Unia pod lupą posła Sobonia

– Nasz zespół powstał głównie po to, by zwrócić uwagę na problem i zachęcić Polaków do spoglądania na integrację europejską z perspektywy korzyści i strat – tłumaczy Artur Soboń

Mieli patrzeć Unii Europejskiej na ręce i „bronić ustroju Polski, suwerennego państwa opartego na chrześcijańskich wartościach”. Na scenę efektownie wkroczyli przed rokiem. Dziś jednak Eurorealistyczny Zespół Parlamentarny, którego wiceprzewodniczącym jest świdnicki poseł Artur Soboń, oprócz hucznego otwarcia nie ma się czym pochwalić.
Eurorealistyczny Zespół Parlamentarny powstał w marcu ubiegłego roku. W założeniu zespół miał mieć charakter apolityczny. Tyle założenia, bo wśród 12 członków większość stanowili politycy Kukiz’15. Poza nimi działanie w nim podjęło dwoje posłów Prawa i Sprawiedliwości: Artur Soboń, który został wybrany na wiceprzewodniczącego i Krystyna Pawłowicz.
Członkowie zespołu za cel wzięli sobie zbadanie relacji pomiędzy Unią Europejską a Polską, szczególnie w kontekście wpływu instytucji unijnych na polską gospodarkę. Zespół planował możliwie jak najdokładniej zbilansować zyski i straty państwa polskiego jako kraju członkowskiego UE. Efektem ich prac miały być broszury informacyjne, które miały zawierać konkretne dane i statystyki.
Tyle tylko, że tych efektów nie ma. Dotychczas zespół spotkał się cztery razy, z czego na jednym posiedzeniu wybrał prezydium, a na innym dyskutował o sytuacji w Wielkiej Brytanii. Nawet sam poseł Soboń pytany o to, co do tej pory zespołowi udało się ustalić, zaczął od tego, że… specyfiką zespołów parlamentarnych jest ich luźny charakter. – Jest to nieregularna forma zrzeszania się posłów. Spotykamy się po to, aby wyrażać swoje poglądy – podkreśla świdnicki poseł.
Po co zatem taki zespół w ogóle powstał? – Aby zwrócić uwagę na problem i zachęcić Polaków do spoglądania na integrację europejską z perspektywy korzyści i strat – tłumaczy Soboń.
Trzeba przypomnieć, że za pracę w zespołach posłowie nie dostają żadnych pieniędzy. Wiedzą jednak, że jest to świetny sposób, by zaimponować wyborcom. Dzięki założeniu zespołu mogą ogłosić, że zajmują się ważnymi sprawami. Zwołują konferencje prasowe i przedstawiają, nad czym będą pracować. I na tym często się kończy. Liczba zespołów sprawia wrażenie nadzwyczajnej aktywności posłów, której w rzeczywistości nie ma. Obecnie w sejmie działa ich ponad 150. Wśród nich są m.in. Parlamentarny Zespół ds. Brydża Sportowego czy Parlamentarny Zespół Przyjaciół Odry. (mg)