Umordowani rykiem „kultury”

Mieszkańcy dzielnicy Za Cukrownią nie wspominają najlepiej tegorocznych Juwenaliów na Politechnice Lubelskiej. – W dzisiejszej formie są nie do przyjęcia – napisała do ratusza w imieniu rady dzielnicy przewodnicząca, Lidia Kasprzak-Chachaj.
Po licznych skargach mieszkańców na zbyt głośne koncerty i hałasowanie do białego rana rada uchwaliła i przedłożyła krytyczne stanowisko w ratuszu. Miasto, choć nie organizowało akurat tej imprezy, radzi, jak postępować, gdy zakłóca się ciszę nocną.

Dopilnowanie imprezy…

– Juwenalia w dzisiejszej formie są nie do przyjęcia. Pomijając fakt, że zachowania wielu młodych ludzi mają niewiele wspólnego z kulturą studencką, trwanie imprez do późnych godzin wieczornych, a nawet porannych, jest bardzo uciążliwe dla mieszkańców – przedstawia stanowisko dzielnicy Za Cukrownią Lidia Kasprzak-Chachaj, przewodnicząca rady.
Chodzi o inaugurację Dni Kultury Studenckiej, a ściśle wieczorne koncerty inaugurujące Juwenalia na łączce Politechniki Lubelskiej.
Ci, którzy mieszkają bliżej rzeki, skarżą się na studentów imprezujących tam po koncertach do rana i zaśmiecających teren. – Przy meczach widzimy tu tłumy policjantów, a przy takich imprezach chyba nikt nie pilnował – dodaje.
Podobne sygnały co rok docierają do radnych z Felina. Tam odbywa się święto studentów Uniwersytetu Przyrodniczego, a nad ranem do miasta ciągną tłumy głośnej i nietrzeźwej młodzieży. Na ostatnich konsultacjach społecznych w Komendzie Miejskiej Policji w Lublinie przedstawiciel rady prosił o dodatkowy monitoring.
Wracając do terenów przy Politechnice i Bystrzycy, w piśmie kierowanym do urzędu miasta rada dzielnicy Za Cukrownią zwraca uwagę nie tyle na nocne ekscesy, co organizację tego typu imprez. – Nie można dopuszczać do sytuacji, gdy po zakończonym koncercie grupy pijanej młodzieży błąkają się po mieście do rana, zakłócając spokój – komentuje przewodnicząca Kasprzak-Chachaj. Radni zaznaczają, że nie są przeciwnikami święta. – Kolejne imprezy na wolnej przestrzeni powinny odbywać się z poszanowaniem ciszy nocnej i nie przekraczać dopuszczalnych norm hałasu – kończy przewodnicząca.

… nie takie proste

W Wydziale Bezpieczeństwa UM Lublin informują, że miasto nie ponosi odpowiedzialności za organizację Juwenaliów na Politechnice Lubelskiej. Spada ona na uczelnię. – Na organizację tych koncertów prezydent miasta nie wydawał zezwolenia. Z uwagi, iż imprezy odbywały się na terenie uczelni, a organizatorem był rektor, nie było ono wymagane – odpowiada w imieniu ratusza Jerzy Ostrowski, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego. Zgoda na organizację i kontrola ich przebiegu dotyczyła natomiast imprez na innych lubelskich uczelniach, tzn. „Medykaliów” i „Kozienaliów”. W obu przypadkach znajdował się zapis o „przeprowadzeniu wydarzeń w sposób jak najmniej uciążliwy dla mieszkańców z uwzględnieniem prawa do spoczynku nocnego”. Egzekwowaniem przepisów zajmują się służby powołane do strzeżenia bezpieczeństwa i porządku na tego rodzaju wydarzeniach. Ale i w tym przypadku praktyka pokazuje, że sprawa jest nieoczywista.
Do wydziału dotarły sygnały mieszkańców, którym artyści i żacy nie pozwolili spokojnie spać.

Nie warto zaciskać zębów

Uciążliwość nocnych koncertów i późniejsze hałasowania uznane są za wykroczenia skutkowe. Oznacza to, że w takiej sytuacji potrzebny jest pokrzywdzony – osoba musi zgłosić naruszenie kodeksu wykroczeń służbom porządkowym organizatora, policji lub straży miejskiej. Co równie ważne, musi to być zgłoszenie imienne. – Kiedy brak jest osoby pokrzywdzonej, nie ma skutku, a co za tym idzie, nie popełniono wykroczenia. W praktyce sprowadza się to do tego, że sprawca nie będzie odpowiadać za wykroczenie, kiedy pokrzywdzony pozostaje anonimowy – mówi dyrektor Jerzy Ostrowski.
Sprawę reguluje art. 51 Kodeksu wykroczeń. „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, spoczynek nocny (…) podlega karze aresztu (orzekanej w wymiarze od 5 do 30 dni) , ograniczenia wolności albo grzywny, wymierzanej w wysokości od 20 do 5000 złotych” – czytamy w kodeksie.
Czy jest to egzekwowane wobec dużych instytucji, takich jak w tym przypadku uczelnia? – Tak, zdarzały się takie przypadki – wyjaśnia Hubert Mysiak, kierownik referatu w WBMiZK ratusza.
To pokazuje, że w przypadku naruszania ciszy nocnej nie wypada… siedzieć cicho. BCH