie 12 października 1992 r. Od 31 marca 2004 r. posiada status organizacji pożytku publicznego. Od 1998 r. Stowarzyszenie zajmuje się osobami bezdomnymi. Prowadzony przez „Nadzieję” Lubelski Ośrodek Wychodzenia z Bezdomności obejmuje: całoroczną noclegownię przy ul. Młyńskiej 8, dwie sezonowe noclegownie (łącznie na 54 osoby), schronisko dla bezdomnych mężczyzn przy ul. Garbarskiej 17 oraz hostel dla trzeźwiejących alkoholików przy ul. Abramowickiej 2F. Dla osób kończących pozytywnie Indywidualny Program Wychodzenia z Bezdomności stowarzyszenie posiada miejsca w mieszkaniach adaptacyjnych.