Udane „Pożegnanie lata”

Frekwencja podczas „Pożegnania lata” (3-4 września) pokazała, że mieszkańcom Świdnika zdecydowanie brakowało plenerowych imprez. Według szacunków Miejskiego Ośrodka Kultury, dwudniową imprezę, która odbyła się na terenie trawiastego lotniska odwiedziło około 20 tysięcy osób. Wśród nich byli również uczestnicy zlotu wuesek, a tych zjechało się do Świdnika ok. 1,5 tysiąca.

Jak przyznaje Katarzyna Lis, wicedyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury, głównego organizatora imprezy, „Pożegnanie lata” było pierwszym tak dużym wydarzeniem zorganizowanym w Świdniku po pandemii.

– Nie wiedzieliśmy, jak mieszkańcy je odbiorą, ale okazało się, że zostało przyjęte bardzo dobrze. Szacujemy, że przez dwa dni wzięło w nim udział ok. 20 tysięcy osób. Komentarze, jakie płyną od mieszkańców, współorganizatorów, partnerów i sponsorów są pozytywne. Wszyscy są zadowoleni, więc myślę, że możemy mówić o sukcesie – mówi K. Lis.

Największym zainteresowaniem cieszyły się oczywiście koncerty. W sobotę, 3 września, wystąpili Viki Gabor i IRA, w niedzielę Damian Syjonfam z zespołem i Kult. Była też dyskoteka pod gwiazdami i duży dmuchany plac zabaw dla dzieci.

Mimo że impreza się udała, w przyszłym roku miasto – przynajmniej na razie – nie planuje jej powtarzać.

– Nastawiamy się na powrót do pokazów lotniczych. Celujemy w czerwiec 2023 i niebawem ruszamy z przygotowaniami. Liczymy, że tym razem już nic nam nie przeszkodzi – dodaje Katarzyna Lis.

Z „Pożegnania lata” zadowolone są również władze miasta.

– Miejski Ośrodek Kultury zorganizował to naprawdę bardzo dobrze. Zarówno, jeśli chodzi o rozstawienie jak i atrakcje, koncerty też były trafione, co pokazała frekwencja. Pytałem mieszkańców przez mój facebookowy profil, co sądzą o tej imprezie i w zasadzie nie było negatywnych opinii – komentuje wiceburmistrz Świdnika, Marcin Dmowski.

„Pożegnanie lata” zbiegło się z flagową imprezą Świdnickiego Klubu Motocyklowego „Usarz”, czyli Zlotem Motocykli WSK i Innych, który po kilkuletniej przerwie znów odbył się w Świdniku. Wg szacunków organizatorów wzięło w nim udział ok. 1,3-1,5 tys. motocykli.

– Imprezę uznajemy za bardzo udaną – pogoda dopisała, frekwencja również. Zawsze są obawy o bezpieczeństwo, ale do tej pory – odpukać – nie mieliśmy żadnych wypadków, ani kolizji. Staramy się zawsze jak najlepiej o to zadbać; ściśle współpracujemy ze służbami mundurowymi, służbami porządkowymi, których to przedstawiciele stwierdzili po paradzie, że choć wymiary coraz większe to ciężko znaleźć tak dobrze zabezpieczoną imprezę. Z kolei wystawcy branżowi, którzy jeżdżą po całej Polsce przyznawali, że jest to jedna z większych parad w naszym kraju – mówi Bartłomiej Pejo, prezes „Usarza”.

Pierwszym uczestnikiem zlotu, który „zameldował się” w Świdniku był Józef z Limanowej, 67-letni emeryt, który przyjechał hondą z rozkładaną przyczepką, pełniącą funkcję sypialni. Druga była wueska, którą przyjechał motocyklista z Inowrocławia. Jego podróż do Świdnika trwała 8 godzin.

– Mieliśmy gości, którzy jadąc na zlot wueskami pokonali 600, 700 czy 800 kilometrów, wyjeżdżając często kilka dni wcześniej i tę grupę należy szczególnie docenić. Przejechanie takiej trasy to nie lada wyczyn, bo trzeba przyznać, że wuesce pod względem komfortu jazdy, amortyzacji czy prędkości daleko do współczesnych motocykli – zauważa B. Pejo.

Szef „Usarza” dodaje, że klub będzie dążył do tego, aby kolejne Zloty Motocykli WSK i Innych odbywały się w Świdniku.

– Z całą pewnością będziemy dążyć do tego, aby już na stałe wrócić do Świdnika i żeby tę imprezę rozwijać pod względem ilości uczestników, ale też atrakcyjności. Niech ten jeden weekend w roku będzie głośny i zadymiony, 2 mln egzemplarzy, które zjechały z taśmy produkcyjnej PZL-u, konstruktorom, kierowcom testowym, pasjonatom to się zwyczajnie należy! Mamy już na to pomysły. Przy okazji chciałbym podziękować wszystkim zaangażowanym w organizację zlotu: motocyklistom, którzy obstawili paradę i pomagali w jej zabezpieczeniu – byli to i „Usarze”, i nasi przyjaciele niezrzeszeni, uczniom mundurowym Powiatowego Centrum Edukacji Zawodowej, którzy dobrowolnie nam pomagali, służbom mundurowym, a także kolegom zaangażowanym w koordynację logistyczną i medyczną. Miasteczko motocyklowe, wystawy, konkurencje, pole namiotowe i parada to efekt zaangażowania kilkudziesięciu osób. Dziękuję władzom Świdnika oraz Dyrekcji i Pracownikom Miejskiego Ośrodka Kultury oraz wszystkim partnerom i sponsorom zlotu. Wielkie dzięki, Lewa w Górę! – kończy B. Pejo.(w)