Twarde lądowanie za 24 mln zł?

To już przesądzone – samorząd województwa będzie musiał zwrócić do kasy Unii Europejskiej część dotacji otrzymanej na budowę lotniska w Świdniku. Z lotniska odleciało mniej pasażerów niż obiecano Komisji Europejskiej w momencie występowania o dofinansowanie inwestycji.
Nieosiągnięcie założeń zbyt optymistycznego – jak się okazało – planu funkcjonalnego będzie kosztować co najmniej 24 miliony złotych, które trzeba będzie zwrócić do programów operacyjnych. Politycy znowu obiecują – tym razem, że uda im się trochę stargować kwotę „kary”, o ile jednak wszyscy dotąd wypinali piersi po ordery za sukces Portu Lotniczego, tak dziś nie wiadomo, kto właściwie zawinił. A może nie ma jednej winnej osoby czy instytucji, tylko po prostu wszyscy ponosimy nieuniknione dodatkowe koszty inwestycji, o której od początku było wiadomo, że długo nie będzie na siebie zarabiać?

Marszałek ma warianty

Marszałek Sławomir Sosnowski ma ostatnio zszargane nerwy panoszącym mu się po urzędzie CBA, ślimaczącą się inwestycją w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, afrykańskim pomorem świń i nienasyconymi apetytami kadrowymi partyjnych kolegów, dlatego pytania o sytuację finansową lotniska wyraźnie dodatkowo go denerwują. – My już wydaliśmy te środki i nawet jeśli będzie zwrot, to do Programu i my sobie zrekompensujemy poniesione wcześniej wydatki – tłumaczy nieco zawile szef samorządu województwa, mając na myśli nadkontrakcję na drodze wojewódzkiej 808, czyli fakt, że nawet jeśli coś się odda, to przecież wcześniej dostaliśmy więcej niż pierwotnie planowo. Sama kwota 24 mln zł też jest marszałkowi niestraszna, bo przecież mogło być gorzej!
– Natomiast wiemy, że na pewno nie będzie zwrotu ok. 40 mln, których pierwotnie od nas żądano – zapewnia Sosnowski. Czy i jak uda się to uzyskać? – Trochę usztywnia nam się ministerstwo – przyznaje marszałek dorzucając, jednak szybko: – Ale i na to mamy kilka wariantów!

Kto zawinił…

To, że Lubelszczyzna potrzebowała lotniska, nie podlega dyskusji. Starając się w Brukseli o dofinansowanie jego budowy, przedstawiono jednak nazbyt optymistyczne (i z góry wiadome, że nie do osiągnięcia) wskaźniki liczby odprawionych w pierwszych latach funkcjonowania portu pasażerów. Zapisano, że po dwóch latach będzie ich niemal pół miliona, kiedy faktycznie wynik był o połowę gorszy. Bruksela zażądała więc zwrotu dotacji, i nie ma dla niej znaczenia, że pod naciskiem unijnych ekspertów zmniejszono pierwotnie planowaną kubaturę terminalu portu lotniczego o jedną trzecią, a teraz, kiedy liczba odprawianych w Świdniku pasażerów dynamicznie i regularnie rośnie, okazuje się, że terminal trzeba powiększyć niemal do pierwotnie planowanych rozmiarów, ale już na koszt własny Portu Lotniczego Lublin. UE, domagając się zwrotu dofinansowania, nie baczy również na to, że zadeklarowany w momencie starania się o dotację ruch pasażerów pewnie w najbliższych miesiącach zostanie osiągnięty, bo na świdnickim lotnisku z miesiąca na miesiąc przybywa podróżnych. Tak czy siak pieniądze, prawdopodobnie nawet 24 mln zł, oddać będzie trzeba. Kto zawinił? Urząd marszałkowski? Ten się nie do końca poczuwa, wskazując na poprzednie władze PPL, które kierowały spółką w czasie, kiedy przygotowywano projekt portu i starano się o dofinansowanie inwestycji. ZM