Ubezpieczeniowe uniki

Blisko osiem miesięcy czekał Jerzy Bojarski na decyzję w sprawie przyznania adekwatnego odszkodowania za uszkodzenie samochodu na jednej z dziur na ulicy Romera w Lublinie. Po interwencji „Nowego Tygodnia”, nagle ubezpieczyciel zgodził się podnieść wysokość odszkodowania ze 132 do 700 zł. Nie zmienia to faktu, że niesmak wielomiesięcznego dochodzenia swoich praw pozostał. – Nie tędy droga – mówi mieszkaniec.
Jerzy Bojarski poczuł na własnej skórze urzędniczą „spychologię” i ciężar naprawy pojazdu na swój koszt. Mijały miesiące, a Zarząd Dróg i Mostów, MPWiK i Wydział Gospodarowania Mieniem nie mogły ustalić, do kogo należy fragment jezdni, na której doszło do usterki. – Czy moją rolą jest sprawdzenie, do której komórki urzędu należy dana część drogi? – pytał skołowany mieszkaniec, dodając, że uszkodzony w sierpniu ubiegłego roku amortyzator naprawił od razu. Za swoje pieniądze. – Samochód był mi potrzebny, ale tu chodzi o co innego. Dlaczego miałbym czekać na naprawę osiem miesięcy?– pyta. Koszt pary amortyzatorów, obudowy i robocizny wyliczył na ponad 800 złotych. Pismo od ubezpieczyciela, firmy Uniqa, z decyzją o przyznaniu odszkodowania otrzymał dopiero 5 kwietnia. – Kwota jest nieadekwatna do poniesionych strat i kosztów – zdziwił się Jerzy Bojarski.
Oto bowiem Centrum Likwidacji Szkód Uniqa poinformowało go, że wysokość odszkodowania wynosi 132 złote. To zaledwie niewielka część kwoty, jaką mieszkaniec włożył na naprawę amortyzatora z obudową.
Pan Jerzy nie zgodził się na takie rozwiązanie. Planował reklamację.
Nagła zmiana
Sprawa leżała do ubiegłego tygodnia, kiedy skontaktowaliśmy się z ubezpieczycielem drogą mailową. Odpowiedzi nie uzyskaliśmy, ale, co warte podkreślenia, zaraz po naszym mailu nastąpił zwrot w sprawie i błyskawiczne przyspieszenie. Przedstawiciel Uniqa oddzwonił do mieszkańca z prośbą o nowe porozumienie. – Zawarliśmy ugodę i ustaliliśmy wysokość odszkodowania na 700 złotych – powiedział nam w piątek Jerzy Bojarski.
Tym samym koszty naprawy zostały (niemal) zwrócone. Szkoda tylko, że kosztem nerwów lublinianina, który przez osiem miesięcy musiał walczyć o należne mu pieniądze. BCH