To pani zaatakowała pana

Przez niesmaczne i rzekomo nieświeże dania na przyjęciu komunijnym między właścicielem lokalu a klientką doszło do spięcia i szarpaniny. Obie strony konfliktu złożyły zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, a każda z nich przedstawiła własną wersję wydarzeń z tamtego dnia. Teraz zapadł wyrok.

Zaczęło się rok temu od wpisu w Internecie. Pani Sylwia, która (13 maja) wyprawiała w restauracji „Krokus” przyjęcie komunijne dla swojej córki, opisała, jak z jej perspektywy wyglądała impreza – rosół miał być kwaśny, a dwóch gości nie otrzymało drugiego dania. Na dodatek w cieście był karaluch. Z relacji kobiety wynikało, że to ona padła ofiarą napaści ze strony właściciela restauracji, gdy poszła do niego na zaplecze, by wylać swoje żale w związku z niesmacznym rosołem i wątpliwą jej zdaniem jakością przyjęcia.

– Wściekł się, zapytał, kiedy wreszcie skończymy komunię i kazał mi spier**lać, bo ma dosyć. Zaczął mnie obrażać, mówiąc, że w domu chyba tylko g… jem, dzieci to bydło, itd. Złapał mnie za ręce i groził, że zaraz zadzwoni po chłopaków, którzy mnie stąd wyprowadzą. Pchnął mnie na ścianę. Zaczęłam krzyczeć po pomoc. Przybiegła moja siostra i kucharka – tamta zaczęła go przytrzymywać, a on darł się, że zaraz weźmie na mnie pałę – opowiadała nam przed rokiem.

Kobieta złożyła zawiadomienie o groźbach pod swoim adresem i naruszeniu nietykalności cielesnej, ale ostatecznie Prokuratura Rejonowa w Chełmie umorzyła postępowanie wobec braku znamion przestępstwa, zaś sąd po zaskarżeniu utrzymał w mocy decyzję prokuratora.

Na dodatek właściciel restauracji nie pozostał dłużny niezadowolonej klientce. Z jego strony całe zajście wyglądało zgoła inaczej – dania były świeże, a ciasto, z którego rzekomo został wyjęty robak, nie było przygotowywane przez jego pracowników. Wyjaśnił, że zwrócił pieniądze kobiecie, ale w obecności swojej siostry i przy pomocy gróźb próbowała wyłudzić również zwrot za nieobecnego na przyjęciu gościa. Gdy odmówił, doszło do awantury, w trakcie której pani Sylwia wyrwała mu z ręki telefon i rzuciła nim, rozbijając aparat.

Wypchnięte na zewnątrz kobiety miały wezwać na pomoc męża p. Sylwii, który wparował do pokoju wraz z kolegą i rzucił się na właściciela „Krokusa”. Ten, jak mówił, uniknął ciosu, ale stracił guzik od koszuli. Mężczyzna oskarżył niezadowoloną klientkę o kierowanie pod jego adresem gróźb, uszkodzenie telefonu (straty oszacowane zostały na 440 zł), naruszenie miru domowego przez wejście do pomieszczenia tylko dla upoważnionych, a jej męża dodatkowo o naruszenie nietykalności cielesnej. Niedawno przez sądem zapadł nieprawomocny wyrok w tej sprawie, zgodnie z którym Sylwia W. została uznana winną zarzucanych jej czynów i ma zapłacić 1 tys. zł grzywny. (pc)