Ul. Witosa wypadła z priorytetów

Trwające blisko rok dyskusje zakończyły się na razie fiaskiem. Na ostatniej sesji radni podjęli więc decyzję o wykreśleniu ul. Witosa z listy priorytetowych inwestycji w przyszłym roku. Władze miejskie tłumaczą jednak, że to nie musi oznaczać odstąpienia od przebudowy ulicy. Niemal pewne jest natomiast odsunięcie jej w czasie.
Na ostatniej sesji radni miejscy zajmowali się założeniami budżetowymi na przyszły rok. Na ich podstawie urzędnicy z ratusza będą opracowywać plan dochodów i wydatków na 2017 rok. Jednym z punktów założeń jest określenie, które inwestycje będą w kolejnym roku najważniejsze. Do dokumentu wpisano następny etap rozbudowy kanalizacji deszczowej, rozpoczęcie budowy obiektów sportowych przy ul. Fabrycznej, budowę al. NSZZ „Solidarność” i ul. Kusocińskiego. Początkowo na liście była również przebudowa ul. Witosa. Tuż przed sesją zapadła jednak decyzja o wykreśleniu jej i o wpisaniu na jej miejsce rozbudowy Przedszkola nr 7.
– Do ostatniej sesji ta inwestycja była dla nas priorytetowa. Dostaliśmy jednak informację od Spółdzielni Mieszkaniowej w Świdniku, że nie udało się przekonać wszystkich mieszkańców do jej przeprowadzenia – mówił Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza Świdnika.
Przedstawiciele miasta już kilkakrotnie spotykali się w sprawie tej inwestycji z mieszkańcami i władzami SM. Spośród kilkuset osób na przebudowę ulicy w zaproponowanym przez ratusz kształcie nie zgadza się kilkanaście. Ich zdaniem problemem jest planowana budowa miejsc parkingowych zbyt blisko bloków, a także wycinka drzew i konieczność oddania pod inwestycję części działek należących do mieszkańców. Przedstawiciele ratusza zwrócili się o ich nieodpłatne przekazanie i to również wzbudziło sprzeciw wśród kilkunastu osób. Kilka tygodni temu w spółdzielni odbyło się spotkanie tylko z osobami sprzeciwiającymi się inwestycji, ale do porozumienia nie doszło. Przedstawiciele ratusza tłumaczą, że decyzja o wykreśleniu inwestycji z listy priorytetowej nie musi oznaczać, iż nie dojdzie do jej realizacji.
– Cały czas mamy pieniądze i gotową dokumentację – zapewnia wiceburmistrz Michał Piotrowicz. – Jeśli dostaniemy zgodę od mieszkańców, możemy natychmiast przystępować do ogłaszania przetargu.
Zastępca burmistrza tłumaczy, że razem z radnymi i władzami spółdzielni urzędnicy dają sobie jeszcze czas do końca września.
– W tym czasie mamy nadzieję, że uda się jeszcze przekonać tych, którzy blokują tę inwestycję – mówi Michał Piotrowicz.
Jeśli się nie uda, wówczas ratusz będzie musiał rozważyć kilka wariantów. Po pierwsze: wykonanie inwestycji na mocy specustawy drogowej, choć akurat, jak tłumaczą urzędnicy, to rozwiązanie jest mało realne. – Musimy rozważyć, czy do takiej inwestycji przepisy ustawy w ogóle można zastosować. Jest to wątpliwe, bo ul. Witosa to przecież niewielka droga osiedlowa, w dodatku ślepa– mówi Michał Piotrowicz.
Kolejnym rozwiązaniem może być ograniczenie prac i rezygnacja z budowy dodatkowych miejsc parkingowych. Będzie to wymagało dokonania zmian w istniejącym projekcie lub zamówienie nowego. Każdy wariant zakłada jednak, że inwestycja się opóźni. – Na razie została zdjęta z listy zadań priorytetowych, nie wykluczamy jednak, że jeśli nie będzie na nią zgody, to przebudowę Witosa odłożymy na kolejne lata – dodaje zastępca burmistrza Świdnika.
Do sprawy wrócimy. (kal)

Dlaczego projektują nie na swoim?

Sprawa przebudowy ul. Witosa wywołuje wiele kontrowersji wśród mieszkańców. Wielu z nich głośno mówi, że chce inwestycji. Inni zastanawiają się, dlaczego ratusz nie rozpoczął konsultacji z zainteresowanymi jeszcze przed zleceniem wykonania projektu. – Na tę dokumentację pieniądze już zostały wydane – mówi nasz czytelnik. – Teraz mówi się o jej zmianie, czyli o wyłożeniu kolejnych kwot z budżetu, a więc z naszej kieszeni. Dlaczego urzędnicy wcześniej nie zapytali o zgodę mieszkańców – przecież gdyby wiedzieli, że jest opór, można byłoby od początku ograniczyć zakres przebudowy.
Przedstawiciele ratusza tłumaczą z kolei, że przed opracowaniem dokumentacji nie wiedzieli, o jakie działki przyjdzie się im zwrócić do mieszkańców. – Opracowaliśmy najlepsze rozwiązanie, oparte na oczekiwaniach mieszkańców – mówi Michał Piotrowicz. – Dopiero po otrzymaniu dokumentacji okazało się, że żeby zaspokoić potrzeby, musimy sięgnąć po prywatne działki.