Urodziny pełne uśmiechu

Były tańce, zabawy, życzenia i urodzinowy tort. Oczywiście na uroczystościach jubileuszu oddziału dziecięcego świdnickiej biblioteki nie mogło zabraknąć najmłodszych mieszkańców miasta.
W miniony czwartek oddział dziecięcy Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej świętował swoje 60. urodziny.
– Chcieliśmy, żeby ten jubileusz wyglądał inaczej. Zależało nam na tym, żeby pokazać dzieciom, że biblioteka to fajne miejsce – mówi Mirosław Król, dyrektor Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej w Świdniku.
Dlatego nie było oficjalnych przemówień, podziękowań i odznaczeń. Było za to mnóstwo dobrej zabawy. Młodzi goście jubileuszu tworzyli domino z książek, tańczyli przy muzyce „Leszczyniaków”, zdmuchiwali świeczki z jubileuszowego tortu i śpiewali swojemu oddziałowi „Sto lat”.

Czytelnia dla młodszych i nieco starszych mieszkańców powstała już w rok po utworzeniu świdnickiej biblioteki. Pierwszą jej siedzibą była świetlica WSK przy ul. Tuwima 1. Miejsce, w którym dzieci miały możliwość w spokoju usiąść z książką, poprowadziła emerytowana nauczycielka Zofia Bednarczuk. Od początku jednak najmłodsi przychodzili do oddziału dziecięcego nie tylko po to, żeby poczytać. Dzieci odrabiały na ul. Tuwima również lekcje, słuchały bajek i oglądały filmy.
Od tamtej pory zmieniała się siedziba oddziału dziecięcego, natomiast czytelnię nadal bardzo chętnie odwiedzają mali i młodzi świdniczanie. Zresztą jej pracownicy dbają o to, żeby dzieciom biblioteka dobrze się kojarzyła.

– Nie czekamy, aż najmłodsi sami do nas przyjdą – mówi Mirosław Król. – Panie pracujące w oddziale dziecięcym same wychodzą do najmłodszych z konkretnymi programami. Zapraszamy do nas już przedszkolaków, choć one nie potrafią jeszcze czytać. Ważne jednak, żeby od małego zaznajamiały się z miejscem i żeby ich wizycie w bibliotece towarzyszyły dobre emocje.
Pracownicy biblioteki są również organizatorami wielu akcji skierowanych do dzieci, choćby comiesięcznego głośnego czytania. – Oczywiście wiemy, że uczniowie do nas przyjdą, choćby po lektury, ale najważniejsze, żeby odwiedzali nas z przyjemnością – dodaje Mirosław Król. (kal)