Tylko prawda jest ciekawa

Zachęcamy do czytania najnowszej książki prof. Bednaruka pt. „Oszustki, intrygantki i awanturnice czasów Sarmatów”, o którą można dowiadywać się we wszystkich dobrych księgarniach stacjonarnych i internetowych. Ta pozycja będzie też do wygrania w konkursie „Nowego Tygodnia”, który wkrótce ogłosimy.

Prof. dr hab. Waldemar Bednaruk, którego najnowsza książka jest już w sprzedaży, zdradza, dlaczego lubi osadzać kobiety w roli bohaterek swoich publikacji. Warto zagłębić się w te lektury, bo chełmski historyk oraz prawnik wzbogaca czytelnika o nową wiedzę i uczy bawiąc. W wywiadzie do „Nowego Tygodnia” prof. Bednaruk przewiduje też, że wojna w Ukrainie nie zakończy się szybko, przez co wciąż będziemy borykać się z zakłóceniami w dostawach niektórych towarów i rosnącą inflacją. Optymistycznych rokowań nie ma też w kwestii reparacji od Niemiec.

Red. – 30 sierpnia miała miejsce premiera kolejnej Pana książki pt. „Oszustki, intrygantki i awanturnice czasów Sarmatów”. Już sam tytuł zapowiada, że książka iskrzy od emocji. Jest o trzech najsłynniejszych kobietach okresu Polski przedrozbiorowej. Po raz kolejny to kobiety są bohaterkami Pańskiej twórczości. Skąd taka fascynacja płcią piękną, która wyziera z kart Pańskich książek?

Prof. Waldemar Bednaruk: – To prawda, że lubię osadzać kobiety w roli bohaterek moich książek. Uważam, że kobiety są wdzięczniejszym obiektem badań, niż my mężczyźni. Wydają mi się bardziej skomplikowane od nas, a przez to ciekawsze, zaś zadanie analizowania zachowań kobiet w określonych sytuacjach traktuję jako wyzwanie bardziej ambitne. Nas natura stworzyła jako mechanizmy proste i stosunkowo łatwe w obsłudze.

Red. – Jest Pan wielokrotnie nagradzanym za twórczość znawcą epoki staropolskiej. Co najbardziej urzeka Pana w tej epoce i dlaczego to do niej odnosi się tak wiele Pańskich książek?

Prof. W. Bednaruk: – Fascynacja epoką staropolską pochodzi z dzieciństwa, kiedy zaczytywałem się książkami autorów pokroju Henryka Sienkiewicza, ale jest to czas wielkich czynów i wielkich ludzi – wręcz kopalnia pomysłów dla każdego autora. Epoka znana i lubiana, ale jednocześnie ukazywana dotąd jednostronnie. Znana nam historia jest opowieścią o męskich bohaterach czasów chwały, kobiety do tej pory były tylko dodatkiem do męskiego świata. Chciałbym uzupełnić ją o komponent żeński.

Red. – Które postacie historyczne fascynują Pana najbardziej i dlaczego akurat one?

Prof. W. Bednaruk: – Wszystkich ciekawią biografie ludzi wielkich: wielkich wodzów, królów, świętych itd. Ja też nie jestem wyjątkiem pod tym względem, ale jako naukowiec zawodowo zajmujący się badaniem różnych zjawisk, również z przeszłości, mam narzędzia i możliwość poznania rzeczywistości trudno dostępnej, albo wręcz niedostępnej dla innych. I niekiedy stan mojej dotychczasowej wiedzy napotyka na przeszkodę w postaci nowych faktów jeszcze nieopisanych, ukrywanych, czy wręcz zafałszowanych w przeszłości. I wtedy rodzi się potrzeba podzielenia się moimi odkryciami z czytelnikiem, co niniejszym czynię.

Red. – Jest Pan autorem i współautorem osiemnastu książek oraz ponad stu artykułów. Pańskie powieści trafiały na listy bestsellerów miesiąca kilku czasopism i portali internetowych. Jakie cechy powinna posiadać powieść, aby została bestsellerem?

Prof. W. Bednaruk: – Niestety, albo na szczęście, nie ma jednej recepty na sukces. Widzimy, jak książki odrzucane przez kolejnych wydawców, jako nie rokujące, stawały się wielkimi przebojami, przyciągającymi miliony czytelników. Inne znów, które miały być „skazane na sukces” nie trafiały do czołówki rankingów. Tak więc trudno wskazać uniwersalne cechy gwarantujące popularność danej książki. Piszących jest coraz więcej, a czytających coraz mniej, stąd konkurencja rośnie i coraz trudniej się przebić. Oczywiście są pewne warunki konieczne, bez których nie przyciągnie się uwagi czytelnika, zaliczamy do nich wartką akcję, ciekawe i wiarygodne postacie bohaterów, wciąganie czytelnika w świat powieści oraz stan napięcia wytwarzany przez autora, by podtrzymywać zainteresowanie fabułą. Moja prywatna recepta to pisanie o faktach. Zawsze staram się przemycić jak najwięcej informacji, które wzbogacą czytelnika o nową wiedzę, tak by uczyć bawiąc, bo „tylko prawda jest ciekawa”.

Red. – Czy woli Pan pracować nad powieściami czy też książkami z kategorii „literatura faktu”? Jak bardzo różni się proces twórczy nad nimi?

Prof. W. Bednaruk: – Lubię jedne i drugie, a dla zachowania równowagi umysłu staram się pracować naprzemiennie nad różnymi gatunkami, gdyż skupienie na jednym z nich powoduje, że albo nadmiernie „odlatujemy” w urojony świat bohaterów powieści, albo stajemy się oderwanymi od rzeczywistości molami archiwalnymi. Proces twórczy w tych dwóch przypadkach różni się znacznie i wymaga odmiennego rodzaju wysiłku intelektualnego. Przy pisaniu powieści potrzeba większej wyobraźni, by stworzyć wiarygodną fabułę i świat, w którym żyją nasi bohaterowie, ale też znajomości zachowań ludzkich, charakterów, analizowania uczuć. Trzeba się nauczyć wielu rzeczy, których nie poznajemy w szkole, czy na uczelni. Jest to więc sztuka trudna i ryzykowna, bo można łatwo popaść w przesadę, pędząc za upodobaniami czytelników, albo przeciwnie, skupiając się tylko na własnych przeżyciach. Natomiast „literatura faktu” wymaga większej systematyczności, prowadzenia badań, poszukiwania źródeł i ich poprawnego analizowania. Tutaj wysiłek skupiony jest na typowej pracy badawczej, co dla akademika z dużym doświadczeniem jest łatwiejsze, ale i tu nie brakuje pułapek, jak choćby pokusa pisania zbyt „mądrze”, językiem zrozumiałym tylko dla fachowców. Jeśli chcemy dotrzeć ze swoim przekazem do szerszej grupy czytelników, musimy pilnować się – mówiąc w wielkim uproszczeniu – by forma nie przerosła treści.

Red. – Jest Pan uważnym obserwatorem i analitykiem polityki międzynarodowej. Gdy wybuchła wojna na Ukrainie udzielił Pan „Nowemu Tygodniowi” wywiadu, uspokajając chełmian, że nie ma dla nich bezpośredniego zagrożenia i te słowa się sprawdziły. Jaki będzie dalszy przebieg tego konfliktu? Kiedy się on zakończy i jak wpłynie na nasze funkcjonowanie?

Prof. W. Bednaruk: – Wszystko zależy od polityki państw szeroko rozumianego Zachodu, czyli Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, ale przede wszystkim Unii Europejskiej. Moim zdaniem wojna mogłaby się zakończyć szybko – jeszcze tej jesieni, gdyby Rosja dostała czytelny sygnał, że świat demokratyczny jest zjednoczony wokół Ukrainy i nie pozwoli na jej upadek. Gdybyśmy potrafili na chwilę zapomnieć o własnych egoistycznych interesach i interesikach, gdybyśmy spojrzeli do przodu trochę dalej niż nadchodzący miesiąc, kończąca się kadencja, nadchodzące wybory. Ale niestety tak nie jest. Europa Zachodnia nie podziela naszych obaw, nie traktuje wojny na wschodzie wystarczająco poważnie i priorytetowo, dlatego Rosjanie mają nadzieję, że nadchodząca zima nas zmiękczy, a problemy z ogrzewaniem skłonią do tego, że będziemy wywierać presję na Ukrainę, by podpisała niekorzystne dla siebie porozumienie z Rosją. Tutaj nie chodzi nawet o nowe sankcje – wystarczy konsekwentnie przestrzegać już wprowadzanych, zbroić i wspierać walczącą Ukrainę, a przede wszystkim zaprzestać polityki podlizywania się Putinowi, dzwonienia do niego, głoszenia, że to wojna Putina, a nie Rosji i szukania za wszelką cenę kompromisu w nadziei na powrót do starych relacji. To jest ten czas, by powiedzieć Rosjanom – chcecie rozmów, to wycofajcie swoje wojska z terytorium Ukrainy. Tylko tyle i aż tyle. Niestety, obserwacja strategii naszych sojuszników skłania mnie do refleksji, iż nie mają oni w tej chwili polityków, którzy mogliby postawić sprawę tak jasno i jednoznacznie, sprzeciwiając się Rosji. Dlatego obawiam się, że wojna potrwa jeszcze długo – wiele miesięcy, a nawet lat. Wojna wpływa i będzie wpływać na nasze funkcjonowanie, w końcu jesteśmy najbliższym sąsiadem wojujących stron, będzie podbijać inflację, powodować zakłócenia w dostawach niektórych towarów, ale musimy się do tego przyzwyczaić i wytrwać, bo na naszą niecierpliwość bardzo liczą Rosjanie.

Red. – Parę lat temu ukazało się kilka Pańskich publikacji na temat reparacji powojennych. Obecnie temat odżył i głośno o nim w ogólnopolskich mediach. Jak ocenia Pan szanse Polski na uzyskanie reparacji od Niemiec?

Prof. W. Bednaruk: – Moje badania obejmowały okres po I wojnie światowej i zabiegi naszego państwa o uzyskanie należnych odszkodowań za straty i zniszczenia z tamtej wojny. W wielkim skrócie można stwierdzić, iż Niemcy wówczas przyjęły metodę uwzględniania żądań stawianych wyłącznie przez silniejszych od siebie. Tak więc francuskie, amerykańskie czy angielskie dyspozycje wypełniano szybko i bez większego oporu. Natomiast w przypadku państw słabszych, a więc również Polski, stosowały taktykę „na przeczekanie”. Wysiłki polskiej strony były przez nich ignorowane, odpowiedzi na pytania przychodziły późno albo wcale, traktowano naszych negocjatorów jak natrętnych petentów. Dokumenty, których zgodnie z prawem żądali nasi przedstawiciele ginęły, albo trafiały nie tam gdzie trzeba, a wszystko po to, by zniechęcić nas do dalszych starań i opóźnić wypłatę reparacji. Czas działał na korzyść Niemców, bo to oni dysponowali zagrabionym nam kapitałem, więc obracali nim do woli, odbudowywali się i bogacili naszym kosztem. Dodatkowo inflacja pomniejszała należne nam kwoty, bo przedstawione na początku żądania opierały się na wyliczeniach z danego okresu, więc im dłużej trwały negocjacje tym lepiej dla strony niemieckiej. Polska rozpaczliwie wręcz potrzebowała kapitałów, by się rozwijać i odbudowywać kraj po zniszczeniach wojennych, dlatego godziła się na coraz większe ustępstwa byleby tylko cokolwiek uzyskać. W konsekwencji w niektórych działach zgodziliśmy się na porozumienie obejmujące zaledwie 1 proc. należnych nam sum, a i te były przetrzymywane latami aż do wybuchu II wojny światowej. Szerzej odsyłam do moich publikacji na ten temat. Co do obecnej sytuacji, to, niestety, doświadczenie mi podpowiada, że historia lubi się powtarzać. not. mo